drukuj

Przejechali na rowerach 750 kilometrów w 24 godziny

Kolarze w Nałęczowie. Fot. Karol Zienkiewicz

Wiele osób nie wierzyło, że zdołamy pokonać 750 km w 24 godziny. Na szczęście daliśmy radę i już myślimy o dłuższym dystansie – powiedział zmęczony, ale szcześliwy Rafał Suszek.

Maraton rowerowy odbył się w sobotę i w niedzielę na trasie Puławy – Kozienice – Nałęczów.

 

 

Wszystko zaczęło się w sobotę o godz. 11.45, kiedy to trzynastu kolarzy wyruszyło sprzed Urzędu Miasta w Puławach. Piętnaście minut później, w Górze Puławskiej, nastąpił start ostry. –

 

 

Rozpoczęliśmy w bardzo szybkim tempie. Nie zszedł jeszcze ze mnie wtedy stres spowodowany tym, że byłem jednym z organizatorów tej imprezy. Początkowo ledwo wytrzymywałem tempo narzucone przez moich kolegów. Około 133 km złapały mnie potworne skurcze, które jednak kilka kilometrów dalej puściły. Od tego momentu pedałowałem bez większych problemów – tłumaczy Suszek.

 

 

Tuż przed godz. 20 kolarze w Górze Puławskiej zjedli obiad. – Dostaliśmy rosół, makaron z tuńczykiem i sok jabłkowy. Dlaczego takie menu? Dostarcza ono najwięcej energii – stwierdził Suszek.

 

 

Wraz ze zwiększającą się liczbą kilometrów, coraz więcej zawodników przeżywało kryzys. – W ciągu 750 km dziesięć razy chciałem zejść z roweru. Bolało mnie dosłownie wszystko. Dodatkowo drażniła mnie ta nocna monotonia – tłumaczy Arkadiusz Kraska, kolejny ze śmiałków, którzy ukończyli maraton rowerowy.

 

 

Największe problemy pojawiły się jednak wraz ze świtem, kiedy to kolarzom zaczął wiać silny, czołowy wiatr. – To była straszna sprawa. Wiatr był bardzo mocny i przez co nasza średnia mocno spadła. Przez pewien okres denerwowaliśmy się nawet czy dojedziemy na czas do mety – tłumaczy Tadeusz Marczuk z Warszawy.

 

 

Na szczęście udało się. 15 minut przed czasem Krzysztof Dziedzic, Tadeusz Marczak, Cezary Urzyczyn (Warszawa), Robert Kądziołka (Kraków), Jarosław Kędziorek (Katowice), Arkadiusz Kraska, Rafał Milczarczyk (Puławy), Grzegorz Mazur (Lublin), Rafał Suszek (Parchatka), Oskar Szproch (Olkusz) w Wąwolnicy minęli 750 kilometr. Wyścigu nie ukończyli Konrad Gałązka, Łukasz Pawlik i Adam Kowalski.

 

 

Kilka minut po dwunastej dziesięciu śmiałków wjechało do Nałęczowa. Nie zabrakło uśmiechów i gratulacji oraz nagród wręczanych przez legendę polskiego kolarstwa, Zenona Jaskułę. O godz. 15 kolarze udali się na obiad. Cyklistom zaserwowano ... rosół z makaronem, kotlet z kurczaka, surówki, ciastka i kompot. – Makaronu i bananów nie zjem już przez kilka tygodni – dodał Suszek. – A ja przez tydzień nie wsiądę na mój ukochany rower. Mam go dość – dodał Kraska.

 

 

– Przez kilka godzin jazdy zastanawiałem się nad sensem tej imprezy. Tu, w Nałęczowie, znalazłem odpowiedź na to pytanie. Kocham jeździć na dwóch kółkach i sprawia mi to wielką frajdę. Mam nadzieję, że za rok znowu będę mógł wziąć udział w maratonie – powiedział Grzegorz Mazur z Lublina.

Zdjęcia

  • Kolarze w Nałęczowie. Fot. Karol Zienkiewicz
  • Rafał Suszek. Fot. Karol Zienkiewicz
  • Kolarze w Nałęczowie. Fot. Karol Zienkiewicz

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
marecki
marecki śr., 2009-07-08 13:16

co wy chrzanicie!!!

od kiedy z puław do kozienic i do nałęczowa jest 740 km ludzie!!!! Chyba ze jezdziliscie w tą i spowrotem!!! Nigdy nie uwierze ze zwykli ludzi zrobili taki dystans w 24 h takie brednie to se mozecie pisac

Faza
Faza śr., 2009-07-08 14:48

robili pętle na takiej trasie

robili pętle na takiej trasie

Paweł Buczkowski
Paweł Buczkowski śr., 2009-07-08 17:15

Uwierz :)

Marecki: widocznie jesteś człowiekiem słabej wiary :) Oni tyle właśnie przejechali. A jeździli pętlami, tak jak wspomniał Faza. Pozdrawiam