Kierowca do policjantów: Ja was wszystkich zwolnię z pracy!
Przed osadzeniem w policyjnym areszcie, Robert S. powiedział policjantom, że już wytrzeźwiał, wycofuje się z tego, co mówił i wszystkich przeprasza za swoje zachowanie. Fot. Archiwum
Podczas niedzielnego patrolu policjanci z Żyrzyna około godziny 16 w miejscowości Wronów zauważyli jadącego całą szerokością drogi białego Citroena Berlingo. Kierowca zajeżdżał drogę innym kierowcom, zmuszał ich także do zjeżdżanie na pobocze.
Mundurowi natychmiast podjęli próbę zatrzymania kierowcy tego pojazdu.
– Włączyli sygnały świetle i dźwiękowe, na które niestety nie reagował – relacjonuje Marcin Koper, rzecznik prasowy puławskiej policji.
Chwilę później, w Puławach na ulicy Żyrzyńskiej kierowca citroena chciał skręcić w drogę do Nadleśnictwa. Manewr niestety mu nie wyszedł. Citroen zatrzymał się w zaspie. Mundurowi natychmiast ujęli pirata drogowego.
Kierującym okazał się 44-letni Robert S., mieszkaniec Puław. Był agresywny, groził że pobije policjantów. Od zatrzymanego policjanci czuli silną woń alkoholu.
Nie poddał się badaniom alkomatem. Odmówił również podpisania sporządzonych protokołów.
– Dopiero w szpitalu pobrano mu krew do badań; tam krzyczał, że bije go policja. Groził również policjantom, że ma znajomości, które pomogą zwolnić policjantów z pracy – wylicza Koper.
Przed osadzeniem w policyjnym areszcie, Robert S. powiedział policjantom, że już wytrzeźwiał, wycofuje się z tego, co mówił i wszystkich przeprasza za swoje zachowanie.
Za znieważenie policjantów na służbie oraz naruszenie ich nietykalności zatrzymanemu grozi do 3 lat pozbawienia wolności.


























Kontakt:
Czepiają się szczegółów...
Czepiają się szczegółów... Przecież jechał sobie spokojnie, wg. swoich zasad. Nie patrzył na zasady, które tak naprawdę tylko utrudniają jazdę... A tu nagle pac... Policja sobie go złapała zamiast "prawdziwych" przestępców łapać. Czepiają się bogu ducha winnych kierowców!
hmmm
kolega u góry żartuje ....
Żeby ich zwolnić musiałby
Żeby ich zwolnić musiałby najpierw ich zatrudnić...
Chyba że był to sam komendant
Chyba że był to sam komendant :)