Kółko i trójkąt, czyli czego potrzeba w Puławach
Budowę nowego stadionu uważam za potrzebną, a co istotne - perspektywiczną dla rozwoju młodego pokolenia.
W planie rozbudowa przystani wiślanej, no i śmiała inwestycja na tzw. błoniach.
W tym rozpędzie dla dobra mieszkańców chyba zapomniano o czymś może prozaicznym ale niestety niezbędnym.
Mam dwie uwagi diametralnie odmienne.
Po pierwsze. Brakuje szalet publicznych na osiedlach mieszkaniowych. O ile w centrum Puław istnieje - pożal się Boże tzw. przybytek - o tyle w pozostałej części miasta nie uświadczysz takiego obiektu. Stali mieszkańcy korzystają z pomieszczeń użyteczności publicznej. Znają "rozkład jazdy". Przeważnie przychodnie opieki zdrowotnej lub pomieszczenia firm i instytucji. Niezbyt przyjemnie udawać, że się jest interesantem, klientem bądź pacjentem.
- A jak czują się w tej sytuacji, ci którzy nas odwiedzają.
Po drugie. Odnoszę wrażenie, że Urząd Miasta nie uwzględnia infrastruktury ewentualnych potrzeb mieszkańców w poszczególnych dzielnicach miasta w kwestii tzw. małej gastronomii, czy potrzeb kameralnych spotkań. Wydawanie koncesji przedsiębiorcom na działalność usługowo-handlową jest wyłączną domeną osoby zainteresowanej w kwestii branży. Brakuje zachęty i motywacji, a może i wsparcia w uzgodnionej formie. Oczywiście liczy się opłacalność przedsięwzięcia. Nam brakuje małych kameralnych kawiarni i nie większych jadłodajni.
Widziałem ją ostatnio na studniówce. Spotkaliśmy się, o tak przypadkiem po trzydziestu latach. Jesteśmy na osiedlu np. "Górna Niwa", "Kołłątaja", "C.K. Norwida", "Gościńczyk" albo "Wróblewskiego".
- I co? Gdzie ją zaproszę na kawę i pyszne ciastko?
- Albo gdybym spotkał, też przypadkiem, sympatyczną wiceprezydent panią Ewę Wójcik, której jestem wielbicielem, na jednym z tych osiedli?
- No i co? Obciach!
- A gdyby u kogoś z nas zaszła potrzeba "na stronę"?
- Zaniemówiłem!



























Kontakt:
Masz pretensję do UM,że nie masz gdzie się piwa napić?
Człowieku to nie PRL, miasto nie jest od otwierania kawiarni,czy pubów. Zawsze możesz dać przykład innym i otworzyć własny biznes osiedlowy.
Nie zgodzę się z Panem
...moim zdaniem lokali jest aż nadto. Zapewne trudno jest trafić w indywidualne upodobania klientów, ale z pewnością na kawkę jest gdzie pójść. Nawet "rzut beretem" od UM. Na dole Galerii, w niedawno otwartym lokalu nad księgarnią czy w kawiarni Domu Chemika. Mam sporo znajomych, którzy próbowali tego typu działalności i niestety okazuje się, że nawet ambitne plany spełzają na niczym. Na szczęście przychodzą nowi, ze świeżymi pomysłami i otwierają nowy lokal z innym wystrojem ;-).
Nie mówię tu o lokalach z tanim piwkiem dla stałych bywalców, ale o takich gdzie można się napić kawy czy nawet piwka w miłej atmosferze.
Mnie np. brukuje baru sałatkowego czy nawet Mc'Donalda (wiem, wiem ...:-))< ale lubię ich sztuczne lody jak żadne inne.
Co do toalet - moim zdaniem problemu nie ma. Niestety publiczne toalety mają to do siebie, że jak to u nas w kraju - są strasznie brudne i strach tam wchodzić.
Ja nie raz miałam problem z małym brzdącem (i proszę mi wierzyć trzeba go szybko załatwić). W lokalu można zostawić symboliczną złotówkę i czystą deskę po sobie a zapewne nikt nie będzie robił problemu. Poza tym w Carrfurze czy np. w GZ są toalety i te ostatnie są w całkiem przyzwoitym stanie.
Co do kawy z panią Ewą W. - może pani prezydent sama z ochotą coś zaproponuje, może warto czasem dać pole do popisu kobiecie. Pan zaprasza - ona wybiera (z rachunkiem nie powinno być problemu, bo nasze lokale raczej nie powinny zaskoczyć cenami) :-).
Pozdrawiam i życzę, żeby się udało z tą kawą ...