Turystyka powodziowa
Pięknie nazwano tę żenującą formę wypoczynku, którą uprawiają Ci, którym nie straszna wielka woda bo odległa od ich domostw. Pierwsi pseudo turyści pojawili się w okolicach Wilkowa i Parchatki ponad dwa tygodnie temu. Po co docierają w zagrożone czy zalane przez powódź miejsca?
Kieruje nimi ciekawość żywiołu.
Korkują drogi, utrudniają akcje zabezpieczające, działania strażaków i innych służb, potem gapią się na rozległość nieszczęścia i nic poza tym. Nie przychodzi im do głowy żadna inna, pomocna forma uczestniczenia w tej tragedii.
Potrafią wmieszać się w tłum ludzi z „grupy ryzyka powodziowego" czy dotkniętych przez powódź (pełnych obaw o domostwa i czekających z niepokojem na rozwój wypadków), by potowarzyszyć. Może coś ciekawego usłyszą - trzeba przecież mieć co powtarzać.
Niejednokrotnie wloką ze sobą całą rodzinę, również maluchy, by zapamiętały wielką wodę.
Koniecznym elementem wyposażenia jest dla nich aparat fotograficzny, by drobiazgowo niczym japońska wycieczka uwieczniać wszystko to , co powodzi towarzyszy, no i oczywiście zrobić sobie zdjęcie z wezbraną wodą, usypanymi wałami czy podtopionymi miejscami w tle.
Niektórzy mają pewne opory, czy wypada to uwieczniać. Innym nawet do głowy to nie przyjdzie.
Przydatny jest im również telefon komórkowy, by poekscytować się pobytem w zagrożonym miejscu podczas rozmowy z przyjaciółmi.
Co Ci ludzie tam robią? Chyba są mało świadomi, że przeszkadzają, a czasami ryzykują zdrowiem czy nawet życiem.
Jedni tracą wszystko, inni mają niecodzienną rozrywkę.
Celem artykułu jest, by poczuli się nim urażeni wszyscy Ci, którzy oprócz gapiostwa nie zrobili w tej kwestii nic.
Co sprawia, że niektórym ludziom tak ciężko jest zachować się po prostu przyzwoicie?

























Kontakt:
http://www.mmpulawy.pl/artyku
http://www.mmpulawy.pl/artykul/wielka-woda-na-wisle-idzie-w-kierunku-pul...
Fotografowanie w celu
@wedrowycz:Fotografowanie w celu informowania to kategoria warta rozważenia za i przeciw.
Czy mamy prawo? Czy przechodząc obok pracujących ponad siły ludzi np. przy umacnianiu wału- mamy prawo pstrykać news-ową fotkę? Jeśli tylko na tym polega i na tym się kończy obywatelska misja- to myślę, że nie!
Z drugiej strony może zdjęcie na popularnym portalu poruszy kogoś i spowoduje pozytywna reakcję, chęć pomocy itd.....
Myślisz , że wielu z powodziowych turystów robiło zdjęcia ...z przesłaniem i poczuciem misji?
Myślę, że nic na te hordy nie
@Kurowski:Myślę, że nic na te hordy nie poradzi narzekanie. Ludzie widząc cudzą krzywdę sami czują się lepiej. Wystarczy pierwszy lepszy wypadek - tłumy gapiów ze wszystkich stron. Każdy chce mieć zdjęcie powodzi a zdjęcie zrobione samemu smakuje najlepiej... Tu zaczyna się zadanie policji. Pałki i broń na gumowe kule w dłoń i przeganiać...
Gdzie robiona fota?
Gdzie robiłeś tę fotę Kurówki?
Kurówka z mostu na
@Pietras1988:Kurówka z mostu na Warszawskiej- nasz lokalny detektywie :)
Tak myślałem
@Kurowski:Też robiłem dziś foty - na Wiki o Kurowie zamieściłem około 80 (trasa Kowalska - Warszawska - Blich - Słoneczna - Blich - Nadrzeczna - Puławska - Nowa - Żabia - Ciasna - I Armii - Głowackiego - Nowy Rynek - Kościuszki - Kowalska)
Tak, mamy prawo! Nawet powinniśmy!
"Czy mamy prawo z bezmiaru ludzkiej tragedii czynić atrakcję turystyczną? " - tak, mamy! Żeby realnie docenić "bezmiar ludzkiej tragedii" trzeba to zobaczyć na własne oczy! Telewizja tego nigdy nie przekaże realnie! Mało tego - często dopiero "zobaczenie" tego na własne oczy wyzwala w nas działanie do niesienia pomocy!
Zobaczyłem,uwierzyłem,
@Jotgie:Zobaczyłem, uwierzyłem, oceniłem ...i coś zrobiłem?
Oczywiście!
@Kurowski:Oczywiście! Stworzyłeś dokumentację fotograficzną dla przyszłych pokoleń!
http://www.youtube.com/watch?
http://www.youtube.com/watch?v=jWzgn6yNCno
Dla tych co nie widzieli polecam obejrzeć ten filmik. Turyści zapomnieli założyć odpowiednich butów...
pierwsza fala powodziowa
Gdy powoli woda opadała po przejściu pierwszej fali powodziowej jako że mieszkam nad samą Wisłą, taki tekst usłyszałam "e już opada woda nie ma co oglądac, idziemy z powrotem." cóż więcej dodac, nic tak nie cieszy jak ludzka krzywda.....
Wystarczy...
Wystarczy popracować ciężko kilka godzin przy umacnianiu wału, żeby odechciało się powodziowej turystyki... Skoro pseudo-obywatele mają czas na popołudniowe,powodziowe spacerki, to mieli by też czas żeby pośmigać z workiem piachu na plecach. Służby porządkowe powinny rozganiać to bydło z mostów, wałów itp i walić mandaty po parę stów wtedy by się może ogarnęli.
Tak się nie dzieje tylko w
Tak się nie dzieje tylko w przypadku powodzi. Jeśli wybucha pożar, albo jest wypadek. Przy odrobinie szczęścia w tłumie gapiów jedna osoba zadzwoni po odpowiednie służby. Reszta stoi bezczynnie.
Sam czekam na wodę a z artykułem się nie zgadzam
Mieszkam na Włostowicach, na terenie zagrożonym. Wdzięczny jestem wszystkim tym, którzy robią i publikują zdjęcia. Turystyka powodziowa? Dlaczego nie? Może właśnie zdjęcia, informacje, zobaczenie sprawy na własne oczy pozwolą kolejnym pokoleniom na wyniesienie się z niebezpiecznych terenów. Może zapobiegną temu, że miesiąc po powodzi wszyscy zapomną o problemie.
Można też spojrzeć inaczej - choć ten punkt widzenia nie w pełni odpowiada sytuacji, gdzie działki są odziedziczone - niech Ci, którzy wydali więcej pieniędzy na bezpieczne działki zobaczą, że ich comiesięczna praca, płacenie droższych rat za kredyt - że to wszystko się opłacało. A znajomi którzy te pieniądze przeznaczyli na piękne samochody - właśnie popłyneli (tak, tak! wcześniej oni z pogardą patrzyli na nasz 20 letni samochód). Choć to myślenie bardziej odpowiada podwarszawskim klimatom, gdzie działki są bardziej płynnym towarem.
My zdecydowaliśmy się budować dom w miejscu dużo wyżej, kilkanaście kilometrów od Puław. To będzie nas sporo kosztować, ale spróbujemy dać radę. Ale przy następnej powodzi będziemy mogli przyjść i w duszy powiedzieć sobie "jak to dobrze, że nas to nie dotyczy".
I jeszcze jedno pytanie...
...zdjęcia robiłeś przy Kurówce. To nie jest turystyka powodziowa? Bo w tym miejscu nikomu nie zaszkodziło? Nieprawda.... Zaszkodziło i to najbardziej. Nie potrafię postawić granicy, pomiędzy którą etycznym jest robienie i nierobienie zdjęć. Ludzi z aparatami traktuję jako znak czasów.
Powodziowi turyści
Chyba inaczej rozumiemy turystykę powodziową. Turystyka powodziowa to tylko i wyłącznie -rekreacja. Za powodziowych turystów uznaję przede wszystkim tych, którzy powódź traktują jak atrakcję, wloką tam rodzinę, robią foty ( nie żeby publikować, informować tylko, by mieć).Co najważniejsze- nie robią nic poza gapiostwem.
Nie koniecznie inaczej
Rekreacja? Może. Od kiedy w życiu przejechałem obok kilku wypadków, gdzie spod czarnej folii płynęła stróżka krwi jeżdżę wolniej i bezpieczniej. Okrutne, prawda? Ale może dzięki temu żyję.
Niech mają zdjęcia. Za 20 lat pokażą dzieciom jak dzieci będą szukały działki pod dom. Niech dzieci zabrane na wycieczkę pamiętają. Niech na rodzinnych spotkaniach wśród różnych zdjęć zaplączą się takie z powodzi. Ktoś zapyta - a co to takiego ciekawego? A to powodź za 2010... o kurcze... a ja miałem tam się budować.
Wiesz jak ucieszyła nas sąsiadka, która jako dziecko pamięta jak zalało naszą okolice w 60'tym? Tak - jej rodzice uprawiali turystykę powodziową. I ją wzieli. Szkoda, że wtedy nie robiono zdjęć, bo gdyby je miała to by było dla nas cenne.
Aparaty w dzisiejszych czasach to trochę odpowiednik pamiętników. Cóż - zdjęcia cyfrowe są tak tanie, że każdy idąc gdziekolwiek bierze ze sobą aparat. Nie trzeba wywoływać, nic... Najwyżej skasuję. To naprawdę piękne, cieszmy się z tego.
Warunki dla tej turystyki: niech będzie bezpiecznie, niech nie przeszkadzają.
Problem pojawia się wtedy, gdy sytuacja jest dramatyczna, trwa walka, a wyczerpani ludzie z workami na plecach muszą w biegu omijać kolesi z aparatami i dzieci plączące się między nogami. Wtedy to się nazywa sabotaż... I tutaj jestem przeciw razem z Tobą.