W Celejowie zawiało i płot połamało
O zdarzeniu poinformowała nas Czytelniczka. Wszystko wydarzyło się we wtorek po południu. Przy drodze gminnej prowadzącej przez wąwóz w Celejowie odbywała się wycinka drzew. Pech chciał, że jedno z nich z hukiem spadło na położoną naprzeciwko posesję. – O mały włos a stracilibyśmy dom – nie kryje zdenerwowania pani Barbara. – Kwiaty, cukinia, fasolka, słoneczniki, wszystko zdewastowane – wylicza.
Kobieta ma żal do firmy wykonującej wycinkę oraz zastępcy wójta Wąwolnicy, który chwilę po zajściu był na miejscu. – Powiedział tylko, że oni mogą mi skopać ten ogródek. Odnosił się do mnie bardzo wulgarnie. Stwierdził, że nic takiego się nie stało i ten płot się naprawi. To człowiek na stanowisku i nie powinien zachowywać się w ten sposób. Fakt, krzyczałam, ale byłam zdenerwowana – przyznaje pani Barbara.
Z jej opowieści wynika, że drzewa całą noc leżały na drodze i nie było przejazdu. – Mąż zgłosił to na policję, która przyjechała wieczorem i spisała protokół – dodaje kobieta twierdząc, że wycinka została zrobiona niefachowo, a w dodatku niepotrzebnie. – Wycięta została cała aleja akacji, a to nie były spróchniałe drzewa. Nie wiem czy to jest zgodne z prawem.
Zastępca wójta gminy Wąwolnica twierdzi, że drzewa musiały być wycięte, bo porosły samoczynnie. Były wysokie i stwarzały zagrożenie. – Gdybyśmy ich nie wycięli, to gałęzie mogłyby się obłamać i zrobić komuś krzywdę. Drzewa wycinała ekipa z Oblas, która ma uprawnienia. A my mamy na to zgodę – mówi Andrzej Szczypa.
Poza tym drzewa przeszkadzały w pracach przy utwardzeniu dna wąwozu. – Od kilku lat ludzie mieszkający tam prosili, żeby zrobić drogę, bo jesienią i wiosną nie było przejazdu. Teraz dostaliśmy środki z MSWiA i to robimy – mówi zastępca wójta.
Szczypa całe zdarzenie opisuje jako zbieg okoliczności. – Akacja ma dużą koronę. Zawiał wiatr i gałąź poleciał na przęsła płotu. Chcemy tym ludziom zapłacić odszkodowanie. Rozmawiałem z mężem tej kobiety i przeprosiłem go. Mówiłem to też jej, ale ciężko było się z nią dogadać, bo krzyczała.
A co z zatarasowaną przez całą noc drogą? – Nie było tragedii. Można przecież dojechać dookoła. Nikt do nas nie dzwonił, że jest problem. Rano o godz. 7 była ekipa i wszystko zostało posprzątane – odpowiada Szczypa.



























Kontakt:
Nie ma tragedii...
I pewnie nie byłoby jej wtedy, kiedy trzeba byłoby wezwać np. pogotowie do chorej osoby. Objechałoby przecież te pniaki dookoła.
Nigdy nie zrozumiem polskiej mentalności - nie ma sprawy, dopóki nic się nie dzieje. A kiedy się zadzieje, to i tak nie ma winnych. I nic się nie zmieni w tym kraju, dopóki u władzy będą bezduszni, interesowni biurokraci [a resztę dopowiedzcie sobie Państwo sami].
Chyba znowu przesadzasz
i źle adresujesz pretensje
Przeciez w tym przypadku to ekipa wycinajaca zawiniła, a nie biurokraci.