Mieszkańcy Nowego Pożoga zamiast drogi mają bajoro
– Przecież w razie jakiegoś wypadku straż pożarna albo karetka tu nie dojedzie, a wtedy cenna jest każda sekunda – denerwuje się Marcin Kuna, mieszkaniec Nowego Pożoga, który poinformował nas o sprawie.
– W ubiegłym roku miałem rozległy zawał i straciłem przytomność. Karetka utknęła w połowie drogi do mojej posesji. Trzeba było wzywać helikopter, bo o mały włos nie doszło do tragedii – opowiada Waldemar Warchoł.
Przy blisko dwukilometrowym odcinku drogi gminnej mieszka 10 rodzin. Brakuje porządnej nawierzchni, a w jednym jej miejscu rosną gęste krzaki.
– Dlatego nie możemy tamtędy jeździć. Oddaliśmy najwięcej z naszego pola pod budowę tej drogi i przez tyle lat nic z tego nie mamy. Tylko auta ciągle zniszczone i nikogo nie obchodzi, ile wydajemy pieniędzy na naprawy – denerwuje się Grzegorz Figiel.
– Przecież codziennie, bez względu na pogodę, musimy jeździć do pracy i z dziećmi do szkoły. Trzeba nadkładać drogi i jechać przez prywatny teren. Gmina już dawno powinna zrobić z tym porządek – dodaje jego żona Sylwia.
Przy deszczowej pogodzie mieszkańcy nie mogą dojechać do swoich domów, więc zostawiają auta w polu i dalej idą na piechotę. – W zimie i na wiosnę jest prawdziwy koszmar, jesteśmy odcięci od świata. Jak długo mamy to znosić? – pyta pan Marcin.
Wójt gminy Końskowola odpiera zarzuty. – Skoro tak im źle, to dlaczego budowali się na polach? Nie rozumiem, jak ludzie mogą tak narzekać, mają przecież gaz, kanalizację. Wiadomo że na wszystko nie wystarczy – podkreśla wójt Stanisław Gołębiowski. Równocześnie zaznacza, że budowa drogi jest uzależniona od uzyskania środków z Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie.
– Jeśli ich nie dostaniemy, mieszkańcy będą musieli poczekać. Nie chcę budować drogi po kawałku. Gdybyśmy zrobili to ze środków własnych, to tak by to właśnie wyglądało – kwituje wójt.




























Kontakt:
A czy wniosek został złożony?
Pan Wójt odwołuje się do środków z Urzędu Marszałkowskiego, ale nie wskazał, czy taki wniosek został złożony. Proszę wybaczyć tę wątpliwość, ale po historii z solarami powiem tak: dopóki nie zobaczę, nie uwierzę.