Jak jeńcy niemieccy odbudowali kościół "na górce"
Dziś o zasługach księdza Stanisława Zawadzkiego mało kto pamięta, a może nawet nikt.
Dobre wspomnienie
– Kiedy przed laty rozmawiałem z ludźmi z Kurowa, nie było kogoś, kto by coś złego o nim powiedział – opowiada Mikołaj Spóz. – Wszyscy mówili, że pomagali jemu, ale on też pomagał innym. Jednak trzeba powiedzieć, że dziś już o księdzu się trochę zapomniało. Szkoda, bo zrobił wiele dobrego – dodaje Spóz.
Ksiądz Zawadzki przypuszczalnie był jednym z duszpasterzy w Bobowiskach. Proboszczem parafii we Włostowicach został w 1941 roku.
– Do roku 1919 była to jedyna parafia dla tych terenów. Później została utworzona druga – w Puławach – mówi pan Mikołaj.
Ksiądz przyszedł do Włostowic w okresie najtrudniejszym – niemieckiej okupacji, zniszczeń, biedy mieszkańców i działalności podziemnej.
Pseudonim „Łan”
Być może ksiądz miał większą sposobność działania w konspiracji. Z racji pełnienia posługi kapłańskiej był bardziej mobilny, miał kontakt z wieloma ludźmi, wiedział do kogo można mieć zaufanie. Jednak bezsprzecznie narażał się bardzo, a może nawet był pod specjalną obserwacją. A jednak ksiądz Zawadzki był kapelanem plutonu i działał pod pseudonimem „Łan”.
– Znalazłem notatkę, wspomnienie Mariana Szczypy, dowódcy plutonu najpierw ZWZ, później AK – wyjaśnia Spóz. – Pisze, że kapelan wspierał ich i pomagał, oraz że w świątyni, w sygnaturce i kryptach kościoła we Włostowicach przechowywana była broń. Przecież niemożliwe, żeby proboszcz nie był w to zaangażowany – dodaje Spóz.
Czasy były ciężkie, a jednak dzięki zabiegom księdza i pomocy parafian w 1943 roku zostały ufundowane dla włostowickiego kościoła organy z warszawskiej firmy Kamińskiego.
– On też pomagał ludziom. Bieda była wszechobecna i na tyle co mógł, dawał wsparcie innym – dodaje Spóz.
Kościół zbombardowany
W 1944 roku zostaje proboszczem parafii w Puławach.
Puławski kościół „na górce” pod wezwaniem „W niebo wziętey Boga Rodzicy” jak głosi stary napis, wzniesiono wg. projektu Ch. P. Aignera w 1803 roku. Tutejsza parafia została powołana w 1919 roku. Do świątyni wchodzi się po jedenastu kamiennych schodach. Krawędź skarpy, na której znajduje się kościół stanowi granicę pomiędzy Wyżyną Lubelską i Niziną Mazowiecką.
– W 1939 roku, 7 września ok. godz. 17 na kościół spadły niemieckie bomby – opowiada Spóz. – Zniszczyły sklepienie, trafiły w portal, 4 kolumny upadły przed świątynię. Później blachę miedzianą z dachu i dzwon wywieźli Niemcy. Świątynia była zamknięta, opuszczona, niszczała.
Msza w kaplicy
– Dziś mało kto wie, może mało kto pamięta, że ksiądz Zawadzki wynajął pomieszczenia przy dawnej ulicy Browarnej na kaplicę – wspomina Mikołaj Spóz. – Przypuszczam, że kiedyś w tym domu mieściła się drukarnia żydowska. Później – i to dobrze pamiętam, bo pomagałem ojcu w jakichś pracach – maszyny rozebrano i zakupił je pan Józef Czech, który założył drukarnię przy ul. Lubelskiej. Co ciekawe – sądzę, że ten dom przy Browarnej należał do córki Piotra Verniera, ogrodnika Izabeli Czartoryskiej, który tu właśnie dostał od niej dużą działkę. Na całym tym zboczu są tarasy ogrodowe, które kiedyś założył ogrodnik. Pewnie Vernier wydzielił córce część działki i po zamążpójściu tu się pobudowała.
W domu, który do dziś stoi przy ulicy IV Pułku Piechoty (dawniej Browarnej) odprawiano nabożeństwa, spotykali się wierni, a był to czas trudny, tylko co front przetoczył się przez miasto zostawiając zgliszcza i ruinę. Wkrótce też represje wobec Kościoła zaostrzyły się.
– Kościół na górce był zniszczony, włostowicki też ucierpiał – dodaje Spóz.
Odbudował kościół
Wkrótce po wyzwoleniu mieszkańcy Puław ujrzeli widok, który niejednych satysfakcjonował. W stronę kościoła na górce szła grupa niemieckich jeńców z tutejszego obozu.
– Ksiądz Zawadzki zwrócił się do komendanta obozu o to, żeby skierował jeńców do pomocy przy odbudowie kościoła. Oczywiście szukał fachowców – cieśli, murarzy, blacharzy. Na pewno zgłosiło się wielu, bo dostawali godziwe jedzenie, byli dobrze traktowani, a i jak słyszałem buty czy ubranie ksiądz niejednemu załatwił. Pracowali pod nadzorem majstrów puławskich. Naturalnie w wielu ludziach była złość, bo prawie każdemu ktoś zginął na wojnie, albo poniósł inne, dotkliwe straty, jednak fakt, że jeńcy odbudowywali to, co zniszczyli, był jakimś znakiem sprawiedliwości. Odbudowana została także zabytkowa brama cmentarna i naprawione uszkodzenia kościoła we Włostowicach. Naturalnie ksiądz bez pieniędzy tego by nie zrobił. Ale w tamtych ludziach była wielka solidarność i poczucie obowiązku społecznego. Wielu zacnych obywateli finansowo wspomogło ten czyn. Wśród nich byli pan Ryszard – właściciel cukierni, Stanisław i Mieczysław Koterowie, panowie Wilczyński, Jabłoński i wielu innych przedsiębiorców czy właścicieli sklepów, których nazwisk już nie pamiętam. Pomogła też Spółdzielnia Spożywców Społem. Dość, że kościół na górce został dźwignięty ze zniszczeń.
Parafia w Kurowie
Na powitanie nowego proboszcza w 1948 roku w Kurowie zagrała parafialna orkiestra dęta. Założona w 1906 przez księdza Stanisława Siennickiego była dumą parafii. Jednak obydwie wojny światowe sprawiły, że zarówno jej skład się wykruszył, jak i instrumenty zniszczyły się. Ale na przyjęcie nowego proboszcza należało zagrać. A tym przybyszem był właśnie ksiądz Stanisław Zawadzki z Puław.
– Był na pewno znakomitym organizatorem – snuje opowieść Mikołaj Spóz. – To on odtworzył podupadły zespół, zakupił instrumenty, zaangażował kapelmistrza. Autorytet księdza podbudował wszystkich – zaczęły się regularne próby, zespół znów zaczął uświetniać wszystkie uroczystości. Pamiętajmy – wtedy mało kto miał radio, ba – na wsiach jeszcze nie było prądu i taka orkiestra była ważnym i cenionym urozmaiceniem życia. To również dzięki przychylności księdza, dzięki jego rozumieniu potrzeb tutejszych mieszkańców możliwa była zamiana i wykup działki pod przyszłą szkołę. Rozmawiałem z ludźmi w Kurowie – ci starsi, którzy go pamiętali mają o nim jak najlepsze wspomnienia. Zawsze pochylał się nad biedotą, pomagał, był przyzwoitym człowiekiem. Jego grób na cmentarzu w Kurowie jest dobrze utrzymany – widać, że pamięta się tutaj o dobrym księdzu.

























Kontakt: