Historia: Tajemnice w cieniu zamku w Janowcu
Kto raz zobaczy Janowiec, ten będzie tu wracał. Czas zatrzymał się w wąskich uliczkach miasteczka, w murach zamku, w zabytkowym kościele. Jest to miejsce wciąż nie odkryte do końca.
– Dziś turyści są wygodni – zauważa Mikołaj Spóz. – Ja odkrywałem Janowiec jeżdżąc tam na rowerze, wędrując z przyjaciółmi, z plecakiem i kanapkami na drogę. Wracałem tam, rozmawiałem z ludźmi, szukałem interesujących opowieści i ciekawych miejsc. I nigdy się nie rozczarowałem.
Spotkanie w kościele
W cichym, nieco sennym Janowcu lat sześćdziesiątych jeszcze kury przebiegały ulicą, gdzieniegdzie koza skubała krzak rosnący pod ścianą domu, dzwon kościelny dzwonił na Anioł Pański.
– Właśnie w taki letni dzień, obwieszony aparatami fotograficznymi wszedłem do chłodnej nawy kościoła – wspomina regionalista. – To świątynia o starym rodowodzie. Kiedyś była drewniana, gdzieś w XIV wieku wzniesiono murowaną, a potem ją rozbudowano. Co ciekawe, przez wiele lat w tym kościele odbywały się nabożeństwa katolickie i protestanckie, bo fundator – Andrzej Firlej był kalwinem.
Jednak do wzbogacenia wystroju świątyni najbardziej przyczynili się Lubomirscy, kolejni właściciele zamku. Na początku XVIII wieku Jerzy Dominik Lubomirski ufundował obraz do głównego ołtarza malowany przez Jana Pękowskiego. Przedstawiał on Matkę Boską z Dzieciątkiem na tęczy, która rozpościerała się nad zamkiem w Janowcu.
W kościele Mikołaj Spóz spotkał księdza proboszcza. – Był bardzo sympatyczny – wspomina pan Mikołaj. – Zobaczył, że mam aparaty fotograficzne i zaproponował, bym zrobił zdjęcie monstrancji. Wyjął ją i postawił na komodzie, w której chowane były szaty liturgiczne.
Jedyna fotografia
– Monstrancja była piękna – opowiada Mikołaj Spóz i czyta na odwrocie fotografii, którą zrobił w 1961 roku: „Monstrancja barokowa ufundowana przez Marcina Jerzego Lubomirskiego. Srebro, wysadzana kamieniami, waga 16 funtów".
Było to jedno z wielu zdjęć, które wtedy zrobił regionalista. Utrwalił m.in. wygląd ołtarza głównego, ołtarzy bocznych i obrazów. Nie spodziewał się nawet, że kiedyś te fotografie będą ważne.
– Po kilku latach dostałem wezwanie na milicję – mówi. – Okazało się, że było włamanie do kościoła i ukradziono monstrancję. Ktoś dowiedział się, że ja robiłem zdjęcia, a milicja potrzebowała fotografii. Zrobili odbitki i rozesłali po komisariatach. Sprawcy pozostali nieznani, ale kiedyś w jakiejś ówczesnej „Desie" znaleziono samą podstawę tej monstrancji, reszta zginęła bezpowrotnie. Może została przetopiona po wyjęciu kamieni?
Kilka lat później, w 1975 roku, do Spóza dociera kolejna informacja – ołtarz w kościele w Janowcu spłonął. Znów się okazało, że obraz jest utrwalony jedynie na zdjęciach.
– To bardzo dziwne. Do dziś się zastanawiam, czy wcześniej obraz nie został wycięty z ramy, a później ołtarz podpalony dla zatarcia śladów – rozważa puławianin.
Dramat Heleny
Mikołaj Spóz twierdzi, że najważniejsze są relacje z ludźmi i umiejętność słuchania tego, co mówią. Tak było wówczas, kiedy pierwszy raz wszedł do świątyni i porozmawiał z księdzem.
– Zapytałem go, czy z tą Czarną Damą to prawda, czy jest pochowana w kościele. Odrzekł, że spoczywa w kościelnej krypcie – wspomina regionalista.
Okres świetności zamku jako rezydencji magnackiej nastąpił wtedy, kiedy jego właścicielem został ród Lubomirskich. Janowiecki zamek został urządzony bogato i jak na tamte czasy wygodnie, uchodził za jeden z najświetniejszych w Rzeczpospolitej. Samych sal balowych było siedem, a komnat blisko sto. Krużganki na wzór Wawelu dekorował Włoch – Santi Gucci Fiorentino.
Ale bogactwo nie zapewnia szczęścia. Jak mówi legenda, piękna Helena, córka Lubomirskiego zakochała się w niegodnym jej ręki poddanym ojca, człowiekiem niskiego pochodzenia. Na taki mezalians Lubomirscy pozwolić nie mogli. Zamknęli dziewczynę w jednej z komnat wschodniego skrzydła zamku. Ta komnata zachowała się do dzisiaj. Jednak dziewczyna trwała w swoim uporze – ten, albo żaden. Rodzice nie chcieli ustąpić. Zrozpaczona Helena rzuciła się z okna komnaty. Jej zabalsamowane zwłoki przewieziono do Kazimierza.
Wkrótce jednak w zamku każdej nocy zaczęła się pojawiać Helena ubrana w czarną, balową suknię, taką właśnie w jakiej ją pochowano. Zrozpaczeni rodzice postanowili zabrać jej ciało z Kazimierza i złożyć w krypcie tutejszego kościoła. Lubomirscy nie pozostali w Janowcu długo. W 1783 roku, jak głosi legenda, Marcin Lubomirski przegrał zamek w karty. Nowym właścicielem został Mikołaj Piaskowski, po którego śmierci w 1803 roku zamek opustoszał i zaczął podupadać.
Biała czy czarna?
– Gdy duchowny powiedział mi, że Czarna Dama rzeczywiście pochowana jest w krypcie, zapytałem czy mogę tam zejść. Ksiądz zaznaczył, że ten właz do krypty nie był dawno otwierany i nie wie, czy nam się to uda – opowiada Mikołaj Spóz. – Ale ostatecznie kościelny odczyścił wejście i przy świetle latarek zeszliśmy.
W krypcie stały trumny, widać było szkielety albo zmumifikowanych ludzi, którzy w nich leżeli. W jednej z trumien kobieta – miała czarne włosy, widać było jakąś koronkę, ciżemki na nogach.
– To chyba była ona. W innej trumnie spoczywał ktoś w czepku na głowie – wspomina puławianin. – Wtedy nie było lamp błyskowych w aparatach, zdjęcia robiło się przy użyciu magnezji. A magnezja dawała dużo dymu. Poruszyliśmy także pewnie pył, który od stuleci w krypcie się zbierał. Dlatego musieliśmy szybko stamtąd wyjść, żeby się nie udusić.
Pan Mikołaj pokazuje fotografie zrobione w krypcie. – Historia z tą Czarną czy Białą Damą nie jest jednoznaczna – śmieje się Spóz. – Wiele tu zresztą niejasności. Jedni mówią, że Lubomirski przegrał zamek w karty i trafił on do Piaskowskiego. Inni, że mu sprzedał. Jedni mówią, że to córka Marcina Lubomirskiego Helena jest ową Czarną Damą, ale są też głosy, że to Zofia, córka Mikołaja Piaskowskiego.
Jednym ukazuje się Czarna Dama, innym Biała Dama. Zamek w Janowcu wciąż okrywa cieniem tajemnice, nawet te z kościelnych krypt.
– Myślę, że w tych krużgankach mogło się coś pokazywać. Na przykład nocą wychodził ktoś ze służby, a może z komnaty do komnaty szedł ktoś z domowników. Nie było światła, a ludzie urozmaicali sobie długie wieczory różnymi opowieściami. Im straszniejsze były, tym chętniej słuchane – domyśla się Spóz. – Ale ciekawi mnie jedno, kim naprawdę byłata kobieta, która spoczywa w kościelnej krypcie...




























Kontakt: