Rozmowa z Kasią Wilk po koncercie w Rykach
Kilkanaście dni temu z piosenką Kasia Wilk z piosenką „Do kiedy jestem” wygrała polskie eliminacje 46 Międzynarodowego Festiwalu w Sopocie. Fot. Materiały promocyjne
Kasia Wilk na polskiej scenie muzycznej zasłynęła dzięki występom w duetach. Od pewnego czasu postanowiła jednak zerwać z wizerunkiem „dueciary” i rozpoczęła karierę solową. Jej pierwsza płyta, Unisono, okazała się wielkim sukcesem, a utwór „Pierwszy raz” od razu stał przebojem. Kilkanaście dni temu z piosenką „Do kiedy jestem” wygrała polskie eliminacje 46 Międzynarodowego Festiwalu w Sopocie, a tydzień później wystąpiła ze świetnym koncertem w Rykach.
• Jak podobał się pani koncert w Rykach?
– To była rewelacja! Już na próbie dźwiękowej nastąpiło sprzężenie zwrotne między perkusistą, chórkami i publiką. Z przyjemnością słuchałam tego w garderobie. Sam koncert, mimo kilku niedociągnięć, uważam za bardzo udany. Publiczność to główny element każdego występu, a ta w Rykach była niesamowita. Szczególnie w pamięci wyrył mi się obraz stojącego pod sceną chłopaka, który przez pół koncertu przedrzeźniał mnie, co sprawiło wielką radość jego kolegom i mnie samej. Wiedziałam, że na wschodzie Polski będzie miło. Z resztą uważam, że występuje ogromna różnica między gościnnością w dużych i tych mniejszych miejscowościach. W tych drugich muzycy są przede wszystkim ludźmi, w większych jedynie zleceniobiorcami.
• Ile koncertów gra Pani w ciągu roku?
– Ilość granych przeze mnie koncertów nie jest powalająca, bo wraz z zespołem postanowiliśmy postawić na jakość. Selekcja musiała być więc bardzo ostra.
• Mało osób wie, że Kasia Wilk rozpoczynała swoją karierę śpiewając gospel. Później jednak dość mocno odeszła pani od tego gatunku muzyki. Dlaczego?
– Każdy niezależnie od wieku czy płci musi się rozwijać. W gospel nie osiągnęłam statusu doskonałej, więc postanowiłam poszerzyć horyzonty, bo zawsze jestem otwarta na każdy rodzaj muzyki.
• Kilka lat temu nagrała pani z Mezo kilka bardzo popularnych utworów. Dlaczego już nie współpracujecie ze sobą? Na tym rozstaniu bardziej ucierpiał chyba Mezo, bo pani wciąż jest na topie, a Mezo zniknął z ekranów TV.
– Każdy ma swoje zdanie na ten temat. Ja również zniknęłam na pewien czas, ale mnie to nie przeszkadza. Najważniejsza jest promocja muzyki, a nie autopromocja, stąd takie zmiany. Nie skończyliśmy współpracy z Mezo definitywnie, bo ja nie palę za sobą mostów. Lubimy się i w miarę możliwości wspieramy, a o solowej płycie pomyślałam poważnie dopiero, gdy zostałam do niej wręcz zmuszona przez grono przyjaciół.
• Możemy spodziewać się jeszcze jakiś duetów?
– Na razie dość duetów. Zasłynęłam jako „dueciara”, ale gdyby Stevie Wonder zadzwonił z propozycją współpracy to umarłabym ze szczęścia.
• W minionym roku wydała pani album Unisono, który okazał się dużym sukcesem. Jest pani zadowolona z tego krążka?
– Bardzo!!! To taka zbieranina wszystkiego tego, o co otarłam się z swoim życiu. To chyba sprawiło, że ten krążek jest tak zróżnicowany i nie można go przypisać do konkretnego stylu. Z każdego z tych utworów jestem zadowolona, choć pewnie teraz zmieniłabym co nieco.
• Na Unisono uderzają bardzo osobiste teksty. Skąd wziął się u pani dar ich pisania?
– Umiejętność do pisania tekstów musiałam sobie wypracować, dlatego nie nazwałabym tego darem. To miała być płyta autorska, a nie solowa, dlatego ubrałam muzykę w takie teksty, jakie czułam.
• Kiedy doczekamy się nowej płyty?
– Najprawdopodobniej we wrześniu przyszłego roku.
• Jakie są pani inspiracje muzyczne?
– Jest ich wiele, ale najważniejsze to Ledisi, Ewa Bem, Natalia Kukulska, Kayah, Adam Sztaba, Stevie Wonder, Beyonce, Lucy Pearl, Jill Scott, Kirk Franklin i oczywiście Michael Jackson.
• Jak odebrała pani wiadomość o śmierci Króla Popu?
– Na temat jego śmierci mam swoją teorię. Z jednej strony smutno, że już nigdy nie będzie okazji posłuchać jego nowości, które na pewno dla wielu z nas znów byłyby inspiracją. Cieszę się jednak, że nie cierpi i wierzę, że gdziekolwiek by nie był, to jest mu tam lepiej niż na ziemi.
• Wygrała pani polskie eliminacje 46 Festiwalu w Sopocie. Która piosenka podobała się pani najbardziej?
– Konkurencja była bardzo silna, a moimi typami byli Bracia i Afromental.
• Oceana, zdobywczyni Słowika Publiczności, to był dobry wybór?
– Oczywiście. Sama piosenka jest niezwykle urokliwa i oprócz całej otoczki medialnej, która jej towarzyszyła na żywo, Oceana faktycznie była najlepsza.
• Robert Kozyra powiedział, że z takim talentem powinna być już pani w zupełnie innym miejscu. Dlaczego zatem nie może pani wejść na top?
– To ciekawe pytanie. Wydaje mi się, że głównym powodem takiego stanu rzeczy jest to, że w komercyjnych stacjach radiowych o wartości piosenki decydują słupki i liczby. Nie martwię się tym jednak, bo dla wielu jestem na topie.
• Czuje się pani spełniona artystycznie?
– Na razie jest za wcześnie, aby odpowiadać na to pytanie. Za dziesięć lat będę wiedziała więcej.
• A czy nie denerwuje pani to, że mając taki głos, przegrywa w rankingach popularności z chociażby Dodą?
– Oczywiście, że tak!
• To może należy pomyśleć o występie w takim show jak Taniec z Gwiazdami?
– Mogłabym potraktować to jako zabawę, bo bardzo lubię tańczyć, ale nie chciałabym jednak budować swojego sukcesu zaczynając od promocji twarzy i obdzierania się z prywatności. Skandalami również nie zamierzam się wspierać. To chwyty poniżej pasa! Mnie musi promować muzyka.
• Ma pani kompleksy?
– Oczywiście, chyba jak każdy, ale nie popadam w paranoję.
• Pytam, bo w Internecie można wyczytać plotki o pani operacjach plastycznych. To prawda?
– Tak??? To chyba ktoś mnie upił, uśpił i znarkotyzował do tego stopnia, że niczego nie czułam. No i ten lekarz chyba naprawdę był dobry, bo nie zauważyłam żadnych śladów. Myślę, że zrobił kawał dobrej roboty – jestem piękna prawda?
• To może warto pomyśleć o sesji w Playboyu?
– Moje ciało jest dla tego, kto na nie zasłużył! Playboy chyba nie jest na tyle dobry, bym mogła się w nim zakochać!
• Największe marzenia?
– Chciałbym usiąść pewnego dnia w fotelu i pomyśleć sobie, że moje życie było udane, dobrze prowadzone, spontaniczne i intensywnie wykorzystane. Chciałabym czuć, że zostawiłam po sobie ślad i nie mam już więcej rzeczy do zrobienia.


























Kontakt: