drukuj

Rezydencja Czartoryskich we wspomnieniach przybysza z Anglii

Rezydencja Czartoryskich we wspomnieniach przybysza z Anglii

Pałac Czartoryskich – elewacja pł., fragm. akwareli z pocz. XIX w.

George Burnett odwiedził Puławy w 1805 r. na zaproszenie księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego. Dwa lata później wydał w Londynie książkę, w której wiele miejsca poświęcił Czartoryskim i ich puławskiej rezydencji.

George Burnett (1776-1811) urodził się w Huntspill w Sumerset jako syn zamożnego farmera Johna Burnetta. Wykształcenie zdobył w Balliol College w Oxfordzie. Tam też zawiązał wraz z grupą przyjaciół ze studiów stowarzyszenie działające na rzecz wprowadzenia powszechnej równości społecznej. Idea sprawiedliwego ustroju, który niwelowałby różnice stanowe, rozpalała nonkonformistyczne umysły do tego stopnia, że cała grupa postanowiła wyemigrować do Ameryki i w Pensylwanii założyć wzorową komunę. Utopijne plany spełzły jednak na niczym, a Burnett zamiast do Ameryki trafił ostatecznie do... Polski. Kraj ten, pozbawiony wówczas niepodległości, zaskoczył Anglika swymi „kontynentalnymi" obyczajami i zapewne pod wieloma względami okazał się nie mniej egzotyczny niż wymarzony Nowy Świat.

George Burnett został zaproszony na dwór Stanisława Kostki Zamoyskiego, XII ordynata, jako nauczyciel języka angielskiego. Do galicyjskich posiadłości hrabiego dotarł via Gdańsk pod sam koniec 1804 r., jednak już po niecałych dziesięciu miesiącach powrócił na wyspy. Przyczyną szybkiego wyjazdu młodzieńca – jak się domniema – były afronty powstałe na skutek zadurzenia się w Zofii z Czartoryskich – zjawiskowo pięknej żonie swego żywiciela.

Dwa lata po powrocie do kraju Burnett opublikował książkę zatytułowaną Obraz obecnego stanu Polski (oryginalny tytuł: View of the Present State of Poland). Mimo zawarcia w niej szeregu błędnych osądów, wynikających z pobieżnej znajomości historii Polski i niezrozumienia jej ustroju politycznego, spostrzeżenia autora dotyczące ówczesnego szkolnictwa, handlu, rolnictwa, architektury, relacji społecznych, obyczajów, kuchni, a nawet klimatu stanowią bardzo cenne źródło historyczne. W relacji wyczulonego na nowości cudzoziemca odnajdujemy bowiem wzmianki o tych obyczajach i aspektach życia codziennego, które w mniemaniu miejscowych były zbyt błahe i oczywiste, aby je dokumentować.

Wyjątkową estymą George Burnett darzył księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego, teścia swego pracodawcy. Generał ziem podolskich w opinii Anglika uchodził za jednego z najzdolniejszych przedstawiciela narodu polskiego i najbardziej oczytanego człowieka Europy: „Trudno znaleźć zagadnienie z dziedziny piśmiennictwa wszystkich narodów, o którym nie miałby czegoś do powiedzenia" – stwierdził. Zorientowanie księcia w różnych tematach wynikało ze znajomości wielu języków obcych, w tym swobodnego posługiwania się językiem angielskim: „Wśród wszystkich jednak szlachetnie urodzonych Polaków, mówiących w miarę płynnie po angielsku, pierwsze miejsce zdecydowanie zajmuje Książę Czartoryski". Burnett zawarł w swej książce jeszcze wiele innych pochlebnych opinii o Adamie Kazimierzu, a na szczególną uwagę zasługuje ogólna konkluzja o księciu: „Im bliżej się go zna, tym szczerszą miłością i szacunkiem się go darzy".

Anglik komplementował również księżnę Izabelę Czartoryską: „Nic nie jest w stanie dorównać uroczej łaskawości, słodyczy i wyjątkowej życzliwości wyróżniających tę znakomitą damę, nawet dziś jeszcze energiczną i żywiołową jak młoda dziewczyna. Kiedyś była skończoną pięknością i może się chlubić podbojami na wszystkich niemal dworach europejskich". Wiele miejsca poświęcił także nieprzeciętnej urodzie i zaletom charakteru córek księstwa – Marii Wirtemberskiej, w szczególności zaś adorowanej przez siebie Zofii Zamoyskiej.

Prócz trafnej charakterystyki fizjonomicznej i charakterologicznej Czartoryskich na szczególną uwagę zasługuje opis ich siedziby w Puławach. Anglik omówił szczegółowo pałacowe apartamenty, ale my skupimy się głównie na wyglądzie zewnętrznym rezydencji, potwierdzonym zachowanymi źródłami ikonograficznymi z epoki. Oddajmy zatem głos Burnettowi: „Pałac wzniesiony został na wzgórzu, a raczej wyniosłym brzegu niewielkiego strumienia, który uchodzi do Wisły w niewielkiej odległości od tego miejsca. Zwrócona ku rzece fasada południowa wyrasta pionowo z krawędzi niewielkiego stromego i urwistego wzniesienia, wysokości około dziesięciu jardów, porośniętego bujnymi chaszczami. Południowa elewacja pałacu nie jest szczególnie imponująca, ani z racji rozmiarów, ani ornamentyki; środkowe okna wpisane są w plan koła – tworzą je wycinki okręgów o bardzo dużej średnicy; okna po prawej i lewej stronie są mniejsze i nie wystają z lica muru otynkowanego na kolor bladożółty. Jej wygląd ogólny cechuje prosta elegancja". Następnie Burnett opisał fasadę frontową: „Północna elewacja pałacu jest bardziej zróżnicowana; do głównego korpusu budowli przylegają dwa, wysunięte o kilka jardów przed jego fasadę skrzydła, a powstały w ten sposób uskok zapełniają całkowicie dwa biegi schodów, prowadzące od drzwi wejściowych do sali jadalnej, znajdującej się w środku ściany szczytowej korpusu głównego, które na szczycie tworzą obszerny podest. Zewnętrzne krawędzie schodów zabezpiecza masywna, kamienna balustrada".

Kolejny opis przybliża nam lokalizację przypałacowej oranżerii i dwóch bocznych oficyn: „Wydłużone oficyny, które tworzą boki dziedzińca z tej strony pałacu, odsunięte są o kilka jardów od narożników głównego korpusu budowli i cofnięte w stosunku do niego. Prawe skrzydło, czyli oficynę wschodnią łączy z sąsiadującym narożem pałacu łukowata galeria, której dach wspiera się – od strony wewnętrznej – na eleganckiej kolumnadzie; zewnętrzną tworzy ściana, przepruta w połowie dekoracyjnym łukiem, przez który wiedzie wejście do parku.
Z drugiej strony, odstęp między gmachem głównym a oficyną pozostawiono otwarty – przechodzi nim droga prowadząca do bramy. Od strony północnej obszerny dziedziniec zamyka zwyczajowy parkan. Środek dziedzińca zajmuje wielka sadzawka pełna ryb".

Uwadze krytycznego Anglika nie uszedł oczywiście pałacyk Marii Anny, zwany od jej imienia Marynkami: „Na wschodnim krańcu zarośli usytuowana jest mała, lecz gustowna rezydencja księżnej wirtemberskiej. Okna eleganckiego salonu w południowej części budynku wychodzą na miłą łąkę, która opadła łagodnie w kierunku odległej o dziesięć, piętnaście jardów rzeki. Ten uroczy pałac wzniesiony został niedawno w całkiem współczesnym stylu".

Autor docenił również uroki otoczenia pałaców, stwierdzając iż: „Ogród i park rozplanowane zostały z wielkim smakiem", a dalej dodając: „Ogólne wrażenie potęguje naturalna nierówność powierzchni i przepływający poniżej spory strumień".

Dzięki dociekliwej naturze Burnetta wiemy również jak wyglądał w czasach Czartoryskich trakt wytyczony jeszcze w XVII w. przez Tylmana z Gameren – budowniczego pałacu Lubomirskich: „Z okien frontowej fasady pałacu rozciąga się widok (bezsprzecznie najpiękniejszy, jaki widziałem) na rozległą połać lasu, którego bujny, zielony kobierzec pokrywa przestrzeń wielu mil kwadratowych. Las zaczyna się w odległości połowy mili od podnóża gmachu; w tym miejscu grunt zaczyna łagodnie opadać, a środkiem tej płaszczyzny biegnie aleja o szerokości dokładnie takiej samej, jak szerokość dziedzińca, po obu stronach wysadzana drzewami – w odstępach dość nieregularnych, wystarczająco jednak gęsto, by zachować wrażenie ciągłości linii. Dochodzi ona do samego pałacu. Kiedy przybyłem do Puław po raz pierwszy, szybko zaciekawiło mnie, w którym miejscu owa aleja się kończy. Wyruszyłem więc w drogę z niezachwianym, jak mi się wydawało, postanowieniem przekonania się o tym na własne oczy. Szedłem tak – w zupełnie przyzwoitym tempie – około godziny, pokonując przez ten czas, jak sądzę, niewiele mniej niż cztery mile; niestety jednak! jej koniec był równie niewidoczny jak przedtem. Po powrocie dowiedziałem się, że równie dobrze mógłbym przejść dystans dwukrotnie większy, a i tak nie dotarłbym do celu – aleja ma podobno prawie dziesięć mil długości".

Opisana z podziwem przez Burnetta tylmanowska aleja, której oś wytyczyła kierunek rozwoju przestrzennego miasta, czytelna jest do dziś. Zakłócają ją jedynie ulice Piłsudskiego i Centralna. Jednak wybitny architekt i urbanista doby baroku, który właśnie w Puławach zrealizował swój pierwszy projekt dla polskich zleceniodawców, a tym samym wpłynął na kształt późniejszego miasta, nie doczekał się w nim żadnego upamiętnienia, choćby ulicy noszącej jego imię...

Bibliografia:

- George Burnett, View of the Present State of Poland, London 1807.
- Cytaty za: George Burnett, Obraz obecnego stanu Polski, tłum. Marek Urbański, Warszawa 2008.
- Aldona Cholewianka-Kruszyńska, Piękna i dobra. Opowieść o Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej, Kozłówka 2008.

                                                                         Seweryn A. Kuter

Zdjęcia

  • Rezydencja Czartoryskich we wspomnieniach przybysza z Anglii
  • Rezydencja Czartoryskich we wspomnieniach przybysza z Anglii
  • Rezydencja Czartoryskich we wspomnieniach przybysza z Anglii
  • Rezydencja Czartoryskich we wspomnieniach przybysza z Anglii
  • Rezydencja Czartoryskich we wspomnieniach przybysza z Anglii
  • Rezydencja Czartoryskich we wspomnieniach przybysza z Anglii
  • Rezydencja Czartoryskich we wspomnieniach przybysza z Anglii
  • Rezydencja Czartoryskich we wspomnieniach przybysza z Anglii
  • Rezydencja Czartoryskich we wspomnieniach przybysza z Anglii
Muzeum Czartoryskich w Puławach, ul. Czartoryskich 8
Muzeum_Czartoryskich
Autor:Muzeum_Czartoryskich

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Zbigniew Kiełb
Zbigniew Kiełb śr., 2011-08-24 07:35

miło poczytać z rana coś ciekawego

Gratuluje Sewerynie fajnego artykułu!

Pozdrawiam

historyk