drukuj

Historia Puław: Tajemnice groty w Parku Czartoryskich

Domek pustelnika obok wejścia do groty

Fot. Ze zbiorów Mikołaja Spóza

O tajemniczych podziemiach w Puławach opowiada Mikołaj Spóz.

W Puławach jest wiele tajemniczych miejsc. Jedne chowają swój sekret do dziś, inne uchyliły nieco rąbka, ale nie do końca, a tylko tyle, żeby zaintrygować, przestraszyć, urozmaicić wycieczkę. Tak jest z grotami, które pamiętają czasy księżnej pani.

Groty i niezbadane korytarze zawsze budziły ciekawość i dreszczyk emocji. Szczególna atmosfera, tajemnica, ciemność, stopień trudności – to podnosiło poziom adrenaliny i dodawało miejscu, a także samej wyprawie niezwykłego klimatu. Tak też jest w Puławach, w grocie, jaką kazała przysposobić dla swoich potrzeb księżna Izabela.

Duch rozwiązuje sieci

Mikołaj Spóz zaczyna swoją opowieść: – Podczas wiatru drzewa posadzone w puławskim parku przez ogrodników księżnej Izabeli szumiały złowrogo. Wrony wzbijały się z głośnym krakaniem. Ale wiosną było inaczej, sielsko – bliżej wiślanej łachy słowiki śpiewały głośniej. Księżna była romantyczna i lubiła chodzić tam rozmyślać w miejscu półdzikim, odludnym, tajemniczym. Na końcu dróżki, pod nawisem głazów było wejście do czeluści niezwykłej groty.

Zza ściany zieleni porastającej stromą skarpę, chylącą się ku przepaści, prześwituje w dole lustro wody. W wodorostach dzikie kaczki zastygły nieruchomo i kołyszą się bezwolnie na leniwej, zielonkawej fali łachy wiślanej. Po wodzie rozchodzą się kręgi deszczu. Rybacy łowiący tu ryby wyciągnęli łódki na brzeg. Schronili się do groty przed ulewą, nie zwracając uwagi na starca, który ze swojej pustelni – tuż obok groty – wychylił siwą głowę.
Usiedli w głębi korytarza i posilali się pajdą razowego chleba.
– Raptem z głębi korytarzy, przez szum deszczu dobiegło do nich wołanie – „rozwiązać, rozwiązać!" Oglądają się dookoła – nikogo nie ma – zaczyna legendę Mikołaj Spóz. – Za jakiś czas to się powtarza. Wreszcie jeden zniecierpliwiony krzyczy – „a do diabła, rozwiązuj sobie!". Deszcz przestał padać, pora zbierać się na połów. Wsiadają do łodzi, chcą wyciągać sieci, a tu tylko kłębki sznurków wydobywają z wody. Wszystkie sieci zostały rozwiązane. Wiadomo, zrobił to duch groty – śmieje się Spóz.

Opłacany pustelnik

Groty powstały jako wyrobiska kamienia. Księżna wykorzystała je do zrobienia sieci tajemnych przejść, korytarzy, głębokich nisz.

Wchodzi się w ciemność gęstą jak smoła. Pod stopami grunt jest nierówny; miękki albo kamienisty. Raz schodzi się w dół, by za chwilę wspinać się pod górę. Ale powietrze jest czyste, nie nasiąknięte wilgocią albo stęchlizną. Legenda mówi, że korytarze prowadzą pod Wisłą aż do samego Kazimierza.

– Księżna była romantyczką – mówi Spóz. – Wykorzystała naturalne wyrobisko do zbudowania oryginalnego miejsca, w którym odbywały się tajemne spotkania, towarzyskie schadzki, filozoficzne i patriotyczne dyskusje, a może w mroku korytarzy ogniste romanse. Obok zbudowała chatkę pustelnikowi. Mieszkał w tej pustelni stary dziad, oczywiście odpowiednio zadbany i ubrany, zapewne opłacany przez księżnę, który nawet kozy trzymał żeby uprawdopodobnić scenerię. Zawsze był w zasięgu wzroku, gdy jaśnie pani prowadziła gości. Przodem szli pachołkowie z pochodniami oświetlając wąskie i niebezpieczne ścieżki.

U wejścia do grot był otwór, przez który było widać leżącą pumę – strażniczkę tego miejsca, która przydawała temu grozy i strzegła tajemnicy. Puma z białego marmuru kararyjskiego jest dziś przechowywana w Domku Gotyckim.

Modlą się czy flirtują?

Przed jaśnie panią i orszakiem, który za nią podążał, pachołkowie nieśli pochodnie, niektórzy kaganki. Ściany były gdzieniegdzie okopcone, miejscami przykryte kobiercami, podobnie jak nisze, w których arystokratyczne towarzystwo się rozsiadało przeżywając nastrój, a może flirtując?
Po długim spacerze labiryntem korytarzy orszak dochodził do dużego pomieszczenia, w którym znajdowała się kaplica zakończona kamiennym ołtarzem.

– Na starej rycinie, być może autorstwa Norblina, widzimy ten ołtarz z krucyfiksem i napisem „O Boże w Tobie nadzieja" – Mikołaj Spóz pokazuje rycinę. – Jednak chyba nie było to miejsce kultu religijnego, a raczej wyciszenia, zadumy, chociaż XIX-wieczne zapiski mówią o „starcu okrytym srebrzystym włosem", który miał się tu modlić. Być może traktowano to różnie – dla jednych był to naprawdę poświęcony ołtarz, dla innych symbol.

Jednak Mikołaj Spóz uważa, że wiele lat później odbyło się tu ważne spotkanie i wtedy na pewno przysięgano w imię Boga.

– Jestem przekonany, że groty były miejscem spotkań spiskowców i patriotycznej młodzieży przed Powstaniem Styczniowym – mówi. – W mieście było pełno szpicli i żandarmerii, a jednak jakaś konspiracja musiała być. Ze źródeł wiemy, że młodzi przed wyruszeniem do powstania składali przysięgę. Uważam, że mogli składać ją tylko tu, bo w parku byłoby to zbyt widoczne, jawne i niebezpieczne. Myślę, że wtedy, styczniowej nocy spotkali się przed tym właśnie ołtarzem, a później ruszyli do oddziałów Frankowskiego.

Rekonstrukcja ołtarza

– Kiedyś nie było takiego wandalizmu jak dziś – ubolewa Spóz. – W zasadzie dewastacja zaczęła się wraz z napływem do Puław ludności i boomem przemysłowym. Wiem, że jeszcze przed wojną był ten ołtarz. Był większy szacunek dla pamiątek historycznych. Po wojnie już wszystko zniszczono.
Groty z ołtarzem są niezwykłym zabytkiem w całym zespole pałacowo-parkowym.

– Nie można było tego tak zostawić – zauważa Spóz. – Postanowiłem na podstawie posiadanej ryciny zrekonstruować ołtarz. Włączyło się do prac wielu pasjonatów i ludzi dobrej woli. Pani Anna Kuzioła z Bochotnicy dała kamień, Andrzej Ostaszewski, Marek Kowalik i Jerzy Kozak z Czemiernik za darmo wykonali prace murarskie, tabernakulum zrobił Tadeusz Dymkowski z Góry Puławskiej. I tak, wspólnym wysiłkiem kaplica odzyskała pierwotny wygląd. Tylko z duchem były kłopoty – śmieje się Spóz. – Chociaż podobno ten prawdziwy nie opuścił grot i gdy zgaśnie komuś latarka, widać jego białą postać w zakamarkach korytarzy.

Długość korytarzy wynosi 140 metrów. Najwęższe mają szerokość 1,2 m, najszersze 3,2 m. Miejscami przechodzą w niewielkie komory. Zostały w nich autentyczne filary, które zabezpieczały przed zawaleniem stropu. Wzmianki o grotach znajdują się już w zapiskach z XVIII wieku. Wybierano z nich materiał kamienny.

– Kamień z czasów księżnej różni się nieco od tego, jaki posłużył do uzupełnień w czasie rekonstrukcji groty – wyjaśnia Spóz. – Jednak do dziś zachowały się zagłębienia, w których palono kaganki żeby oświetlić korytarze. Po prostu w lekko wystającym ze ściany kamieniu żłobiono miseczkę, do której wstawiano kaganek. Trzeba uważnie się przyjrzeć, żeby dostrzec smugi na ścianie powyżej. Może pochodzą z czasów księżnej Izabeli, która tu szukała samotności i skupienia. Miałyby dwieście lat. Mieszka tu dziś kilkadziesiąt nietoperzy, też z gatunków wpisanych do Czerwonej Księgi. Dobrze chowają się przed ciekawskimi. Tylko pustelnika nie ma. Może był mało opłacany?

Zdjęcia

  • Domek pustelnika obok wejścia do groty
  • Rysunek przypuszczalnie Norblina z widocznym napisem na ołtarzu
  • W takim stanie była grota w 1955 roku
  • Murarze pomagają odbudować ołtarz

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Gruby
Gruby pon., 2010-12-13 08:06

W czasach mojego dzieciństwa w jednej z grot stało metalowe

łózko. Sam szkielet, bez materaca.
Pamiętam z opowieści rodzinnych, że podobno gdy w 1944 r. przez pPuławy przewałal sie front, niektorzy z mieszkańców, w tym takze moja babcia, schronili się w grotach.

„Gruby” - * - CETERUM CENSEO KACZYZM ET ZIOBRYZM ESSE DELENDAM!!!
kropkaka
kropkaka pon., 2010-12-13 09:30

Pani Mari Kolesiewicz

Dziękuję za te wszystkie artykuły, które przenoszą nas w odległą przeszłość jak w zaczarowany inny świat słowami p.Spóza.
Historie kierowane raczej do starszego pokolenia, które nie korzysta z internetu, ale można je przeczytać w Dzienniku Wschodnim. Polecam.

audikom
audikom pon., 2010-12-13 11:13

połączenie z ołtarzem .

Jako małolat z kolegami zwiedzaliśmy grote pod świątynia Sybilli.
Podeszliśmy od spodu pod ołtarz w świątyni .
Było tam takie wąziutkie przejście do ołtarza z drobnymi schodeczkami że nawet my szczuplutkie chłopaczki nie mogliśmy się tam przecisnąć .
Do tej pory frapuje mie po co było to połączenie z ołtarzem .

KK