drukuj

Niemcewicza: Ulica młodzieńczych miłości

ul. Niemcewicza

Puławskie ulice zmieniają się nie tylko na przestrzeni wieków, lecz także kilku, kilkunastu lat.

Z brzydkiego kaczątka, jakim jest szary blok z wielkiej płyty można też zrobić atrakcyjny budynek zmieniając elewację i obsadzając go zielenią, która jest zawsze łaskawym i pięknym elementem ukrywającym niedoskonałości. W Puławach korzystano z takiego rozwiązania.

 

Ulica Niemcewicza też zmieniała się na przestrzeni lat. Stawała się ładniejsza, bardziej wygodna, a może nawet bardziej przyjazna.

 

Polna droga

 

Julian Ursyn Niemcewicz był silnie związany z dworem Czartoryskich. Nic dziwnego, że jedna z ulic została nazwana jego imieniem. Ale jak pisze Janusz Szczepiński w swojej książce „Ulice Puław” – „...pierwotnie imię J.U. Niemcewicza nosiła nieurządzona droga polna, biegnąca od ul. Gdańskiej do ul. Bolesława Prusa. (...) W latach 60. podczas gruntownej przebudowy Puław nastąpiła zmiana przebiegu ulicy”. Wśród obiektów godnych uwagi, jakie przy Niemcewicza się znajdują, Szczepiński wymienia Ogródek Jordanowski.

 

Pierwsze bloki

 

– Dziś wszyscy mówią „plac zabaw” – śmieje się Leszek Gorgol, radny, prezes Towarzystwa Przyjaciół Puław. – Kto tam wie o idei doktora Jordana, który radził by w trosce o zdrowie dzieci zakładać bezpieczne ogródki, w których zażywałyby zdrowego ruchu. Ale kiedyś mówiono właśnie „ogródek jordanowski”.

 

Jednak zanim powstał ten przy ulicy Niemcewicza, wzniesiono dwa duże bloki.

 

– Pierwsze zbudowane domy miały numer 11 i numer 13 – wspomina pan Leszek. – Szkoła numer 6 była dopiero w budowie. Ogródek Jordanowski powstał dopiero na początku lat 70. Znalazł się tam piękny zestaw urządzeń do zabaw dla dzieci. Obok boisko trawiaste, które na ogół było bez trawy, bo zimą urządzano tam lodowisko z oświetleniem i muzyką. Tam zdobywaliśmy pierwsze szlify łyżwiarskie, a dzieciaków było co niemiara. Później, zimą szło się do lasu, który rośnie tuż obok na sanki, a nawet też na popisy łyżwiarskie z oblodzonych górek.

 

Dziecięce zabawy

 

Budowała się nowa ulica, nowe osiedle. Utrapienie dla dorosłych, ale nie dla dzieci.

 

– Przed oknami bloku numer 13 było ogromne składowisko betonowych elementów do budowy osiedla Eustachiewicza – przypomina sobie L. Gorgol. – Tu, gdzie kościół, była piękna góra złocistego piachu i trochę drzew, a niektóre nawet do dzisiaj się zachowały. Co to było za fantastyczne miejsce do zabawy dla chłopaków. Tam rozwiązywane były konflikty między osiedlem Niemcewicza i Leśną, toczone były bitwy, wojny, potyczki.

 

Dziś nikt nie robi już lodowiska, ale ogródek jordanowski jest nadal, tyle że drzewa urosły.

 

– Między blokami była droga dojazdowa i duży parking, wyasfaltowany, na którym w tamtych latach 60. nie stał żaden samochód, bo po prostu mało kto miał auto. Cały asfalt był pokryty rysunkami kredą, tam graliśmy w klasy, w kapsle od wiosny do późnej jesieni, jeździliśmy na rowerach. Na tej ulicy zawiązywały się wieloletnie przyjaźnie i pierwsze, młodzieńcze miłości.

 

Akcja trawniki

 

– Każdej kolejnej wiosny lokatorzy spontanicznie organizowali się, wychodzili z łopatami, grabiami, kopali, siali trawę, sadzili rośliny – śmieje się Gorgol. – Następnej wiosny wszystko się powtarzało. Ale przecież do dziś rosną te drzewa, a niektóre topole to nawet można by już wyciąć. Tu też były pozostałości po ogródkach i sadach, bo przecież nowe ulice i nowe osiedla budowano na terenach ogródków przydomowych.

 

Park, który powstał szybko obok ulicy Niemcewicza to dziś atrakcyjne miejsce wypoczynku. Zorganizowano tam niewielki placyk, są też ławeczki, piękna zieleń. Okolica od lat 60. zmieniła się bardzo pozytywnie.

– Postrzegam to miejsce jako bardzo przyjazne ludziom – dodaje Leszek Gorgol.

 

Nowi lokatorzy

 

– Jak zmieniała się ulica? – Szybko – od razu odpowiada pan Leszek. – Na początku asfaltowano wszystko – jezdnie, parkingi, boiska. Taki był trend i uważano, że tak będzie dobrze. Teraz, wzdłuż ulicy położona jest kostka. Ale przecież pamiętajmy, że jeszcze niedawno była to polna droga.

 

Przy ulicy Niemcewicza powstało blokowisko. Najpierw nieładne, szare, siermiężne.

 

– To megabloki ośmioklatkowe – dodaje. – Teraz zyskały nową elewację i zupełnie inaczej wyglądają. Mieszkanka są w nich nieduże – pokój albo dwa z kuchnią. Na szczęście kuchnie miały okna, ale jeszcze wtedy nie było w nich gazu. Przywozili węgiel pod klatkę, zrzucali i wiaderkiem trzeba było sobie znieść. Centralne ogrzewanie było i mieszkania nawet były i są dość ciepłe. Większość lokatorów związana była z Azotami. Mężowie przeważnie pracowali w zakładach. Była to raczej dzielnica robotnicza, gdzie mieszkali ludzie napływowi, ale szybko utożsamiali się z miastem i stawali puławiakami. Wtedy nikt nie pytał skąd przybywasz. Nie miało to znaczenia. Teraz to się bardzo zmieniło. Młodzi często wyprowadzili się do większych mieszkań, albo pobudowali, starsi na zawsze odeszli, bloki zasiedliło inne pokolenie – ludzie, którzy już tu się urodzili, zdobyli wykształcenie, pracę niekoniecznie w Azotach. Przekrój społeczny ulicy jest inny. Już nie można powiedzieć, że robotniczy.

 

Dobre miejsce

 

Dziś ulica Niemcewicza, podobnie jak inne w Puławach i wielu polskich miastach tonie w śniegu i nie wygląda atrakcyjnie. Ale – jak mówi Leszek Gorgol – to bardzo dobre miejsce do mieszkania.

 

– Nie ma głośnych lokali, miejsce spokojne, choć z pewnością przed laty uważane za gorsze. Ulica trochę oddalona od centrum z otoczeniem dobrze urządzonym, wyciszona. Urządzono tu przepiękny park, można spacerować z dziećmi, uprawiać sport. Szczególnie dobra dla młodych małżeństw, bo blisko przedszkoli, szkół, placów zabaw. Stąd dwa kroki do lasu. Oczywiście jak wszędzie utrapieniem jest brak miejsc do parkowania, ale takiego rozwoju motoryzacji nikt nie przewidział. Natomiast było zawsze wiele sklepików i punktów usługowych. A w blokach jak, to w nowych mieszkaniach – słychać przez ścianę, jak sąsiad wierci wiertarką. Cóż, pewne rzeczy trzeba zaakceptować – śmieje się Gorgol.

 

Leszek Gorgol zauważa, że teraz chyba mieszka tutaj mniej ludzi. A może rodziny są po prostu mniej liczne. Mniej się zaprzyjaźniają niż kiedyś. Ale wszystko się zmienia, także oblicze tej ulicy. Dodaje jednak, że ta ulica jest warta tego, żeby o niej napisać.

Zdjęcia

  • ul. Niemcewicza

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
truskawa
truskawa śr., 2010-03-03 13:25

Dopełniam wizerunek ul. Niemcewicza

Nagromadzenie pijackich melin było w tej okolicy wyjątkowe. O każdej porze dnia i nocy można było się udać po wódkę do tych "domowych centrów handlowych". Nie było sklepów 24-godzinnych, nie było alkoholu na CPN'ach. Z imprezy delegowany był delikwent płci męskiej (lepiej dwóch w końcu to była ul.Niemcewicza), którzy jechali taksówką na metę i kupowali co trzeba. Niestety po czasach meliniarskich pozostało tu wiele patologii i rozbitych rodzin. Wiele się zmieniło ale "klimat z dreszczykiem" pozostał. No i sklep "Kartofelek" (również z alkoholem) vis-a-vis SP nr 6. Nie przeszkadza to Panu Panie Gorgol? Pan patologii na Niemcewicza nie widzi ?

Annas
Annas śr., 2010-03-03 21:34

Niemcewicza!

Tak, to ulica mojego dzieciństwa i młodości. Wspomnienia różne! Ale porównując z atrakcjami jakie miały dzieci do tej pory (dopóki nie powstały nowy place zabaw), to było super. Zawsze umieliśmy wymyślić nową, atrakcyjną zabawę i nikt się nie nudził. Ogródek Jordanowski to było centrum zabaw. Pamiętam jeszcze baseniki, w których w lecie się kąpaliśmy. A lodowisko w zimie ... super zabawa! Truskawa ma rację były też "meliny", które dość długo tam prosperowały. Pijanych nie brakowało, a i kryminał się trafiał! Ot napływowa ludność z różnych stron i z różnymi mentalnościami! teraz jest ładniej, ale czy lepiej? Chyba bardziej "obco"!

Annas
anha1506
anha1506 pon., 2010-03-08 18:15

NMC

Heh... Mini, Kasik i ja pod kartoflem. Tylko ja to cos zdeka zboku ;] najlepszy sklep ;p Ale Nmc sie zmieniło prze te lata, dużo. :) Pozdro.

anha1506
anha1506 pon., 2010-03-08 18:15

NMC

Heh... Mini, Kasik i ja pod kartoflem. Tylko ja to cos zdeka zboku ;] najlepszy sklep ;p Ale Nmc sie zmieniło prze te lata, dużo. :) Pozdro.