drukuj

Żeby tak znowu usłyszeć gwizd lokomotywy...

Stanisław Ogonek

Fot. Archiwum

Rozmowa ze Stanisławem Ogonkiem, kolejarzem, który 30 lat jeździł nałęczowską wąskotorówką.

Zżył się pan z kolejką?

– Mam mnóstwo wspomnień z nią związanych, to jak drugi dom. Niestety, podczas spotkań z kolegami, którzy jeżdżą wąskotorówkami w innych miastach nie mogę się pochwalić niczym nowym. Nasza kolejka cały czas stoi. Ale mam nadzieję, że uda się ją wkrótce reaktywować.

 

 

Jak się nią jeździło?

– Każda wycieczka to była przygoda. Wiele razy braliśmy autostopowiczów, bo jechaliśmy zaledwie 20 km/h, więc mogli bez trudu wskoczyć. Podczas jazdy turyści rwali jabłka, bo kolejka przejeżdżała tuż obok drzew.

 

 

Cieszyła się powodzeniem?

– Tak, zwłaszcza w 2000 r. Przewieźliśmy wtedy ok. 25 tysięcy turystów. W połowie lat 90. liczba przewozów towarowych i pasażerskich zaczęła spadać. Od 1998 r. kolejka woziła już tylko turystów. Jeździły z nami szkoły, zakłady pracy, zabieraliśmy nawet pielgrzymki do Wąwolnicy. Mieliśmy też gości z zagranicy.

 

 

Którędy jeździła?

– Serce kolejki było i jest w Karczmiskach. Stamtąd jeździła do Wąwolnicy, Poniatowej, Opola, Wilkowa. Największym powodzeniem cieszyła się 20-minutowa trasa Karczmiska–Polanówka. Na koniec wycieczki zawsze było ognisko. W 2007 r. skończyły się wycieczki do Nałęczowa, bo został uszkodzony wiadukt w Rogalowie.

 

 

Czy kolejka będzie wymagała remontu?

– Wagony i lokomotywa są w porządku. Przydałby się jednak remont torowiska, mostów i wiaduktów. Szyny trochę zardzewiały, ale – jak to mówią kolejarze – gdyby pociąg zaczął jeździć, od razu zaczęłyby się świecić. Kiedy znowu usłyszę gwizd lokomotywy, stukot kół i gwar turystów wreszcie pójdę spokojnie spać.

Zdjęcia

  • Stanisław Ogonek

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać