Historia Puław: O zbrodni na wale wiślanym
Styczeń tamtego roku był podobny do dzisiejszego. Szary i bezśnieżny, ponury. Ponury też dlatego, że kraj był pod okupacją. Wszędzie panował terror, w Puławach też. Jeszcze się mieszkańcy nie otrząsnęli z tego tragicznego wydarzenia, jakim była likwidacja obozu pracy dla Żydów jesienią 1943 roku. Obóz mieścił się obok tartaku. Żydzi stawili zbrojny opór, doszło do walki, większość z nich została przez Niemców zamordowana.
Jeszcze ludzie w pamięci mieli deportację Żydów, mieszkańców Puław na początku okupacji, kiedy zimą, po najpiękniejszych ze świąt – Bożym Narodzeniu, pędzono ich środkiem ulicy, a później mieli zginąć w obozach koncentracyjnych. 17 stycznia 1944 roku zdarzyła się następna zbrodnia.
Egzekucja
– 17 stycznia 1944 roku Niemcy otoczyli puławskie ulice i pędzili ludzi w stronę Wisły – mówi Robert Och, historyk. – Akurat był to dzień targowy i ruch w mieście był duży, więc popędzali mężczyzn i baby z tobołkami, młodych i starych, chłopów z okolicznych wsi, którzy przyjechali na jarmark. Na początku nie było wiadomo w jakim celu, więc strach i panika były ogromne.
– Pamiętam, że byłem z ojcem w mieście, jak to się zaczęło – wspomina Mikołaj Spóz, puławski regionalista. – Ojciec jednak uważał, że nic dobrego ze strony Niemców nie mogło nikogo spotkać i udało mu się skręcić w stronę domu Broniewicza i ogrodów. Pewnie jakiś Niemiec to widział, ale zobaczył mężczyznę z dzieckiem i dał spokój – nie strzelił. Udało nam się miedzy płotami, przez ogrody uciec do domu.
Tymczasem cała ulica i skarpa nasypu drogi prowadzącej do mostu obstawiona była własowcami uzbrojonymi w karabiny ręczne i maszynowe. Po godzinie stania, milczący tłum zobaczył żandarmów niemieckich prowadzących więźniów skutych po dwóch kajdankami.
– Kazano im kłaść się czwórkami, twarzą do ziemi, a następnie mordowano ich strzałami w tył głowy – dodaje Robert Och. – Tych, którzy dawali jeszcze oznaki życia dobijał z pistoletu stojący opodal hitlerowiec.
W czasie tej ponurej egzekucji słychać było tylko suche wystrzały karabinów i pistoletów. Nikt ze skazańców nie wydał głosu, gdyż Niemcy wcześniej zagipsowali im usta, a ludzie też stali w ciszy porażeni grozą, strachem, współczuciem.
Na wale wiślanym rozstrzelano 35 Polaków przywiezionych Zamku lubelskiego.
– Kim byli? – zastanawia się Robert Och. – Znalazłem trochę informacji o rozstrzelanych. W większości byli to żołnierze. Z BCh – Władysław Łokisz, Stanisław Piskorski, Piotr Semerowicz, Jan Madej, z AK Kazimierz Stachowiak, Stanisław Kotelba. O tym ostatnim wiem, że był kolejarzem. Tragedia dotknęła rodzinę Antoniego Wardy ze Skowieszyna. On został aresztowany w 1943 roku razem z żoną i dwoma córkami przewieźli go na Zamek Lubelski. Tam odebrano im młodszą dwutygodniową córeczkę. Wardę rozstrzelali w Puławach, jego żonę Genowefę, rozstrzelano na Majdanku, a starsza córka została zwolniona z więzienia.
– Wśród rozstrzelanych mogli być również zakładnicy, których brano w odwecie za akcje przeciw Niemcom – dodaje Mikołaj Spóz. – Byli tam także ludzie spoza powiatu puławskiego – po jednej osobie z Radzynia, Warszawy, Krasnegostawu.
Szukają mogił
Jak dodał Robert Och, historia zakładników przywiezionych z Zamku Lubelskiego i rozstrzelanych w Puławach nie kończy się jednak na dniu zbrodni. Okazuje się, że nawet po śmierci ich ciała nie zaznały spokoju.
Niemcy rzucają ciała pomordowanych na wozy i jadą do lasu w Wólce Profeckiej.
– Podobno krew przeciekała przez szpary wozów i kapała na ziemię – opowiada Mikołaj Spóz. – W tym milczącym tłumie znalazł się jednak jeden cyniczny, bezduszny człowiek i podobno miał powiedzieć coś niewłaściwego, nawet nie chcę tego powtarzać – wzdryga się Mikołaj Spóz. – Później musiał wyprowadzić się z Puław. Ludzie szykanowali całą jego rodzinę, smarowali mu szyby, ściany domu i ogrodzenie na czerwono, robili różne szkody w obejściu, niemal opluwali go.
W lesie Wólki Profeckiej, chociaż dopiero był luty, czuć było nadchodząca wiosnę. Ziemia nie zamarzła tej zimy i lada moment mogły spot zbutwiałych liści wyjrzeć pierwsze źdźbła trawy. A przecież zmierzch zapadał szybko i noce były jeszcze ciemne. Jednej z takich nocy w pobliżu gajówki Juliana Banderowskiego kręciło się kilka postaci. Czasem zabłysło jakieś światło, czasem usłyszeć było można jak łopata wbija się w ziemię.
– W kilka dni po egzekucji Stefan Rodak ps. „Rola", komendant BCh podobwodu Puławy, wydaje rozkaz dokładnego ustalenia miejsca pochówku rozstrzelanych zakładników – mówi historyk. – Zadanie to powierzono Aleksandrowi Piskorskiemu ps. „Kruk" i Henrykowi Polakowi ps. „Wrzos" z Wronowa, a nie było to łatwe.
Niemcy z właściwą sobie perfekcją zamaskowali groby rozrzucone w promieniu co najmniej 150 metrów. W ich zlokalizowaniu pomagali gajowi Bronisław Noworolnik i Julian Banderowski. Odnaleziono16 zamaskowanych mogił.
Ekshumacja
Mówiło się, że to „Roli" bardzo zależało na tym, żeby odnaleźć grób szwagra. Jednak to nie tak. Wszystkim rodzinom pomordowanych na tym zależało, bo każdy chce znać miejsce pochówku osoby bliskiej, wyprawić pogrzeb, zapalić znicz.
Tej ciemnej nocy w lutym grupa żołnierzy BCh dowodzonych przez „Rolę" kręciła się wokół gajówki. Przy mdłym świetle latarek i kaganków kopali we wskazanych miejscach. Po odkopaniu dwóch pierwszych mogił okazało się, że znajdujące się w nich cztery ciała są praktycznie nie do rozpoznania. Żołnierze wycofali się z lasu. Należało się zastanowić, co dalej. Podjęto decyzję, że należy ekshumować wszystkie ciała, złożyć je w jednym wspólnym grobie, tak aby w przyszłości, kiedy Polska będzie wolna, mógł na nim stanąć pomnik.
Jednak można się było podjąć tego zadania dopiero w maju 1944 roku. Już przetaczał się front i Niemcy może tak nie pilnowali. Rozpoczęły się przygotowania do akcji.
– Na miejsce zbiórki wyznaczono wieś Wronów – opowiada Robert Och. – Powiadomiono członkinie Ludowego Związku Kobiet oraz żołnierzy BCh z pobliskich placówek.
W majowy, pachnący wieczór, który powinien skłaniać do romantycznych uniesień, nikomu nie były w głowie takie sprawy. Dominowały smutek, niepokój, żałoba. Do wsi zaczęły zjeżdżać wozy konne załadowane drewnianymi skrzyniami. Zjawiła się także grupa żołnierzy AK dowodzona przez Mariana Sikorę ps. „Przepiórka". Dowództwo nad całością akcji objął Stanisław Kęsik ps. „Ster".
Po przybyciu do lasu grupa ochotników przystąpiła do wydobywania ciał i składania ich po dwa do przygotowanych skrzyń. Cała akcja zakończyła się około północy, a uczestnicy wrócili do Wronowa, gdzie w pobliskim lesie przygotowane zostało miejsce na wspólną mogiłę.
Robert Och cytuje wspomnienia Henryka Polaka, uczestnika tamtych wydarzeń, żołnierza BCh, którego po latach odwiedzili razem z Mikołajem Spózem: „Złożone do grobu skrzynie, zostają zasypane żółtym piaskiem, na wierzch nagarniamy igliwia i mchu do pewnego stopnia maskując miejsce świeżej zbiorowej mogiły. Dziewczęta z LZK składają wieńce uwite poprzedniego dnia z gałązek jodły. Wozy i przybyłe oddziały kierują się w okolice Bałtowa. Akcja uwieńczona powodzeniem zostaje zakończona". Na mogile stanął skromny brzozowy krzyż.
Pamiętamy
Dopiero na wiosnę 1945 r. na grobie staje solidny, wysoki, sosnowy krzyż wykonany przez gospodarzy mieszkających w części Wronowa przylegającej bezpośrednio do lasu. Natomiast miejscowa młodzież buduje dookoła mogiły drewniane ogrodzenie. Nie było to jednak ostateczne miejsce spoczynku pomordowanych.
– Wiosną 1946 roku ekipy sanitarne porządkujące tereny przyfrontowe wydobyły ciała ze wspólnej mogiły i przewiozły je w nieustalone miejsce! Prawdopodobnie złożono je na cmentarzu wojennym w Puławach – dodaje Robert Och.

Cmentarz wojenny przy ulicy Piaskowej - ostatnie miejsce spoczynku zamordowanych
Po wojnie wraca do Puław Antoni Łopatek, żołnierz AK, aresztowany przez Niemców w 1943 r. i osadzony w więzieniu gestapo mieszczącym się w klasztorze Reformatów w Kazimierzu. Po ciężkim śledztwie Łopatek zostaje wysłany do obozu na Majdanku, przebywa w obozach koncentracyjnych Gross-Rosen i Flossenburg. Po powrocie do domu Łopatek wstępuje do powstającego w Puławach oddziału Związku Byłych Więźniów Politycznych Obozów Koncentracyjnych. W tym środowisku rodzi się myśl upamiętnienia zbrodni dokonanej przez Niemców na wale wiślanym. Zawiązał się komitet budowy pomnika, ale z uwagi na napotykane trudności, postanowiono na razie postawić w miejscu egzekucji krzyż. Dębowy krzyż wykonany w zakładzie stolarskim Józefa Zakrzewskiego mieszczącym się przy ulicy Lubelskiej.
15 sierpnia 1947 r. w kościele garnizonowym ks. Zygmunt Adamczewskiego, został poświęcony i na ramionach wiernych przeniesiony na miejsce egzekucji. Na krzyżu umieszczono tabliczkę z napisem: „W tym miejscu 17 stycznia 1944 roku okupanci hitlerowscy rozstrzelali publicznie 35 Polaków, uczestników ruchu oporu".
– Z ostatecznym ustaleniem liczby rozstrzelanych mamy kłopot – zauważa Robert Och. – Ta tabliczka informuje o 35 osobach. W obwieszczeniu widniało 28 nazwisk. Ale jest też wiersz napisany na okoliczność tej tragedii, w którym mowa o 30 osobach.

Tabliczka na krzyżu - rok 2004
Przyszedł rok 1957, czas odwilży i wielkich nadziei. Antoni Łopatek, ponownie rozpoczął starania zmierzające do postawienia pomnika ku czci pomordowanych Polaków. Projekt wykonali Zygmunt Węgorzewski i Aleksander Brühl. Przed wałem usypano nasyp na którym umieszczono pomnik wykonany z betonu z napisem informującym o wydarzeniach z 1944 roku. Po raz kolejny na wale zgromadziły się setki Puławian. Minęło kilkadziesiąt lat i widoczny wcześniej z mostu pomnik zarósł krzakami, nadgryzł go ząb czasu.
W 2004 roku środowisku działaczy Puławskiego Towarzystwa Tradycji Narodowych powstała inicjatywa aby z okazji 60 rocznicy zbrodni, umieścić na pomniku tablicę z nazwiskami zamordowanych mieszkańców Ziemi Puławskiej, a betonowy pomnik zastąpić granitowym. Udało się też ustalić 28 nazwisk.
W 2011 roku rozpoczął się nowy rozdział w historii pomnika. Z powodu rozpoczęcia budowy portu na Wiśle krzyż i pomnik zostały zdemontowane. Po zakończeniu budowy zostaną umieszczone na poszerzonej koronie wału, tuż obok planowanego ciągu spacerowego.
– Nie mają pomnika ani tablicy upamiętniającej ich męczeństwo, przynajmniej tym artykułem oddajmy cześć pomordowanym – mówi Robert Och.





























Kontakt:
Wielkie dzięki za przypomnienie tej tragicznej historii
Czy można prosic o uzupełnienie informacji zawartych w artykule - chociażby w formie komentarza - o listę zamordowanych?
A swoja drogą, czy ci, ktorzy chcą zamknąć parking przy WKU
interesowali sie tym pomnikiem, który przez wiele lat stał zapomniany w otoczeniu śmieci i syfu, tak wielbionego przez niedoszłego prezydenta miasta, byłego starostę, a obecnie radnego powiatowego? :-(((