Studniówka dawniej i dziś
Obecnie jest to pierwszy, tak uroczysty bal dla przyszłych maturzystów, w którego przygotowaniu biorą udział nie tylko sami uczniowie, ich rodzice, ale cały szwadron osób oferujących różne usługi – od fryzjera, kosmetyczki zaczynając na cateringu, muzyce granej przez zespół kończąc.
Dawniej...
- Moja studniówka przypadła na koniec lat sześćdziesiątych, w roku 1968. Studniówkę wspominam jako wyjątkową zabawę szkolną. Bal natomiast niektóre szkoły organizowały sobie po maturze – mówi pani Leokadia. - Najważniejszym punktem studniówki była część artystyczna, najbardziej oczekiwana, zarówno przez uczniów, jak i nauczycieli. Sami pisaliśmy teksty, w których wspominaliśmy to, co przeżyliśmy przez cztery lata w szkole. Układaliśmy piosenki o nauczycielach, o uczniach, pisząc tak, aby nikt nie poczuł się urażony, pojawiały się też skecze z życia szkoły – wspomina pani Leokadia.
Moda
Dziś na studniówkach jest kolorowo. Kiedyś obowiązywały skromne stroje. - Najlepiej jak była to biała, wizytowa bluzka z długim rękawem, mogła być z przezroczystego materiału lub z dodatkiem koronki i czarna lub granatowa, krótka spódnica. Starałyśmy się, żeby były w różnych fasonach. Niektóre dziewczyny miały czarne sukienki z białymi kołnierzykami i krawatami. Nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby założyć bluzkę czy sukienkę z dekoltem. Obowiązywał strój szkolny. Modne w tym czasie były białe podkolanówki i rajstopy. Na studniówce możliwy był delikatny makijaż. Paznokcie mogły być umalowane na jasnoróżowy kolor.
Fryzury
Najmodniejsze wtedy były włosy upięte do góry, w kok, w kształcie „chałki” oraz grzywki. Dziewczyny, które miały krótkie fryzury tapirowały włosy. Modne były wysokie czupryny. Kolory włosów naturalne. Niektóre dziewczyny rozjaśniały je wodą utlenioną. Chłopcy zakładali białe koszule; w niebieskich pojawiali się tylko zaproszeni, nieliczni goście. W sukniach wieczorowych były jedynie nasze nauczycielki – opowiada pani Leokadia.
Obyczaje
Kiedyś często organizowano uczniom imprezy w szkołach. - W tamtym czasie nie można było chodzić na dyskoteki do lokali. Gdy dowiedział się o tym profesor, to ocena za sprawowanie była obniżana – wyjaśnia pani Leokadia.
- Bardzo niewiele osób zaprosiło sobie partnerów z zewnątrz. Bawiłyśmy się więc z kolegami z innych klas. Była taka propozycja, żeby zaprosić chłopców z liceum plastycznego na studniówkę, ale dyrekcja nie wyraziła zgody ze względu na ich ekstrawagancki styl ubierania się. Przyszli artyści na zabawach pojawiali się w czerwonych butach, w kolorowych koszulach. Mieli długie włosy. Na studniówce to było nie do zaakceptowania. Poza tym wzrosłyby podwójnie koszty za naszą zabawę, musiałybyśmy za gości zapłacić, a to był dodatkowy wydatek – kontynuuje pani Leokadia.
Przygotowania
Uczniowie byli i są angażowani do różnych przedsięwzięć. - Zaproszenia dla kadry pedagogicznej wykonywaliśmy samodzielnie. Każde miało trochę inny projekt. Ja zostałam wybrana do ich wręczania - wspomina pani Leokadia.
Wiele zadań należało do Komitetu Rodzicielskiego. To rodzice odpowiadali za przygotowanie obiadu. – Na stole królowały polskie owoce: jabłka, gruszki – dodaje pani Leokadia.
– Każda klasa zajmowała się czymś innym. Moja odpowiedzialna była za przygotowanie dekoracji. Wystrój sali gimnastycznej zajął nam miesiąc. Podobnie jak ma to miejsce teraz mieliśmy koncepcję na urządzenie sali, bawiliśmy się więc „Na dnie oceanu” – na suficie wisiała sieć rybacka, a w niej zawisły ręcznie wykonane srebrzyste ryby. Na ścianach na dużych arkuszach namalowaliśmy różne stwory morskie, rusałki, Neptuna. Studniówki tylko i wyłącznie odbywały się w szkołach, nie można było ich przenosić do lokali. Zabawa odbywała się pod okiem nauczycieli.
Poloneza czas zacząć
- Studniówka przypominała bardziej uroczystą zabawę szkolną niż bal, ale nastrój był radosny, nikt nie przejmował się strojami, zabawa trwała do 2 nad ranem. Panowała swobodna atmosfera podczas zabawy, ale był to pewnego rodzaju „luz kontrolowany” – opowiada pani Leokadia.
Dziś...
- Teraz studniówka to swego rodzaju rewia mody. Jednak nikt nie czuł się gorzej ubrany. Dziewczyny zawsze sobie jakoś radzą i jeżeli nie mogą pozwolić sobie na nową sukienkę pożyczają od koleżanek – mówi Martyna Kopiec, która miała studniówkę w tym roku, w liceum im. Franciszka Dionizego Kniaźnina w Puławach. Niektóre szkoły natomiast organizują studniówki w restauracjach, poza szkołą.
– W kwestii mody, fryzury, makijażu panuje dowolność. Mogą to być suknie od mini do sukni długich, mające różne kolory, chociaż w tym roku modne były granaty. W modzie męskiej dominowały ciemne koszule dopasowane w talii i srebrne, wąskie krawaty – wyjaśnia tegoroczna maturzystka.
Wydatek na sukienkę balową to kwota ok. 200, 300 zł, podobną sumę należy wydać na zestaw dla chłopaka, oczywiście te kwoty mogą być wyższe. Opłata za catering, zespół, materiały potrzebne do dekoracji sali to kolejna składka. W zależności od szkoły jest ona różna. Wynosi mniej więcej od 370 zł do 500 zł od pary. Poza tym fryzjer, ewentualnie wizyta u kosmetyczki – ok. 100 zł. Dodatki: buty, wizytowe torebki – ok. 200 zł. W sumie przeciętnie ok. 1000 zł trzeba przeznaczyć na studniówkę.
– Dzisiaj rodzice zajmują się kwestiami finansowymi i decydują o usługach – mówi Martyna Kopiec. - Firma przygotowująca catering zaserwowała obiad, później gorące dania, był szwedzki stół, ciasto zostało zamówione w cukierniach, owoce to głównie cytrusy - dodaje.
Sam przebieg studniówki był taki jak zawsze. Najpierw polonez, potem walc, część artystyczna i zabawa. - Teraz osoby bez pary zdarzają się sporadycznie. Czasami dobierają się w pary uczniowie z tej samej szkoły, ale z różnych klas, większość osób bawi się z partnerami z poza szkoły – wyjaśnia Martyna Kopiec.
- Część artystyczną przygotowywały głównie osoby z klasy humanistycznej. Był to pokaz talentów, a później kabaret. Bawiliśmy się w szkole, na Hawajach, taka była dekoracja sali, którą przygotowywaliśmy po lekcjach. Atmosfera studniówki była świetna. Dobrą zabawę zawdzięczamy z całą pewnością zespołowi, który grał praktycznie bez przerwy. Studniówka skończyła się o świcie – wspomina Martyna Kopiec.




























Kontakt: