drukuj

Mieczysław Jurecki: Mogę zagrać nawet Dodę

Mietek Jurecki

Fot. Archiwum

Na rockowej scenie jest od ponad 30 lat. Młodsze pokolenie kojarzy go głównie z gry w Budce Suflera, ale Mieczysław Jurecki współpracował również z wieloma innymi sławami polskiej sceny muzycznej. 30 kwietnia zawitał do Ryk, aby wystąpić w restauracji Jubilatka.

•    Koncertował pan wcześniej w Rykach?

–Bardzo dawno temu, kiedy grałem w Budce Suflera. Rok temu byłem jednak przewodniczącym konkursu, który odbywał się w Domu Kultury. Poza tym kilka razy w miesiącu jeżdżę do Warszawy i zawsze przejeżdżam przez Ryki.

•    Co pan woli: kameralne imprezy czy duże koncerty?
– Zdecydowanie kameralne koncerty w małych salach. Wielkich imprez już trochę zagrałem w swoim życiu, dlatego nie kręci mnie to aż tak bardzo. Tam jest mały kontakt z publicznością, bo scena jest wysoko, a światła biją po oczach. Poza tym fanów i artystów dzieli kilkanaście metrów wolnej przestrzeni. A na kameralnych imprezach publiczność jest tuż przy scenie i widzisz, w jaki sposób reaguje na kolejne utwory. Ja zawsze daję z siebie wszystko i gram tak, jakbym występował przed stutysięczną publicznością.

•    Skąd wzięła się miłość do gitary?
– Narodziła się już w podstawówce. Moi rodzice chcieli, żebym grał na akordeonie. To był jednak okres The Beatles, a ja byłem zafascynowany ich muzyką. Aby przekonać mamę i tatę do kupna gitary, musiałem użyć podstępu. Po tygodniu gry na pożyczonym akordeonie, zadecydowali, że kupią mi własny sprzęt. Powiedziałem im jednak, że gitara jest tańsza od akordeonu. Ku mojemu zdziwieniu zgodzili się ze mną i sprezentowali mi wspaniałą gitarę. Pamiętam, że kosztowała 615 zł. Kiedy wracałem z nią ze sklepu, całe podwórko mi zazdrościło.

•    Jakie uczucia wyzwala w panu gra na gitarze?
– Przede wszystkim zaskoczenie. Kocham robić sobie niespodzianki za pomocą nowych dźwięków. Uwielbiam kombinować z muzyką. Moją podstawową zasadą jest tak grać, aby chwilę przed wydobyciem dźwięku z gitary, wiedzieć jak będzie brzmiał. Teraz, kiedy jestem artystą solowym, mogę sobie pozwolić na znacznie więcej improwizacji. Chociaż trzeba przyznać, że poniżej pewnego poziomu nie potrafię już zejść. Przynajmniej do takiego wniosku doszliśmy razem ze Zbyszkiem Hołdysem.

•    Ile piosenek potrafi pan zagrać z pamięci?
– Mogę zagrać wszystko, nawet Dodę czy Lady Gagę. Piosenki są z natury proste, tylko trzeba wiedzieć, w jaki sposób z nimi postępować.

•    Jak artyści koncentrują się przed wejściem na scenę?
– Zwracam dużą uwagę na ubiór, bo szanuję publiczność. Lubię eksperymentować ze strojem. Kiedyś, za czasów gry w Budce Suflera, przyszedłem w rajstopach mojej żony. Nie spotkałem się jednak ze zrozumieniem partnerów z zespołu, którzy kazali mi się przebrać. Stwierdzili, że to nie jest Guns N`Roses.

•    Skąd pomysł na kucyk?
– Dawno temu nosiłem długie włosy. W lecie było mi w nich jednak strasznie gorąco, więc postanowiłem związać je. I tak zostało.

•    W ostatnim czasie gitarzyści w zespołach rockowych schodzą na drugi plan. Dlaczego?
– To jest chora sytuacja. Kiedyś każdy wiedział, kto gra na gitarze w Led Zeppelin czy w innych zespołach. Teraz nawet MTV nie podaje kompozytorów. Poza tym nie rozumiem, dlaczego polscy wykonawcy śpiewają po angielsku. To tak, jakby Murzyna z Afryki przebrać w pasiak łowicki i kazać mu tańczyć kujawiaka. Uważam, że ten stan jest zasługą firm fonograficznych, które chcą sprzedawać w Polsce produkty wątpliwej jakości. Wmawiają młodych Polakom, którzy klęczą pod ich drzwiami, że zostaną gwiazdami, ale mają grać tak jak im rozkażą. Kiedyś liczył się artysta, dzisiaj najważniejszy jest pieniądz.

•    Czym się interesuje Mieczysław Jurecki?
– Bardzo lubię windsurfing. Kiedyś graliśmy z Budką Suflera w Australii. Na tamtejszym wybrzeżu bez przerwy wpatrywałem się w deski, na jakich pływają Australijczycy i postanowiłem sobie taką kupić. Wiozłem ją do Polski przez pół świata.

•    Ulubiony utwór?
– Pięknej muzyki jest bardzo dużo i trudno jest mi wybrać jedną kompozycję. Bardzo lubię słuchać debiutanckich płyt różnych zespołów. Uwielbiam surową muzykę, a tam jest ją najłatwiej znaleźć. Później wszyscy zaczynają kombinować, co nie zawsze wychodzi na dobre.

•    Marzenia?
– Ciągle je realizuję. Cieszę się, że mogę pomagać młodym ludziom. Nie robię swoich projektów muzycznych, aby coś sobie udowodnić. Ja już nie muszę tego robić. Nie potrzebuję również autopromocji. Mam nadzieję, że mój sztandarowy projekt „Solo Życia”, dalej będzie rozwijał się, tak jak dzieje się to do tej pory. Musi on być robiony z rozmachem, bo cała zabawa polega na tym, aby zachęcić ludzi do przyjścia na koncert. „Solo życia” już jest obiektem zazdrości w innych miastach.

Zdjęcia

  • Mietek Jurecki

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać