Przejechali na rowerach 750 kilometrów w 24 godziny
Maraton rowerowy odbył się w sobotę i w niedzielę na trasie Puławy – Kozienice – Nałęczów.
Wszystko zaczęło się w sobotę o godz. 11.45, kiedy to trzynastu kolarzy wyruszyło sprzed Urzędu Miasta w Puławach. Piętnaście minut później, w Górze Puławskiej, nastąpił start ostry. –
Rozpoczęliśmy w bardzo szybkim tempie. Nie zszedł jeszcze ze mnie wtedy stres spowodowany tym, że byłem jednym z organizatorów tej imprezy. Początkowo ledwo wytrzymywałem tempo narzucone przez moich kolegów. Około 133 km złapały mnie potworne skurcze, które jednak kilka kilometrów dalej puściły. Od tego momentu pedałowałem bez większych problemów – tłumaczy Suszek.
Tuż przed godz. 20 kolarze w Górze Puławskiej zjedli obiad. – Dostaliśmy rosół, makaron z tuńczykiem i sok jabłkowy. Dlaczego takie menu? Dostarcza ono najwięcej energii – stwierdził Suszek.
Wraz ze zwiększającą się liczbą kilometrów, coraz więcej zawodników przeżywało kryzys. – W ciągu 750 km dziesięć razy chciałem zejść z roweru. Bolało mnie dosłownie wszystko. Dodatkowo drażniła mnie ta nocna monotonia – tłumaczy Arkadiusz Kraska, kolejny ze śmiałków, którzy ukończyli maraton rowerowy.
Największe problemy pojawiły się jednak wraz ze świtem, kiedy to kolarzom zaczął wiać silny, czołowy wiatr. – To była straszna sprawa. Wiatr był bardzo mocny i przez co nasza średnia mocno spadła. Przez pewien okres denerwowaliśmy się nawet czy dojedziemy na czas do mety – tłumaczy Tadeusz Marczuk z Warszawy.
Na szczęście udało się. 15 minut przed czasem Krzysztof Dziedzic, Tadeusz Marczak, Cezary Urzyczyn (Warszawa), Robert Kądziołka (Kraków), Jarosław Kędziorek (Katowice), Arkadiusz Kraska, Rafał Milczarczyk (Puławy), Grzegorz Mazur (Lublin), Rafał Suszek (Parchatka), Oskar Szproch (Olkusz) w Wąwolnicy minęli 750 kilometr. Wyścigu nie ukończyli Konrad Gałązka, Łukasz Pawlik i Adam Kowalski.
Kilka minut po dwunastej dziesięciu śmiałków wjechało do Nałęczowa. Nie zabrakło uśmiechów i gratulacji oraz nagród wręczanych przez legendę polskiego kolarstwa, Zenona Jaskułę. O godz. 15 kolarze udali się na obiad. Cyklistom zaserwowano ... rosół z makaronem, kotlet z kurczaka, surówki, ciastka i kompot. – Makaronu i bananów nie zjem już przez kilka tygodni – dodał Suszek. – A ja przez tydzień nie wsiądę na mój ukochany rower. Mam go dość – dodał Kraska.
– Przez kilka godzin jazdy zastanawiałem się nad sensem tej imprezy. Tu, w Nałęczowie, znalazłem odpowiedź na to pytanie. Kocham jeździć na dwóch kółkach i sprawia mi to wielką frajdę. Mam nadzieję, że za rok znowu będę mógł wziąć udział w maratonie – powiedział Grzegorz Mazur z Lublina.
























Kontakt:
co wy chrzanicie!!!
od kiedy z puław do kozienic i do nałęczowa jest 740 km ludzie!!!! Chyba ze jezdziliscie w tą i spowrotem!!! Nigdy nie uwierze ze zwykli ludzi zrobili taki dystans w 24 h takie brednie to se mozecie pisac
robili pętle na takiej trasie
robili pętle na takiej trasie
Uwierz :)
Marecki: widocznie jesteś człowiekiem słabej wiary :) Oni tyle właśnie przejechali. A jeździli pętlami, tak jak wspomniał Faza. Pozdrawiam