drukuj

List od Czytelnika: Pies czeka na pomoc. Od ludzi się nie doczeka

Pies

fot. sxc.hu

Nasza Czytelniczka z Gdańska chciała pomóc wygłodzonemu psu, którego zauważyła w Dęblinie. Niestety żadna z instytucji, do której zawróciła się o pomoc nie chciała jej udzielić.

Witam, nazywam się Agnieszka W. (nazwisko do wiadomości redakcji), mieszkam i pochodzę z Gdańska. Chcę opisać Państwu pewne wydarzenie: mój mąż 3 sierpnia przebywał w Dęblinie w delegacji, gdzie zauważył błąkającą się suczkę owczarka niemieckiego (miała około 6 miesięcy). Sunia była strasznie wychudzona i przestraszona. Mąż zadzwonił do mnie, szybko sprawdziłam w Internecie gdzie można szukać pomocy dla biednego psiaka i tak się zaczęło. Była godzina 19.30 i wszystkie telefony do schronisk milczały. Pozostała jedynie Straż Miejska, która nic nie mogła na to poradzić i policja, która spisała tylko dane męża i na tym się skończyło. Mój mąż rano ruszył dalej w drogę, więc nie bardzo mógł się zająć się całą sprawą.

Postanowiłam nie odpuszczać.

Dzisiaj zadzwoniłam do Urzędu Miasta Dęblin, gdzie osoba odpowiedzialna za zwierzęta na ich terenie powiedziała mi, że skoro pies błąka się w okolicach stacji Forty (przy trasie wylotowej na Warszawę) to nie jest już ich teren i mam dzwonić do Gminy Stężyca. Zadzwoniłam więc do gminy Stężyca, w tym przypadku odpowiednia osoba była na urlopie, więc pani przełączyła mnie do sekretarza, który potraktował mnie jak natręta, bo „skąd ja mogę wiedzieć, że ktoś wyrzucił tego psa, ludzie puszczają psy luzem, dużo psów tak biega, on nic nie może zrobić"

Nie widząc sensu dłuższego prowadzenia tej rozmowy, postanowiłam jeszcze raz zadzwonić do Urzędu Miasta w Dęblinie. Tym razem telefon odebrał wyższy rangą bezradny pan, który po wysłuchaniu mojego kazania powiedział, że nie ma możliwości zadziałać w tej sprawie i „ że nie powinien tak mówić, ale policja to szkoda gadać, bo dzwoni do niego i on musi urzędników na interwencję wysyłać". Gdy dowiedział się, że dzwonię aż z Gdańska, to stwierdził, „że u mnie w mieście, to jak pies zrobi kupkę na trawniku, to urasta to do rangi epidemii". Powiedziałam, że skoro nikt nie jest nic zrobić w tej sprawie, to może powinnam zainteresować sprawą lubelskie media. Usłyszałam, że urzędnicy byli już nie raz „obsmarowani" i nie robi to na nich żadnego wrażenia i mogę zrobić, co chcę.

Zadzwoniłam do pani Elżbiety Tarasińskiej z lubelskiego Animals, która powiedziała, że schronisko jest przepełnione, ale gdyby ktoś przywiózł psa, to znalazłoby się dla niej miejsce. Schronisko nie dysponuje żadnym środkiem transportu. W międzyczasie prowadziłam równie żywą rozmowę telefoniczną z Panią z Fundacji Lubelska Straż Ochrony Zwierząt, ona jako jedyna wykazała się chęcią pomocy. Niestety do chwili obecnej nie udało się w tym temacie nic zdziałać.

Najbardziej przytłacza mnie moja bezradność, bo nawet, gdy chce się pomóc to nie ma jak. Tyle się mówi w prasie i telewizji żeby nie być obojętnym na los zwierząt. Naprawdę nie wiem, co mam dalej robić. Straszne jest to, że w naszym kraju na instytucje, które powinny pomagać niestety nie można liczyć. Tyle czasu minęło, a sunia dalej się błąka i nie ma jej, kto pomóc.

Odpowiedź gminy na list

- Miejsce, w którym mąż Pani Agnieszki zauważył psa rzeczywiście podlega Urzędowi Gminy w Stężycy, a nie Dęblinowi. Urząd zapewnia, że nie zignorował sygnału o bezpańskim czworonogu. – Sekretarz gminy sam pojechał na miejsce, żeby to sprawdzić – mówi Zbigniew Chlaściak, wójt gminy Stężyca. – Kiedy pojechał tam drugi raz, psa już nie było. Dzisiaj pracownicy mają wziąć klatkę, złapać go i zawieźć do lecznicy do Dęblina – zapowiada.

Sunia ugryzła urzędnika (atualizacja godz. 15.40)

Na tą chwilę prawdopodobnie sunia została odłowiona i przebywa na kwarantannie, ponieważ lekko ugryzła urzednika przy próbie złapania.

- Chcę bardzo podziękować Pani Aleksadrze Lipianin z Fundacji Lubelskiej Straży Ochrony Zwierzat, która z wielkim zaangażowaniem pomagała mi interweniować w sprawie tej nieszczęsnej suni i która w ogromnym stopniu przyczyniła się do miejmy pozytywnego rozwiązania sprawy. Mamy nadzieję że uda się dla niej znaleźć dla niej kochających opiekunów - napisała do nas w czwartek po południu pani Agnieszka.

Zdjęcia

  • Pies

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Anett_Marz
Anett_Marz czw., 2011-08-04 17:21

Niestety ale mamy chory ten

Niestety ale mamy chory ten system w Polsce. I ludzi nie wrażliwych na krzywdę zwierzętach.
Często bywa, że dziecko poda rękę zwierzęciu niż dorosły. Ale takie zachowanie wynosi się z domu. Jak rodzić wychowa tak puści poźniej dziecko w świat.
Myślę ze takie negatywne postawy trzeba piętnować i są pełne pogardy. Często zdarza się, że nie ma się do kogo zwrócić w razie potrzeby.
Zdecydowanie przydała by się służba coś na styl amerykańskiej służby dla zwierząt. No ale jak wiadomo jesteśmy 20 lat za nimi. Tak wiec za kilka lat może coś się będzie działo w tym kierunku. Bo pieniędzy jak znam życie zawsze nasze państwo nie ma....

Cieszy jedynie determinacja pani z Gdańska. TO wzorowa postawa.

Puławy/W-wa
wedrowycz
wedrowycz czw., 2011-08-04 18:56

Pytanie do autorki: Skoro tak

Pytanie do autorki: Skoro tak pani leży na sercu los tego psa to dlaczego sama pani go nie przygarnęła?