drukuj

Wystawa fotografii Janusza Kobylińskiego "Mięćmierzanie"

Maciek Włodarczyk

fot. Janusz Kobyliński

Mięćmierz – dawna osada flisacka, piękny, unikalny zakątek kraju, swego rodzaju enklawa w której żyją ludzie zakochani w tym kawałku ziemi, w przestrzeni, przyrodzie, krajobrazie, rzece.

Mówi się o tej miejscowości, że to „żywy skansen", choć właściwiej można powiedzieć,że to wyjątkowe miejsce wyjątkowych ludzi.

O nich właśnie jest wystawa fotografii Janusza Kobylińskiego „Mięćmierzanie".

Autor wystawy jest jednym z nich, który wrósł w ten krajobraz, osiadł tu, żyje wśród mięćmierzan, zatrzymuje się na pogawędkę, poznaje ich radości i troski. Teraz stworzył portret wielu z nich.

– Ci wszyscy, którzy są na zdjęciach chętnie zgadzali się na zrobienie im portretu – mówi Janusz Kobyliński. – To nie są wszyscy mieszkańcy Mięćmierza, bo niektórzy odmówili. Może nie czują się wpisani w tą społeczność? Osoby portretowane to ludzie, którzy mają zaufanie do fotografa. Jeśli nie nawiąże się dobrego kontaktu ze swoim bohaterem, to nie ma po co wyciągać aparatu. Bo bardzo ważne jest, jak ludzie patrzą na siebie – w tym wypadku ja i osoba portretowana. Później ona z fotografii będzie patrzeć na odbiorcę. Zależało mi zatem na stworzeniu ciepłych relacji między nami.

I tak mięćmierzanie patrzą z fotografii życzliwie – czasem uśmiechając się do nas. Zapraszają do swoich domów, gdzie stoi kominek, albo pozują z pieskiem na rękach, lub pokazują schody drewniane prowadzące na górę. Mówią – tak mieszkamy, tak żyjemy, zobaczcie, zapraszamy.

Bałem się, czy pozwolą mi otworzyć rodzinne albumy – mówi dalej Janusz Kobyliński. – Ale po początkowym okresie nieufności, nie tylko pozwolili sięgać do tych pamiątek, lecz także zastanawiali się, kto jeszcze może mieć stare fotografie.

Bo wystawa Janusza Kobylińskiego sięga też do tamtego, do dawnego Mięćmierza i ludzi, którym dzieciństwo i młodość tu właśnie upłynęły – na codziennym trudzie i radościach tej ziemi. A później starzeli się, odchodzili. Zostali na starych fotografiach, które dziś pokazane przywołują ich wspomnienie.

Janusz Kobyliński ma tu fotografie, które najwyżej ceni. Z tych starych jest to zdjęcie Genowefy Materek zrobione przez Jerzego Kunę, z nowych na pierwszym miejscu wymienia portret Haliny Materek, choć zastrzega, że ten pierwszy, którego nie ma na wystawie był przepiękny. Mówi, że ikoną jest portret Mariana Gryty i niezwykle prawdziwy Tadeusza Kuzioły.

W sobotę (26 czerwca) o godz. 12 w Galerii Letniej Muzeum Przyrodniczego w Kazimierzu Dolnym odbędzie się finisaż wystawy „Mięćmierzanie w portretach fotograficznych Janusza Kobylińskiego i w fotografii dawnej".

Jednocześnie odbędzie się promocja fantastycznej książki „Mięćmierzanie" ilustrowanej tymi fotografiami, wydanej przez Muzeum Przyrodnicze, niezwykle wartościowej, barwnej, ważnej.

Zdjęcia

  • Maciek Włodarczyk

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać