drukuj

Historia żołnierskiego guzika

Anastazja Salwowska z dzieckiem na wycieczce w Janowcu

O dramatycznym losie podporucznika z Puław, opowiada Zbigniew Kiełb, historyk.

Dla poznania historii nie zawsze potrzebne są wydarzenia wielkie, spektakularne. Nie muszą o niej opowiadać pomniki czy zapiski kronikarzy. Czasem po prostu trzeba mieć pasję, wiedzę i tę umiejętność dostrzegania w rzeczach małych rzeczy wielkich. Drobiazg może zainspirować, opowiedzieć o ludziach, a te ich jednostkowe losy układają się w większą całość. Tak właśnie jak w przypadku tej opowieści o guziku od żołnierskiego płaszcza młodziutkiego podporucznika, który zginął w Katyniu. On wśród wielu...

Wydawałoby się, że ten guzik to banalny drobiazg, dodatek niezbędny do jakiegoś ubrania i tyle. Jednak jest on świadectwem, jest pamiątką, przyczynkiem jakiejś historii i dowodem, że działa się ona naprawdę.

Etos munduru

Zbigniew Kiełb, historyk z Puław cytuje wiersz Herberta: „...Tylko guziki nieugięte //przetrwały śmierć świadkowie zbrodni... „ i mówi – nie zbieram wszystkich guzików, a tylko te wyjątkowe od munduru legionisty, który przed 1918 r. walczył o wolną Polskę, od munduru żołnierza z szeregów młodego, niepodległego Wojska Polskiego, z munduru żołnierza, który w 1920 r. walczył z nawałą bolszewicką. W końcu guziki z pól bitewnych, choćby te ,,porzucone" w kampanii wrześniowej 1939 r. w bitwie pod Kockiem. Przede wszystkim jednak te po kimś, kto został wyrwany z otchłani zapomnienia. Wśród tych ostatnich jest jeden szczególny i wyjątkowy.

W tylko co wyzwolonej Polsce etos munduru był bardzo mocny. Chłopcy, którzy jeszcze byli mali wtedy, kiedy trochę od nich starsi szli pod sztandary Legionów, dobrze sobie to zapamiętali. Gdy bracia i ojcowie odeszli walczyć o Niepodległą w ich oczach zostały obrazy mundurów, karabinów, w uszach jeszcze brzmiały legionowe pieśni. Marzyli, że kiedyś zostaną żołnierzami i gdyby ojczyzna była w potrzebie bez wahania pójdą w bój.

Do Kaniowczyków

– W swoich badaniach nad przeszłością mojego rodzinnego miasta zajmuję się m.in. historią 2. Pułku Saperów Kaniowskich, który stacjonował w Puławach w latach 1921–1939 – wyjaśnia Zbigniew Kiełb. – Prowadzę także badania Zbrodni Katyńskiej i osób tam zamordowanych, a związanych z ziemią puławską oraz pobliskim Dęblinem. I tak w kręgu moich zainteresowań znalazł się młody saper, podporucznik Franciszek Kupka, który w 1938 roku dostał przydział do 2 Batalionu Saperów Kaniowskich.


Ppor. Franciszek Kupka

Kim był młody podporucznik? Wiadomo, że urodził się 17 lutego 1915 r. w miejscowości Buckgen w Niemczech. Był synem Franciszka i Julii z Nowickich. Co jego rodzice tam robili? Jak znaleźli się na tej ziemi? Dziś nie wiadomo. Może wyruszyli tam za pracą, może Franciszek Kupka senior prowadził jakąś firmę handlową. Może po prostu żyli i mieszkali na tych ziemiach, które znalazły się pod zaborem pruskim. Dość, że stać ich było na to, żeby syna – przypuszczalnie jedynaka – wykształcić w Polsce.

– Junior Franciszek Kupka ukończył gimnazjum w Jarosławiu, a rok przed wojną Wyższą Szkołę Inżynierii w Warszawie – mówi historyk. – Został skierowany do Puław, do Kaniowczyków. W 1939 r. był już dowódcą plutonu 5 kompanii kpt. Grzegorza Bożydara Gadzalińskiego.

Młody oficer wraz z kolegą – Makarym Feltynowskim zamieszkali w wynajętym pokoju w domu państwa Władysława Jana i Anastazji Salwowskich.

Na stancji

– To byli moi dziadkowie – wspomina Kamila Salwowska-Duk z Puław. – Byłam zbyt mała, żeby słuchać opowieści dziadków, ale na pewno ich przedwojennych i okupacyjnych wspomnień słuchali moi rodzice. Wiem, że bardzo ciepło i z wielkim szacunkiem mówili o tych chłopcach, którzy zamieszkali w ich domu. Przecież w chwili wybuchu wojny Franciszek Kupka miał zaledwie 24 lata. Dziadkowie bardzo ich polubili, babcia była dla nich jak starsza siostra. W każdym razie obdarzali się wzajemną przyjaźnią i zaufaniem. On, jak to było wtedy w zwyczaju, podarował dziadkom swoją fotografię. Widać na niej bardzo młodego mężczyznę z puklami włosów i młodzieńczym wąsikiem.

– Ostatecznie jako oficer znalazł się w 26 Batalionie Saperów wchodzącym w skład Armii ,,Poznań" gen. dyw. Tadeusza Kutrzeby – wyjaśnia Zbigniew Kiełb. – Z tym batalionem brał udział w walkach wrześniowych 1939 r.

Wojna

W Puławach, jak zresztą w całym kraju już było wielkie poruszenie. Wiadomo – wojna wisiała w powietrzu. Rodziny w pośpiechu wracały z wakacji, jedni opuszczali miasto inni przybywali do niego. Skrzętne gospodynie robiły zapasy na parę dni, bo przecież niemożliwe, żeby wojna – jeśli będzie – żeby trwała dłużej. U Kaniowczyków też trwały gorączkowe, acz zorganizowane przygotowania. Żołnierze wiedzieli, że to nie manewry, a bój na śmierć i życie. Jednak, entuzjazm i wiara w zwycięstwo ich nie opuszczały.

Schyłek lata był piękny tego roku. Nadchodzącą jesień zwiastowały jedynie dojrzewające kasztany, poza tym było upalnie i słonecznie.

– W ostatnich dniach tej pięknej pory, Franciszek Kupka zastukał do mieszkania państwa Salwowskich – opowiada Zbigniew Kiełb. – Drzwi otworzyła pani Anastazja. Porucznik powiedział, że idzie na wojnę, a nie ma nikogo bliskiego. Jeśli można, to u nich chciałby coś zostawić na przechowanie. Podał pani Salwowskiej swoją oficerską szablę mówiąc „jak wrócę to ją odbiorę, a jeśli nie, proszę zachowajcie ją i niech będzie w waszej rodzinie". Podobnie zachował się jego kolega Makary Feltynowski. Pozostawili u ludzi, do których mieli pełne zaufanie symbol żołnierskiego, oficerskiego honoru.

Nie wrócił

W wynajmowanych przez młodych oficerów pokojach pozostały ich inne codzienne przybory i ubrania oraz mundury galowe. Po kampanii wrześniowej por. Makary Feltynowski powrócił do Puław, odebrał szablę i zapewne inne pozostawione przedmioty.

Na powrót Franciszka czekał może jego kolega, czekali z pewnością państwo Salwowscy. Wiedzieli, że poza nimi nikt bliski nie myśli z troską o młodym poruczniku – przecież sam mówił, że nikogo takiego nie ma. Niestety czekali na próżno.

– Franciszek Kupka w niewyjaśnionych okolicznościach dostał się do niewoli – mówi Zbigniew Kiełb.

Jego rzeczy z czasem wykorzystano lub uległy zniszczeniu, zaś mundur ze względu na czasy okupacji schowano. W trudnych powojennych czasach Anastazja Salwowska odpruła guziki i inne emblematy oficerskie przerabiając mundur na codzienną kurtkę dla potrzeb domowników. Do dziś z munduru przetrwały tylko dwa guziki.

– Wychowałam się w kulcie tej szabli, choć dzieciom nie opowiadało się takich historii, szczególnie w mroku powojennej sytuacji w kraju – mówi Kamila Salwowska. – Wiem też, że w tamtych czasach szabla była pieczołowicie zabezpieczona i schowana w domu dziadków na strychu.

Pamiątki

– Zajmując się historią 2. Pułku Saperów Kaniowskich zainteresowałem się również biogramami żołnierzy tej formacji, którzy zostali zamordowani przez NKWD w 1940 r. – wyjaśnia Zbigniew Kiełb. – Uważano, że było to 6 osób spośród 30, które związane z ziemią puławską zginęły w tej zbrodni. Po dwuletnich badaniach Puławska Lista Katyńska osiągnęła w 2010 r. 146, a dziś już 150 osób. Wśród nich jest aż 46. oficerów związanych w różnorodny sposób z puławskim pułkiem Kaniowczyków. Jedną z tych osób był ppor. Franciszek Kupka. Jeszcze o nim wiele nie wiedziałem. Trzeba szczęśliwego przypadku, że podczas swoich badań i poszukiwań, w wyniku których powstała książka „Przerwane życiorysy..." spotkałem wnuczkę Władysława i Anastazji Salwowskich – Kamilę Salwowską-Duk. Ona przyniosła mi zdjęcie młodego podporucznika i opowiedziała tę historię. Zostałem zaproszony do jej rodzinnego domu, stojącego obok tego, w którym mieszkał bliski jej rodzinie kaniowczyk. Wyjęła w obecności domowników szablę, zdjęcie z autografem i guziki – mały od mankietu i duży od munduru wyjściowego. Wzruszyłem się... A oni także, gdy po 70 latach od zbrodni przeczytałem im biogram Franciszka, którego wcześniej nie znali.

Pamiętają

Zbigniew Kiełb z rodziną Kamili Salwowskiej spotkał się ponownie. I dowiedział się, że tylko tyle pamiątek po Franciszku zostało: szabla, zdjęcie, guziki...

– Powiedzieli mi wtedy – „On jest tam, w Katyniu, a tu są jedyne relikty pamięci po nim..., a ten guzik... no cóż, zapewne należał do niego. Dziadek i babcia już nie żyją, więc nie umiemy tego wszystkiego tak dokładnie opowiedzieć, ale on jest z orłem w koronie... Chcemy go Tobie przekazać za to, co robisz dla tak wielu i dla Franciszka Kupki. Dziękujemy".

Potem powstała książka „Przerwane życiorysy...", którą Zbigniew Kiełb ofiarował rodzinie. Jak powiedział – to jego książka życia, pomnik pamięci i hołd dla pomordowanych.

– A ten guzik jest mi najdroższą pamiątką i zawsze, gdy na niego patrzę widzę to zdjęcie, tę szablę i pamiętam o Franciszku także jako o jednym z bohaterów zamordowanych w Katyniu – dodaje Z. Kiełb.

Dziś w rodzinie Salwowskich pielęgnowana jest pamięć o podporuczniku Franciszku Kupce, oraz tradycja przekazywania szabli kolejnemu pokoleniu. Anastazja Salwowska, która ją otrzymała miała dwóch synów – Wiesława i Janusza. Szablę otrzymał Wiesław, który przekazał ją swojej córce Kamili. Jej syn, Jan dostanie ją zgodnie z rodzinną tradycją kultywowania pamięci o Franciszku i prawdy o zbrodni katyńskiej.

Zdjęcia

  • Anastazja Salwowska z dzieckiem na wycieczce w Janowcu
  • Ppor. Franciszek Kupka
  • Guzik

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać