drukuj

Tajemnice grobowej krypty Fary końskowolskiej

Rafał Niedźwiadek mówi, że zbieranie materiału w krypcie potrwa jeszcze kilka dni. Później zostanie ona zamurowana

Niebieska folia przedziela główną nawę fary. Przy wejściu krzątają się robotnicy. Zrywają starą posadzkę. Za folią trochę kurzu i właz, który wydaje się być spory, ale niżej zwęża się na szerokość drabiny. To wejście do krypty grobowej.

– Zejściu do krypt zawsze towarzyszy jakaś sensacja – zauważa Rafał Niedźwiadek, archeolog z ARCHEE Badania i Nadzory Archeologiczne w Lublinie. – Czy zakłócamy spokój zmarłym? Lepiej, żeby to zrobili naukowcy niż robotnicy, albo nawet szabrownicy – mówi i ostrożnie przeciska się przez wąski otwór w dół, tam gdzie wśród rumowiska leżą pomieszane szczątki ludzkie i trumien.

 

Tak powstają legendy


– Wiedzieliśmy o istnieniu tej krypty – mówi Przemysław Pytlak, prezes Towarzystwa Ochrony Dziedzictwa Kulturowego „Fara Końskowolska”. – W kościele – na przełomie lat 80. i 90. – budowano sieć grzewczą. Miałem wtedy 14 lat. Ale już fascynowały mnie zagadki naszej fary i wszystko notowałem w zeszycie. Przy tych pracach pomagali parafianie, a wśród nich mój dziadek. I wtedy zawalił się kawałek ściany odkrywając kryptę z trumnami.

 

 

Przy marnym świetle zlęknionym robotnikom ukazały się trumny, a może i szczątki ludzkie. Kryptę po paru godzinach zamurowano, ale legenda zaczęła się tworzyć.

 

 

– Relacje z tamtych lat były skrajnie różne – uśmiecha się P. Pytlak. – Każda z osób opisywała to inaczej. Jedni mówili, że były 4 trumny, inni że kilkanaście. Powstały opowieści, że są tam złote kielichy, bogate szaty, a może jakieś skarby. Mnie dziadek mówił, że widział 4 trumny i to, że robotnicy bali się tam wejść.

 

 

Może już wtedy było wiadomo, że powinni się tym zająć archeolodzy. Jednak nie było komu podjąć inicjatywy, a przede wszystkim nie było środków.

 

 

– Gdyby nie darowizna od Zakładów Azotowych „Puławy”, krypta nadal byłaby zamurowana – dodaje Pytlak. – Dzięki nim możemy dziś prowadzić badania.

 

 

Nie stać na białym

 

Przeciskamy się przez otwór. Drabina chwieje się na wszystkie strony. Niskie sklepienie ledwo pozwala się wyprostować. Jest duszno i panuje dziwny zapach.

 

 

– I tak dziś jest lepiej – zauważa Niedźwiadek. – Wczoraj, żeby się tu dostać, musieliśmy wydobyć stąd górę gruzu. To wszystko runęło do środka podczas zakładania ogrzewania – wyjaśnia jeszcze i pochyla się nad jednym ze znalezisk. Układa obok siebie drewniany obcas, skórzaną podeszwę, przyszwę – i oto jest but, który ma kilkaset lat.

 

 

– Proszę nie stanąć na to białe – ostrzega. – To są ludzkie kości.

 

 

Biały pył – tyle zostaje z człowieka. To, że się w proch obrócimy – trzeba traktować dosłownie.
Jednak w tym rumowisku gruzu, desek, które były kiedyś trumnami, dziwnych strzępów, metalowych ćwieków, które po kilkuset latach przybrały zielony kolor, widać też ludzkie kości, niektóre wręcz zaznaczają ślad, gdzie stała trumna, która się rozpadła.

 

– Kości są mniej trwałe od tkanin – Niedźwiadek delikatnie pędzelkiem omiata zachowane piszczele. – Ostatecznie wszystko jednak zależy od tego, jakie robaki tu żyją – dorzuca. – No, chodzi o mikroby – dodaje jeszcze. – W każdej krypcie grobowej jest inny stopień zachowania. To zależy od wentylacji, temperatury, od wielu czynników. Czasem po otwarciu i zaburzeniu dotychczasowych warunków, grzyby zaczynają się błyskawicznie namnażać. Mieliśmy już takie doświadczenia.

 

Kto tam spoczywa?

 

 

– To, że krypta znajdowała się pod prezbiterium, było intrygujące – dodaje P. Pytlak. – Jest 5–6 trumien. Kto tam spoczął? Na pewno osoby ważne, bo ważne było miejsce pochówku. W parafii prowadzono księgi zgonów od 1717 roku i w nich nie ma żadnej wzmianki o krypcie. Dlatego zakładamy, że pochówki musiały być wcześniejsze, może z końca XVII wieku.

 

Nikt nie zna odpowiedzi. Wśród zmarłych były na pewno osoby duchowne. Może kanonik Mikołaj Domaradzki, kustosz katedry w Kamieniu Podolskim?

 

– Znaleziska w krypcie były zdumiewające – na przykład kielich misternie utoczony z drewna, który świadczył o tym, że mógł tu być pochowany biskup. Zachowała się w całości jedwabna sutanna z pięknej tkaniny tkanej w motywy kwiatowe, jedwabny ornat i stuła, jedwabna poduszka. Znaleźliśmy też drewniany krzyż obity blachą i „boratynkę” – monetę z czasów Jana Kazimierza. Boratynka ma dla nas tylko taką wartość, że pozwala datować znalezisko. Oczywiście są liczne strzępy materiałów, buty. To zastanawiające, dla kogo przebijano się przez fundamenty starego kościoła, żeby ulokować kryptę w tym miejscu – dodaje Pytlak.

 

– Tam, w tamtej trumnie widać zachowane gałązki – pokazuje Rafał Niedźwiadek.
Laik z pewnością by ich nie dostrzegł. Doświadczone oko archeologa wie, czego szukać i jak to nazwać. Trzyma delikatnie suchy patyczek i mówi – zioła, jakie wkładano do trumny miały wieloraki charakter. Niwelowały przykry zapach rozkładającego się ciała, miały właściwości aseptyczne, kładziono je pod głowę, pod ciało, ale też znamy takie przypadki, że do trumny wkładano kwiaty albo małe kwietne wianuszki z wyraźnym przesłaniem emocjonalnym. To wszystko miało charakter bardzo ludzki, może nawet osobisty.

 

 

Jest wiele tajemnic

 

 

Dokonaliśmy w tym kościele wielu zaskakujących odkryć – Przemysław Pytlak nie ukrywa, że są to rzeczy fascynujące. Bo przy okazji trwającego remontu posadzki w kościele odkryto tę pierwotną, pochodzącą z XVI wieku i  najwcześniejsze fundamenty, które wstępnie się datuje na wiek XV. To wszystko zmienia historię kościoła.

 

 

– Chcemy znaleźć odpowiedź na wiele pytań – nie ukrywa Pytlak. – Chcemy poznać historię tego miejsca i ludzi. Dowiedzieć się, jak żyli, jak się ubierali, jak traktowali kościół i czy ten w Końskowoli był świątynią możnowładców, elit czy też może i pachołków. Zachowując wielki szacunek dla zmarłych, którzy tam leżą, przywracamy ich nazwiska i czyny naszej historii.

 

 

A przecież można czuć lekkie rozczarowanie, bo okazało się, że nie jest to miejsce ostatniego spoczynku Andrzeja Tęczyńskiego, który wystarał się u Zygmunta Starego o nadanie praw miejskich Końskowoli i wielce zasłużył się dla jej rozwoju. Przemysław Pytlak z góry zakładał, że tak być nie może i cytuje z pamięci, jak to syn Tęczyńskiego – Jan, wojewoda krakowski ufundował lampę srebrną, „która wiecznie gorzeć ma w kaplicy, gdzie jego rodzice spoczywają”. – Nie mogła to być krypta pod prezbiterium – mówi Pytlak. – Ale ten kościół ma jeszcze wiele tajemnic. Wiemy na pewno o dwóch nie odkrytych kryptach.

 

Z szacunkiem dla zmarłych

 

 

– My ze śmiercią jesteśmy obeznani – Rafał Niedźwiadek ostrożnie układa kości ludzkiej miednicy. – Z pewnością ci, co pierwszy raz schodzą do krypty, mogą być poruszeni. Ale nas, archeologów fascynuje to, że po kilkuset latach możemy to oglądać. Zaglądamy w świat umarłych, żeby poznać jacy byli za życia, ale też żeby zweryfikować jakieś legendy i strachy, dziwne opowieści. Archeologia kojarzy się z opisywaniem artefaktów, ale my również dotykamy sfery duchowej – mówimy o człowieku. Trumna to mały świat. Inny jest pochówek magnata – dowiadujemy się o nim, co za życia robił, co nosił, jak wyglądał, jaki był obyczaj pogrzebowy jego sfery, inny jest pochówek szlachcica czy kmiotka. Kiedyś był zwyczaj chowania ludzi wokół kościołów. Jak przestrzeń się zapełniała, po prostu zaorywano cmentarz i chowano nowych. My zaś odnosimy się z wielkim szacunkiem. Wiem, że wiele osób liczyło na to, że okaże się ta krypta jest miejscem pochówku Tęczyńskiego. Ale Tęczyński to był magnat i powinien być zachowany rytuał pogrzebowy właściwy dla takiej osoby – z portretem trumiennym, oznakowaniem trumny imieniem lub przynajmniej inicjałem, na razie nic takiego nie znaleźliśmy.

 

 

Szaty zostały przekazane do Instytutu Archeologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, gdzie zajmą się nimi dr hab. Anna Drążkowska i dr Małgorzata Grupa, wybitne specjalistki w zakresie konserwacji zabytków.

 

 

Ksiądz Piotr Trela, proboszcz parafii pw. Znalezienia Krzyża Świętego i świętego Andrzeja Apostoła w Końskowoli:

 

 

– Zdaję sobie sprawę z tego, że badania archeologiczne opóźniają, a nawet komplikują prace remontowe w naszej świątyni, jednak uważam, że są bardzo potrzebne. Budynek, jak człowiek, ma swoją tożsamość i powinniśmy ją wydobyć. Każde odkrycie jest cenne, jeśli chce się pokazać jego historię, a nam na tym bardzo zależy. Poza tym w kontekście projektów unijnych, w jakich bierzemy udział, zależy nam na tym, żeby zaglądali do nas także turyści. Musimy więc sami dokładnie poznać życiorys naszej Fary.

Zdjęcia

  • Rafał Niedźwiadek mówi, że zbieranie materiału w krypcie potrwa jeszcze kilka dni. Później zostanie ona zamurowana
  • Ksiądz Piotr Trela, proboszcz parafii pw. Znalezienia Krzyża Świętego i świętego Andrzeja Apostoła w Końskowoli

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać