Kobieta z wędką? A co w tym dziwnego!
• Kobieta wędkarzem? Jak sobie pani radzi?
– Całkiem nieźle. W połowie lat 90., kiedy zaczynałam było nas – kobiet – zaledwie garstka. Teraz coraz więcej. Pojawiają się młode zawodniczki. Sporo jest ich szczególnie na Śląsku. Tam mają dobre warunki do uprawiania wędkarstwa wyczynowego: dużo klubów, sponsorów.
• Zdarzają się złośliwości ze strony mężczyzn?
– Sądzę, że baliby się. Większość kobiet wędkuje razem z bratem, ojcem, mężem. W razie czego – mówiąc potocznie – mamy jakieś plecy. Jesteśmy traktowane jak inni zawodnicy. A kobiety niejednokrotnie są lepsze od mężczyzn. Mają więcej cierpliwości, lepszą intuicję.
• Dlaczego zainteresowała się pani wędkarstwem?
– Zaraził mnie mąż, który wędkuje i jest członkiem PZW do 35 lat. Często jeździłam z nim na ryby i w którymś momencie postanowiłam zająć się tym na poważnie. Poza tym uwielbiam obcowanie z przyrodą, a wędkarstwo stwarza takie możliwości. To moja ucieczka od cywilizacji.
• Jakie były początki?
– Ciężkie. Trudno mi nawet powiedzieć, kiedy zaczęłam zauważać jakieś rezultaty. Sporo zależy od szczęścia. Ja na początku miałam go bardzo dużo. Na pierwszych mistrzostwach Polski zajęłam 5 miejsce.
• Potem było już tylko lepiej?
– Wygrałam wszystko to, co było do wygrania: tytuł mistrza, wicemistrza Polski, a także mistrzostwo w zawodach drużynowych. Na ostatnich zawodach prześladował mnie pech, złamałam haczyk, potem wędkę. Po takich niepowodzeniach przeżywam chwilowe załamanie.
• Co musi mieć dobry wędkarz?
– Umiejętności, wiedzę i dobry sprzęt. Ale tak naprawdę to dodatki, bo wędkarstwo to w 90 proc. szczęście. O wyniku często decyduje zwykły fart. Możemy wylosować dobre, albo kiepskie miejsce na łowisku. A to ma ogromne znaczenie.
• Coś jeszcze?
– Intuicję i niezależność. Niektóre rzeczy robi się na wyczucie. W zależności od łowiska dobiera się sprzęt, technikę. Poza tym, żeby zajmować się wędkarstwem na poważnie i jeździć na zawody trzeba mieć sporo czasu. Dlatego większość z nas prowadzi własne biznesy i nie jest niczym związana.
• Czy to kosztowne hobby?
– Trzeba zapłacić za pobyt na łowisku, tzw. startowe, sprzęt też nie należy do tanich. Dlatego szuka się sponsorów. Przy kołach, firmach powstają kluby wędkarskie i to one się tym zajmują. Wcześniej pieniądze dawał Polski Związek Wędkarski.
• Biedne rybki…
– Skądże, przecież nie zabijamy ryb. Technika jest na takim poziomie, że zadajemy im coraz mniej bólu. Na zawodach łowimy do specjalnych siatek. Zaraz po zważeniu są wypuszczane na wolność. Podobnie postępujemy łowiąc ryby prywatnie.

























Kontakt: