Kłopoty z "resorciakiem"

schodowa
Poproszono mnie o interwencję w sprawie, która przy dzisiejszym stanie jurysdykcji może zakończyć się tragedią ciężko pracującej i rozwojowej rodziny Polaków-Katolików, ale proszę potraktować to, jako zaproszenie do Świątecznego CASE STUDY dla chętnych w życzliwym doradzaniu Bliźnim ;)))
Oto tekst ww. prośby:
===================================================
W imieniu całej mojej rodziny proszę o mediację w sprawie konfliktu z naszym sąsiadem zamieszkałym przy ul. Lubelskiej XX/YY w Puławach. Jest to starszy pan, który mieszka pod nami i notorycznie nas nachodzi mając pretensje że nasze dzieci zachowują się za głośno.
Mieszkamy w tym mieszkaniu od maja 2008 roku. Przed przeprowadzką do mieszkania zrobiliśmy remont łazienki i ubikacji i wtedy poznaliśmy sąsiada z mieszkania nr YY, który zaczął się dopytywać ile ten remont jeszcze potrwa bo on ma chorą żonę. Remont nie trwał długo ale w/w pan nachodził nas kilka razy z pretensjami, że jest hałas podczas remontu. Miał również pretensje, że za głośno przesuwamy szyby na balkonie, które są na prowadnicach, ponieważ mamy zabudowany balkon.
Kiedy w październiku 2008r urodził się nasz syn ten pan miał pretensje, że stawiamy wózek przy drzwiach do piwnicy i ciągle nam go przestawiał. Mieszkamy na 3 piętrze wiec trudno mi było wnosić i znosić wózek kilka razy dziennie mając pod opieka jeszcze 3 letnia wówczas córkę. Staraliśmy się sami radzić z tym problemem ale po około 2 latach ciągłych pretensji kiedy syn miał 10 miesięcy i zaczął chodzić, pan ten zaczął nas nachodzić, że syn chodzeniem robi dużo hałasu. Wtedy też po raz pierwszy zgłosiłam panu dzielnicowemu nasz problem prosząc aby zainterweniował w naszej sprawie. Odbyła się po tym zgłoszeniu wizja lokalna w naszym mieszkaniu gdzie pan policjant poznał naszą rodzinę, przyjrzał się podłogom z czego są wykonane, czy są na nich dywany, w jakim obuwiu chodzimy itp. po czym udał się do sąsiadów zebrać wywiad i w końcu do w/w pana z mieszkania nr YY. Po tej interwencji sąsiad z mieszkania nr YY odgrażał się ze on nam jeszcze pokaże i że: "jak śmieliśmy nasłać policję na byłego policjanta". Ale po tej interwencji mieliśmy rok spokoju. Czasami stukał w rury, żeby uciszyć dzieci, ale nas nie nachodził ani nie wydzwaniał domofonem. Na początku roku kupiliśmy meble i po przywiezieniu ich przez sklep meblowy około południa zaczęliśmy je składać. Po paru godzinach zadzwonił do nas pan policjant informując nas ze ma zgłoszenie, iż w naszym domu odbywa się hałas z prośbą o wytłumaczenie. Poinformowaliśmy pana policjanta, że składamy meble od czasu do czasu stukając młotkiem by przybijać gwoździki. Panu policjantowi to wystarczyło mówiąc nam, że ma zgłoszenie od naszego sąsiada z mieszkania nr YY, ale w biały dzień nie zakłócając ciszy nocnej można wykonywać przecież takie czynności. Znowu zaczęło się przez w/w pana zwracanie uwagi, że dzieci zachowują się za głośno.
Eskalacja problemu nastąpiła w sobotę dnia ZZ-XI-2011r kiedy to do moich dzieci przyszło 3 innych dzieci by się pobawić. Moje dzieci są obecnie w wieku 6 i 3 lat. Dzieci przebywały w naszym mieszkaniu od godz.14:30 do 18:30 bawiąc się w różne zabawy. Około godz.18 sąsiad z mieszkania nr YY zadzwonił do drzwi z pretensjami, że dzieci zachowują się za głośno. Kiedy próbowałam wytłumaczyć, że mamy gości i że dzieci bawią się podczas dnia, nie naruszając ciszy nocnej stwierdził, iż zorganizowałam tu przedszkole i zagroził mi eksmisją. Świadkami tego incydentu były wszystkie dzieci, które stały w przedpokoju oraz mama dzieci, która siedziała w pokoju i wszystko słyszała. Moja 6 letnia córka zaczęła płakać, ponieważ nie po raz pierwszy była świadkiem kiedy ten pan nas zaczepia i ma zawsze pretensje. Kiedy ten pan mija nas na schodach moja córka zaczyna płakać i cofa się bojąc się koło niego przejść. Zauważyłam u niej lęki, złe sypianie, bojaźliwą reakcje na dźwięk dzwonka do drzwi, czy domofonu. Na pytania czego się tak boi odpowiada, że sąsiada z dołu czyli mieszkania nr YY. Rozumiemy, że ten pan jest zgorzkniały, ponieważ jak twierdzi "ma chorą żonę", ale my mamy 2 małych dzieci, których nie da się bezszelestnie wychowywać.
Córka obecnie rozpoczęła naukę w 1 klasie, syn uczęszcza do przedszkola wiec od godz. 8 do 15 przebywają poza domem. Przestrzegamy ciszy nocnej, mając na względzie chorą żonę w/w pana. Staramy się unikać organizowania spotkań towarzyskich, a spotkania z rodzina ograniczamy do niezbędnych by nie zakłócać spokoju głównie sąsiadowi z mieszkania nr YY. Jesteśmy poddenerwowani często upominamy dzieci, by zachowywały się cicho, ale już dłużej nie możemy znieść tej patowej sytuacji. Prosimy więc o interwencję, aby nie doszło do eskalacji konfliktu między nami, a sąsiadem.
... Małgorzata
===================================================
Oczywiście dane osobowe zachowałem dla siebie, ponieważ nie zamierzam teraz nikogo publicznie piętnować. Niemniej jednak, wykorzystując świąteczny nastrój zastanówmy się wspólnie co zrobić, by Puławy nie zostały miastem zdominowanym przez zgorzkniałych "emerytów-resorciaków" ;)))





Kontakt:
Kłopoty z "resorciakiem"
Jak powszechnie wiadomo, w czasach i latach minionych, w każdym zakładzie pracy, na każdym osiedlu, w każdym bloku i w każdej klatce schodowej musiał mieszkać przynajmniej jeden "resorciak", taki pan Henio "gumowe ucho', który miał obowiązek zachowywać się, nie zwracać na siebie zbytniej uwagi, nie zadzierać z sąsiadami, coby nie urwało się źródełko informacji prosto z miasta. Do dzisiaj funkcjonują takie "kable", które może już nie są na etatach w służbach ich zatrudniających, ale na wszelki wypadek obserwują ulice, parkingi, place zabaw i dzięki temu dopilnują nam samochodu, czy rozbójników tłukących przechodnia, pomagając tym samym służbom z wpojonego wieloletnią służbą poczucia obowiązku dawniej służbowego, obywatelskiej postawy i braku innego zajęcia. No ale ten "resorciak" nie mieści się w tych kanonach i zadaniach powierzonych mu przez państwo i podobnie jak kilku innych w mieście ot choćby z ulicy Eustachiewicza, którym za szybko skończyła się komuna, nie przeszli weryfikacji , choć pozytywnej dla nowego społeczeństwa wyzwolonego spod jarzma tamtego ustroju, pozbawieni munduru i pałki muszą dokuczać swoim współmieszkańcom. Na szczęście takich gnid jest coraz mniej, chociaż i tak ich nie brakuje.
Myślę, że poznając nieznane nam aktualnie internautom niewiadome X i Y "przy ul. Lubelskiej XX/YY w Puławach" ale znane godziembie, można by zorganizować mały happening pod oknami gnidy dworskiej. Wystarczy zwołać się na necie i dać do zrozumienia, że świat nie kończy się na niej. Gwarantuję, że taki jednorazowy zabieg uspokoi niepokornego aspołecznego typa. A jak zapomni to druga imprezka mu przypomni. Chyba trzeba pokazać mu, co to jest Moje Miasto Puławy, bo gościu myśli, że wyłącznie jego...
pewnie zaraz doniesie, że zrobiono nielegalne zgromadzenie
@sitjuit:i doliczy się ponad 15 osób, a może nawet kogoś w kominiarce zobaczy ;)))
nikt z tzw. POstepowców nie pali się by zadzierać z resorciakiem
i nikt z tzw. "bojowników o tolerancję" nie kwapi się do pomocy prześladowanej rodzinie Polaków Katolików :((((
w takim razie zamiast analizować ten wyjątkowy przykład natręta, sugeruję OMIJANIE BLOKU NR 17 przy ulicy Lubelskiej miłośnikom Tradycji Kolędowania... - mogą Was tam czekać duże nieprzyjemności włącznie z oficjalnymi oskarżeniami o zakłócanie porządku wg art 51 § 1 KW, co przy obecnej nagonce na ludzi Wierzących może skończyć się "zrozumieniem" oskarżającego "resorciaka" przez sąd i wyrokiem dla Kolędników...
więcej danych nie podam, by nie POlec w bolandyjskim sądzie z art.24 KC ;)))
Szanowna Pani,
proszę poradzić sąsiadowi, żeby sobie zgłośnił radio. To powinno mu pomóc.
I mam jeszcze jedną radę. Powiadomić tego samego dzielnicowego o uporczywym nachodzeniu i wypowiadaniu gróźb karalnych przez sąsiada z dołu.
Godziemba mógłbyś się tu wykazać i zorganizować pod drzwiami faceta stosowny protest.
Ale ty wolisz pozostać wojownikiem o dobro rodziny na papierze. Rusz tyłek i zrób coś konkretnego.
resorciak z lubelskiej 17 wyrzuca rowerki dziecięce przed blok
nie można zostawić nic na klatce, bo wyniesie, a może i nawet przy tym uszkodzi - żali się zrozpaczona współlokatorka. wszak każdy kto ma więcej niż jedno dziecko wie, że nie zawsze można wszystko wnieść i zapakować na piętro do mieszkania... CO ROBIĆ??? - zadaję to pytanie ZWŁASZCZA uczynnym oraz empatycznym "kamie" i "obserwatorce", a także innym uczestnikom tzw. "Wszechstronnego Ruchu Ochrony Grubego" (WROG).
w takich okolicznościach proszę uprzejmie, by "WROG" wykrzesał z siebie choć odrobinę współczucia dla osób NAPRAWDĘ prześladowanych...