drukuj

Skuteczna pogoń Azotów. Prowadzą w play-off z Zagłębiem 1-0

Sobotni mecz trzymał kibiców w napięciu do końcowej syreny

Po niezwykle emocjonującym i dramatycznym pierwszym meczu ćwierćfinałowym, szczypiorniści Azotów pokonali, dopiero po dogrywce, utytułowane Zagłębie Lubin 39:37. W regulaminowym czasie był remis 33:33.

Podopieczni trenera Bogdana Kowalczyka bardzo chcieli rozpocząć zmagania w play-off z pozycji gospodarza. To przywilej, który daje szansę rozegrania na swoim parkiecie decydującego trzeciego meczu. Jeśli do niego dojdzie, odbędzie się on w środę 31 marca w Puławach.

 

Para: Azoty – Zagłębie, uznana została za najciekawszą w fazie ćwierćfinałów. I patrząc na pierwsze spotkanie, opinia ta nie była bezpodstawna. W sobotę spotkały się zespoły o zbliżonych umiejętnościach. Różnicą były tylko doświadczenie i ligowy dorobek. Pod tym względem przewaga była po stronie gości, mistrza Polski z 2007 roku oraz finalisty tegorocznej edycji Pucharu Polski.

 

Już raz w tym sezonie, w serii zasadniczej, drużyna z Puław pokazała, że można ograć wyżej notowanego rywala. W grudniu Azoty zwyciężyły 24:23. W sobotę, stawka spotkania była już znacznie większa. Gospodarze chcieli wygrać, by zyskać komfort przed wyprawą do Lubina. Presja korzystnego wyniku od początku miała wpływ na poczynania obu zespołów. Lepiej znosili ją zawodnicy Zagłębia, którzy grali spokojniej i skuteczniej. Miejscowi gonili wynik, zbliżając się nawet na remis (10:10, 12:12), do przerwy jednak tracili trzy bramki. Największym mankamentem była gra w obronie. – Tak naprawdę nic nie broniliśmy, co całkiem słusznie zarzucił nam w przerwie trener Kowalczyk – mówi Wojciech Zydroń.

 

To właśnie agresja w defensywie i udane interwencje Piotra Wyszomirskiego w puławskiej bramce, dały nadzieję na końcowy sukces. Najpierw gospodarze doprowadzili do remisu 29:29, a po przechwytach i golach Zydronia oraz Pawła Sieczki, objęli prowadzenie 32:30. Dziesięć sekund zabrakło, aby wygrać w regulaminowym czasie. Rzutem z drugiej linii, w długi, pokonał popularnego „Wyszu” Michał Nowak. Konieczna była dogrywka.

 

W niej pierwszą odsłonę wygrali gospodarze 3:1, w drugiej był remis 3:3. Taki dorobek strzelecki dał zasłużoną wygraną. Ostatniego gola dla puławian zdobył jeden z najskuteczniejszych graczy Remigiusz Lasoń. To tysięczne trafienie rozgrywającego w ekstraklasie.

 

Azoty Puławy – Zagłębie Lubin 39:37 (33:33, 15:18)

 

Składy i bramki:

Azoty: Wyszomirski, Stęczniewski – Gowin, Lasoń 10, Zinczuk 2, Pomiankiewicz, Kus 1, Witkowski 3, Afanasjev 7, Szyb 1, Sieczka 5, Zydroń 10. Kary: 6 minut.

Zagłębie: Malcher, Świrkula – Orzłowski 1, Stankiewicz 9, Niedośpiał 1, Tomczak 4, Fabiszewski 2, Kozłowski, Adamczak 5, Obrusiewicz 5, Kieliba 5, Nowak 5. Kary: 8 minut.

Sędziowali: Mirosław Baum (Warszawa), Marek Góralczyk (Świętochłowice). Widzów: 500.

 

Powiedzieli po meczu

Piotr Obrusiewicz, skrzydłowy Zagłębia

– To było bardzo zacięte spotkanie, a zwycięstwo wymknęło nam się w końcówce. Jesteśmy oburzeni pracą sędziów, którzy mieli wiele dość dziwnych i niekorzystnych dla nas decyzji. Na pewno będzie trzecie spotkanie. Po raz drugi przyjedziemy do Puław dzień wcześniej, we wtorek, po zwycięstwo.

Remigiusz Lasoń, rozgrywający Azotów

– Wygraliśmy agresywną obroną, którą zaczęliśmy prezentować w drugiej połowie i dogrywce. Bardzo się cieszę z tysięcznego gola w ekstraklasie, którego dedykuję rodzicom: Teresie i Andrzejowi.

 

Rozmowa z trenerem Bogdanem Kowalczykiem

Znamy klasę rywala

Było ciężko, ale najważniejsze, że pana zespół wyszedł z tej konfrontacji zwycięsko...

– Jeżeli chcemy się mierzyć z tak utytułowaną drużyną, jaką jest Zagłębie, musimy mieć tego świadomość. Nasi rywale pokazali, że wiele potrafią. Mimo porażki, mieli kilka ciekawych akcji, na poziomie Vive Targów Kielce. W pierwszej połowie w ogóle nie graliśmy w obronie, w tym elemencie prezentowaliśmy styl jak w koszykówce. Nie mieliśmy żadnego wykluczenia, to o czymś świadczy. Na szczęście, dobrze spisywaliśmy się w ataku i zachowaliśmy minimalną stratę. Gdyby w tym elemencie było tak słabo, jak w obronie, to nie wygralibyśmy tego meczu. Ostra rozmowa w szatni poskutkowała i z postawą w defensywie, w drugiej części było już znacznie lepiej.

 

 Goście narzekali na pracę międzynarodowej pary sędziowskiej: Mirosław Baum – Marek Góralczyk.

– Obserwuję tę parę od wielu lat, byłem z nimi na wielu imprezach, o różnym poziomie trudności. Widziałem jak prowadzili mecze na olimpiadach czy mistrzostwach świata. Ta para sędziuje uczciwie. I jeśli ktoś, po dzisiejszym spotkaniu, ma jakieś pretensje, to są one nieuzasadnione.

 

Przed wami mecz w Lubinie. Tam o zwycięstwo będzie jeszcze trudniej?

– Nie ulega wątpliwości, że atut własnego parkietu, to przynajmniej pięć bramek przewagi. Przegraliśmy tam wyraźnie w Pucharze Polski. W Lubinie każdemu gra się ciężko, nawet mistrzowi Polski, Vive. Będzie nam bardzo trudno wygrać na wyjeździe. Trzeba jednak dobrze się przygotować do rewanżu i walczyć. Bardzo ważny będzie początek meczu. Jeżeli będziemy prowadzić, to może być ciekawie. Mamy psychologiczną przewagę, dobrze byłoby ją wykorzystać.

Zdjęcia

  • Sobotni mecz trzymał kibiców w napięciu do końcowej syreny

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać