Kłusownictwo to czasami rodzinny biznes
Społeczni strażnicy pilnują bezpieczeństwa przy brzegach oraz na wodzie, kontrolują łowiska wędkarskie i starają się zapobiegać kłusownictwu. Tylko w ciągu ostatniego roku strażnicy z powiatu puławskiego wykonali 216 kontroli w terenie.
W 63 przypadkach asystowała im policja. Właśnie wspólne patrole okazały się najbardziej owocne. 30 spraw skierowano do prokuratury, wystawiono kilkadziesiąt mandatów na łączną kwotę 8,5 tys. zł. Zarekwirowano również pokaźne ilości sprzętu, w tym: 4 łódki i pontony, 20 sieci, 45 wędek, a nawet agregat prądotwórczy służący do kłusowania.
Społeczni strażnicy chcieliby, żeby takich mieszanych patroli było zdecydowanie więcej. – Możemy być skuteczni jedynie w asyście mundurowych. Kłusownicy to nie mali chłopcy. W momencie złapania ich na gorącym uczynku są nieprzewidywalni i nie przebierają w środkach – mówi Marek Lis z Kazimierza Dolnego.
Inną bolączką są braki w wyposażeniu i uprawnieniach strażników. – Co z tego, że widzimy że ktoś kłusuje na drugim brzegu Wisły, skoro nie mamy czym tam popłynąć. Działamy społecznie, możemy dokonać jedynie obywatelskiego zatrzymania do czasu przybycia policji. To często nie jest możliwe – dodaje Lis.
– Kłusownictwem zajmują się całe rodziny. Doskonale znamy personalia sprawców. Pomagają nam w tym wędkarze, którzy widzą, kto działa na ich terenie – dodaje Piotr Rusa, komendant Społecznej Straży Rybackiej. Na terenie powiatu czuwa 48 czynnych strażników, którzy liczą, że uda im się skutecznie zainteresować swoimi działaniami lokalny samorząd. Podczas spotkania zorganizowanego w Sala Pompejańskiej Starostwa Powiatowego w Puławach w poczet honorowych członków straży zaproszono starostę Sławomira Kamińskiego i prezydenta Puław Janusza Grobla. Wyróżnienia otrzymali również najaktywniejsi członkowie straży.
Kłusownictwo wędkarskie to m.in. łowienie ryb w wodach otwartych bez karty wędkarskiej, nieprzestrzeganie czasów ochronnych, wymiarów łowionych ryb, pozyskiwanie ryb sposobami niedozwolonymi – np. ościeniami, materiałami wybuchowymi czy agregatami prądotwórczymi. Osoby łamiące przepisy muszą liczyć się z mandatem w wysokości od 200 do 500 zł. Za kłusownictwo na rzece może grozić nawet 2 lata pozbawienia wolności.



























Kontakt:
kłusownictwo z PRLu
Niektóre rodziny nie maja co do garnka włożyć, a że mieszkają nad wodą to maja taka okazję, no ale prawo rodem z PRLu jest nieubłagalne a pracy brak choć państwo powinno ją jakoś zapewnić wtedy ci ludzie nie musieli by KŁUSOWAĆ, ale kłusują też ci których stać nawet na drogi agregat. łódkę czy specjalne sieci, to już dla sportu, a znam takich działaczy w kołach wędkarskich czy nawet kłusujących pod przykrywką strażników, przypomnę dla przykładu głośną sprawę strażnika który utopił się w czasie kłusowania w porcie na Łęce z 10 lat temu.
Problem w tym,że oni czepiają się nawet dzieci
które moczą kija w rzekach,bo nie stać ich na kartę wędkarską. Łapią dzieciaka i na miejscu niszczą mu wędkę.
Społeczna Straż Rybacka nie
@press27:Społeczna Straż Rybacka nie ma prawa zniszczyć wędki - w żadnym wypadku! Zabezpieczenie wędki itd - wyłącznie w obecności policji.
może i nie ma...
@Robert Sosik:tylko skąd dziecko ma to wiedzieć?
Tak się składa że mam
Tak się składa że mam bezpośrednią styczność z skarbnikiem Koła PZW i na bierząco wiem co się dzieje. W zeszłym roku była promocja dla dzieci w określonym wieku i opłaty były naprawdę małe. Dzieci ciagle mają minimum 50% upust na opłatach. Kłusownictwo często jest też sprawą tych opłaconych np "pstrąg na robaka w Bystrej" czy nie przestrzeganie wymiarów i terminów ochronnych. Klasyczni kłusownicy robią to czesto nie z głodu a dla wymiernego duzego zysku lub dla czystej zabawy. Nie oszukujmy się jest to częsciowa kradzież. Pozdrawiam