Wojciech Pszoniak w Puławach. "Teatr przetrwa. Mówię to wam"
• Czym dla pana jest teatr?
– Wszystkim i przetrwa każdy rodzaj telewizji. Ja wam to mówię. Człowiekowi potrzebny jest drugi człowiek i tylko w teatrze może to zobaczyć. Może zobaczyć aktora – człowieka. Ja jestem inny, kocham życie, kocham świat, chociaż jestem małym człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu.
• Jakie było pana wrażenie, kiedy przyjechał pan do Polski po kilku latach pracy we Francji?
– Że czas pędzi, że już nie mamy czasu na nic. Nasze matki i babcie nie lepią pierogów, nie pieką placuszków, takich jakie piekła moja babka. Dlaczego? Bo czas pędzi. Wszystko jest nie po naszemu, czyli nie tak jak chcielibyśmy by było – po amerykańsku. Supermarkety, gotowe produkty do mikrofalówki i przed telewizor. Widzę po moich studentach, że oni nawet nie mają czasu na studia.
• W Janowcu, kiedy grał pan na kawałku blachy ludzie patrzyli z zachwytem.
– Sposobem dla mnie na stres jest gotowanie i tylko wtedy boję się, że jakaś potrawa mi się nie uda. A grać na byle czym rzeczywiście potrafię. Tworze muzykę taką, jaką mi się uda stworzyć. My, aktorzy pracujemy nad sobą i ze sobą. Dziś aktor musi dbać o siebie, bo inaczej nie będzie aktorem.



























Kontakt: