Wieniawa Lublin - Czarni Dęblin 2:1
Sławomir Stachurski (w czarnym stroju) w tej sytuacji był lepszy, ale Czarni przegrali 1:2 z Wieniawą
Mecz mógłby ułożyć się zupełnie inaczej, gdyby w pierwszej minucie do pustej bramki trafił Michał Walendziak, ale napastnik gości nie umiał tego zrobić. – Nie mam do niego pretensji, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, jak ważny był to moment – dodał Kozicki. Później inicjatywę przejęli gospodarze i co chwila stwarzali zagrożenie. Piłkarze Wieniawy mieli jednak mocno rozregulowane celowniki i nie potrafili trafić piłką w światło bramki. Wyjątkiem był Piotr Baran, który w 27 min pokonał Artura Kępkę. – W pierwszej połowie powinniśmy zdobyć co najmniej trzy gole – powiedział Jerzy Wyroślak, trener gospodarzy.
Tuż po przerwie lublinianie podwyższyli na 2:0, gdyż ładne prostopadłe podanie od Barana na gola zamienił Rafał Bielak. Od tego momentu gospodarze skupili się na kontrolowaniu wydarzeń na boisku i co chwila nękali dęblinian groźnymi kontratakami. Jeden z nich przyniósł nawet gola Macieja Urbana, ale sędzia odgwizdał pozycję spaloną. Czarni starali się atakować i zdobyli kontaktową bramkę, ale nie byli tego dnia zagrozić dobrze dysponowanym rywalom. – Nie czujemy się mistrzem jesieni, bo został nam jeszcze mecz z groźną Piaskovią Piaski – tłumaczy Wyroślak.
Wieniawa Lublin – Czarni Dęblin 2:1 (1:0)
Bramki: Baran (27), Bielak (47) – Walendziak (82).
Wieniawa: Zdunek – Denis, Dadej, Boniaszczuk, Pszczoła, Demianiuk (80 Gogół), Baran, Bondarenko (46 Raczkowski), Wójcik, Bielak (70 Urban), Puszka.
Czarni: Kępka – Stolarek, Burek (46 Wiśniosz), Przybysz, Osojca, Radzikowski (75 Kleszczyński), Stachurski, Wilczynski, Kołdej, Szostak, Walendziak.
Żółte kartki: Baran – Stolarek. Sędziował: Gil. Widzów: 100.


























Kontakt: