List do wierzby...
Wierzbo moja z nadwiślańskiej doliny. Wierzbo z lat dziecinnych, towarzyszko zabaw.
Ileż to lat minęło, gdy maleńką byłaś? Metryka się gdzieś zapodziała i nikt lat nie liczy.
Staruszka z Ciebie poczciwa i zacna. Reumatyzm Cię powyginał, centymetrów w talii przybyło.
zgarbiłaś się...ale dobra z Ciebie Babcia Wierzba. Latem cienia użyczysz, a gdy deszcz leje, parasol udajesz.
Każdego przygarniesz, wyciągając swoje ręce - konary. Taka już jesteś.
Zanurzam się we wspomnieniach. Ileż to wiosen razem przeżyłyśmy? Pamiętam, lubiłaś wiosnę.
Wystrojona w zieloną sukienkę, stałaś przy płocie, czekając na pochwały. Chwytałaś w swoje dłonie promyki słońca,
aby piękniejszą być.
A lata? Upalne, kolorowe, wakacyjne, z pszczołami i chrabąszczami... Swoje zielone włosy
lubiłaś kąpać w ciepłym, letnim deszczu. A słońce tańczyło po nich, susząc je.
Cieszyłaś się, gdy dzieciaki grały obok w piłkę czy bawiły się w berka. A potem, rozkładając parasol swych ramion,
dawałaś im cień, aby odpoczęły.
Wierzbo moja, a ileż to plotek się nasłuchałaś, gdy w niedzielne popołudnie wiejskie kobiety
siadały na ławeczce? Plotka plotkę goniła. Oj, wiele by opowiadać...
Gdy sąsiad - bocian opuszczał wioskę, znak, że jesień w kaloszach przyczłapie.
Smutna robiłaś się wtedy. Twoją sukienkę szarpał jesienny wiatr, a listki gonił po świecie.
Dzikie gęsi żegnały się z Tobą, głośno krzycząc. Patrzyłaś jak odlatują. W długie, szare wieczory,
słuchałaś gadających szeptem, wiślanych fal. Opowiadały historie królowej rzek.
Zimą śnieżne anioły stroiły Ciebie w bielusieńkie piórka. Wyglądałaś jak biała królowa. Dzięcioł w czerwonej czapce,
nie mógł się nadziwić. A sikorki z karmnika zazdrościły Ci białego futra.
W mroźne noce marzyłaś o wiośnie i kolejnej zielonej kreacji...chyba wiosnę pokochałaś najbardziej...
I tak jest od wielu lat. Nic się nie zmieniło. Tylko ja wyjechałam. No i ławeczkę naprawić trzeba...
Wierzbo moja, staruszko, stoisz nadal przy płocie, zerkasz na moje podwórko z lat dziecinnych.
Tam powracają moje wspomnienia.
Tam, gdzie drzwi otwarte na oścież
gdzie zza firanki spoglądają stęsknione oczy
gdzie roboczy dzień jest zawsze niedzielą
a na stole biały obrus w kratkę.
Tam drzwi otwierają serca
tam w błękicie oczu odnajdziesz kawałek nieba
tam szept modlitwy ukoi sumienie
a spracowane ręce podadzą filiżankę herbaty.
Tam powrócę i ja. Czekaj na mnie wierzbo. Czekaj na mnie staruszko.
























Kontakt:
Mój list....
Ponad 30 lat temu wyjechałam z pięknego terenu puławskiego. Często wracam wspomnieniami do moich lat z dzieciństwa, do nadwiślańskich wierzb, do czystej Wisły, w której kąpałam się razem z braćmi, do truskawkowych pól, do zapachu niedużych poletek w moim Jaroszynie, do zabaw na podwórku z rówieśnikami....Stąd ta moja sentymentalna praca.
Dlatego, że tęsknię i wspominam, dlatego też postanowiłam podzielić się moją radością z wygranej, właśnie z Rodakami znad Wisły.
Pozdrawiam :)