drukuj

Historia Puław: Tajemnica zaginionej kasy w Powstaniu Styczniowym

Tajemnica zaginionej kasy w Powstaniu Styczniowym

Fot. Ze zbiorów Mikołaja Spoza

O nieznanym epizodzie powstańczego zrywu opowiada Mikołaj Spóz, regionalista z Puław.

Powstanie Styczniowe jest tak odległe, a przecież niektóre wydarzenia tamtego okresu wciąż są tajemnicze, wzbudzają emocje, a nawet prowokują do dziwnych zachowań. Tak zapewnie jest w wielu miejscach, więc dlaczego w Puławach miałoby być inaczej? Niewyjaśnione historie, rzekome skarby ukryte w ziemi wciąż pobudzają wyobraźnią.

– Tak było z pieniędzmi zdobytymi w pierwszych dniach powstania przez oddział Frankowskiego – wyjaśnia Mikołaj Spóz. – Jeszcze do niedawna byli ludzie, którzy ich szukali. O sprzeniewierzenie posądzony był nawet Józef Broniewicz, który wyniósł te pieniądze z okrążenia. Jestem absolutnie przekonany, że tak nie było.

Mityczny skarb

– Znałem dobrze Jurka Broniewicza – wnuka tamtego powstańca – mówi pan Mikołaj. – Nie raz rozmawialiśmy o tych wydarzeniach. Sam się śmiał, że chciałby odnaleźć ten rzekomy skarb. Przychodzili tam różni poszukiwacze, kopali, szperali, nic nie znaleźli. Dziad Jurka – Józef Broniewicz, właściciel folwarku „Walencja" w Kazimierzu Dolnym żył niezwykle skromnie. Jak patrzę dziś na fotografie domu w którym mieszkał do końca swoich dni, to widzę, że to jakaś chłopska chałupa, tak był mizerny. Jest pewne, że gdyby choć część pieniędzy przywłaszczył, jego dom nie byłby aż tak ubogi.

Jak pieniądze znalazły się w rękach Józefa Broniewicza? Trzeba cofnąć się do wydarzeń stycznia 1863 roku, kiedy doszły do miasta słuchy o wybuchu powstania i gruchnęła wieść, że Puławy otoczyli Rosjanie. Studenci się burzyli.

Wójt gminy złożył 24 stycznia 1863 roku raport, że „studenci tutejszego instytutu dość licznie zebrani kupią się po ulicach osady głosząc, iż wojsko otoczyło Puławy". Ostatecznie okazało się, że to oddział Leona Frankowskiego krąży po okolicy. Ale wójt też nie wiedział, że młodzi spotkali się już poprzedniej nocy i przysięgli.

Na śmierć i życie

– Niektóre źródła podają, że studenci zebrali się w nocy z 22 na 23 stycznia w parku przy świątyni Sybilli i tam złożyli przysięgę. Wątpię jednak, czy tak mogło być – uważa Mikołaj Spóz, – Przecież było tu dużo wojska rosyjskiego i z pewnością takie zgromadzenie byłoby szybko zauważone i spacyfikowane. Wiadomo też, że nauczyciele i profesorowie starali się odwieść młodzież od udziału w powstaniu, na pewno któryś wiedział o ich zamiarach. Ja jestem przekonany, że złożyli przysięgę w kaplicy, w grocie. To było na uboczu, wejście ukryte pod drzewami, na skraju skarpy. Tam w grocie był wtedy stół ofiarny z napisem „OBoże w Tobie nadzieja" zbudowany na plecenie księżnej. Po Powstaniu Styczniowym władze dowiedziały się o tym incydencie zniszczyły ołtarz, zrujnowały wnętrze, żeby nie pozostała żadna pamiątka po tym zrywie patriotycznym. To znamienne, bo kaplica w grocie istniała od czasów księżnej Izabeli i zaborcom przez trzydzieści lat nie przeszkadzała, aż do1863 roku.

Kilka lat temu Mikołaj Spóz odtworzył ołtarz na podstawie zachowanego rysunku (być może Norblina). Pomógł Instytut dając materiał, a murarze aż z Czemiernik wykonali pracę społecznie.

Dość, że studenci Instytutu 22 stycznia złożyli przysięgę braterstwa i walki z caratem na śmierć i życie, i znikli w ciemnościach nocy.

Z czym do bitwy

W te styczniowe śnieżne i mroźne dni poubierani jak się da – jedni w półkożuszkach, inni nawet w ułankach, studenci przedarli się do oddziału Frankowskiego uzbrojeni w 2 strzelby myśliwskie, 2 pistolety i 1 pałasz.

– Przeważnie mieli z sobą kije, noże kuchenne – wyjaśnia M. Spóz. – Szli w kierunku Kazimierza, po drodze dołączyło do nich kilku mieszkańców Włostowic. Wśród powstańców był młody Adam Chmielowski, późniejszy Brat Albert.

– Pod Kurowem stoczyli wygraną potyczkę z zaborcą i zdobyli furgon ze znaczną sumą rubli – mówi Mikołaj Spóz. – Potwierdza to raport Lubelskiego Gubernialnego Urzędu Pocztowego z 1863 roku, w którym czytamy, że „...poczta pieniężna w furgonie pocztowym z Warszawy do Lublina idąca, będąc napadnięta pod Kurowem przez kilkudziesięciu zbrojnych ludzi rozbita została i wszystkie pieniądze zabrane...". W kasie było około 48 tys. rubli i padły one łupem oddziału Frankowskiego.

Do niewoli wzięli wtedy kapitana żandarmerii w Lublinie niejakiego Gauerta, człowieka podłego, który budził powszechną pogardę i nienawiść. Frankowski upojony zwycięstwem w szlachetnym odruchu darował mu wolność. Był młodym przywódcą brawurowym, niedoświadczonym, może zbyt wierzącym we własne siły i w to, że kolejne zwycięstwa przyjdą łatwo, a pieniądze, jakie teraz mieli, dawały mu poczucie władzy i bezpieczeństwa.

– Po nabożeństwie, pobłogosławieni w kościele włostowickim przez proboszcza Feliksa Kuleszę ruszyli do Kazimierza – mówi Spóz.– Ksiądz Kulesza miał tutaj ojca. Sam zmarł tragicznie. Był chory, leżał, może był po wylewie, bo kiedy przewróciła się świeca nie zareagował. Zaczęło się palić i ksiądz został poparzony śmiertelnie. Wydaje mi się, żez nalazłem jego grób. Że może to być ta katakumba, do której zdołałem wsunąć tylko rękę z aparatem. Na zdjęciu widać, że stoją tam dwie trumny – jedna rozsypana, druga zachowana. Czy może to być grób księdza i jego ojca? To jedna z zagadek – zastanawia się Spóz. – Ale wróćmy do powstańców – mówi.

Wkraczają Rosjanie

Kazimierz Dolny, położony nieco na uboczu, oddalony od Lublina, wydawał się bezpiecznym siedliskiem dla powstańców. Na kazimierskim rynku Leon Frankowski wygłosił płomienne przemówienie do zebranych. Mówił – „na co wam karabiny, z kijami zdobędziemy na Rosjanach karabiny, z karabinami armaty, a z tymi Modlin i Warszawę". Rzeczywiście w Lublinie Rosjanie dopiero po tygodniu dowiedzieli się, że jest tam kilkuseto sobowyoddział powstańczy i nie mieli zamiaru tego tolerować.

Dowództwo oddziału zatrzymało się w dworze „Walencja", w folwarku Józefa Broniewicza, jednego z najstarszych, którzy przystąpili do powstania.

– Według przekazów pieniądze zdobyte pod Kurowem dały zbyt wielką pewność młodym – opowiada Spóz. – Nawet bawili się, niektórzy lubili wypić, ale już o wystawieniu warty nie pomyślano. Tymczasem z Lublina wyruszyli Rosjanie – piechota i oddział Kozaków. Gdy doszła ta wiadomość do powstańców, nie pozostało już nic innego jak tylko wycofać się. Część zdążyła przedostać się na drugą stronę Wisły, część ruszyła innymi drogami w kierunku na Sandomierz i Dwikoz. 2 lutego Rosjanie wkroczyli do folwarku „Walencja" i zrównali wszystko z ziemią. Zostały jedynie dwie chałupy. Do jednej z nich, ale już po wyzwoleniu, przytwierdzono pamiątkową tabliczkę informującą, że tam mieściło się dowództwo powstania. Józef Broniewicz zdołał wymknąć się z pułapki i przedostać z grupką towarzyszy do oddziału Langiewicza, któremu przekazał pieniądze. Po upadku powstania wrócił do Kazimierza, ukrywał się i zdołał uniknąć aresztowania. Nikt go nie wydał. Później do końca swoich dni mieszkał w jednej z ocalałych chałup. Czy gdyby uszczknął coś z powstańczej kasy pędziłby tak skromne życie?

Tragiczna klęska

Pod Słupczą Rosjanie dopadli powstańców i rozgromili ich.

– Tragiczna jest historia Frankowskiego, który został ranny – opowiada Spóz. – Przewieziono go do Sandomierza, żeby go leczyć. I tam rozpoznaje go żandarm Gauert, któremu Frankowski kiedyś darował wolność i donosi o tym władzom. Aresztują go i przewożą do Lublina. Matka Frankowskiego prosiła władze carskie, żeby zmieniono wyrok na honorową śmierć przez rozstrzelanie, jednak nie uwzględniono tej prośby i Frankowski został powieszony. Miał zaledwie 20 lat. Adam Chmielowski walczył później w oddziałach Langiewicza, w jednej z bitew stracił nogę. Wstąpił do zakonu, został beatyfikowany. Jest patronem Puław.

Każdego roku w rocznicę Powstania Styczniowego Puławskie Towarzystwo Tradycji Narodowych zapala znicz pod tablicą wmurowaną w ścianę pałacu, upamiętniającą wymarsz studentów.

– Tablica z napisem „1863. Pamięci studentów Instytutu Puławskiego poległych za wolność ojczyzny. 1938" została wmurowana w wolnej ojczyźnie – dodaje Mikołaj Spóz. – Z naszej inicjatywy wzniesiono pomnik Brata Alberta. Do jego wnętrza składamy małe urny z ziemią zebraną z miejsc pól bitewnych powstania. Odwiedzamy mogiły tych, którzy zginęli w bitwach i potyczkach. Także Józefa Brodniewicza.

Zdjęcia

  • Tajemnica zaginionej kasy w Powstaniu Styczniowym
  • Tajemnica zaginionej kasy w Powstaniu Styczniowym
  • Tajemnica zaginionej kasy w Powstaniu Styczniowym

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać