drukuj

Historia Puław: O generałowej z francuskiego dworu

Z wielkiego świata do Puław

Tamte Puławy dawnych lat musiały być prawdziwie piękne, zielone z rozległymi widokami het, aż na drugą stronę Wisły. Pośród starannie utrzymanego parku rozłożył się pałac Czartoryskich i osobliwe budowle osady wzniesionej dla potrzeb materialnych i duchowych arystokracji.

Oczywiście miasto było już inne po wyjeździe stąd Izabeli i jej małżonka, ale jednak wciąż promieniowało życiem intelektualnym, chociaż późniejszy historyk – M. Kukiel swój artykuł o tym zatytułował wymownie– „Banicja księcia Adama Czartoryskiego i katastrofa Puław".

Z wielkiego świata

Można jednak zaryzykować, że rozumiejąc położenie Czartoryskich, ale tez powinność patriotyczną, przyjeżdżali tutaj ludzie oświeceni. Tak było zaraz po upadku powstania, tak było w latach późniejszych. W pamięci mieszkańców zapisała się bardzo pozytywnie Barbara Czernoff, która tutaj przyjechała uczyć rysunku w Aleksandryjskim Instytucie Wychowania Panien. Stąd przecież w latach późniejszych do powstania wyruszył Adam Chmielowski – późniejszy Brat Albert, tu mieszkała rodzina Bolesława Prusa i on także tu przebywał.

– Do tych zielonych Puław, głośnych z powodu tutejszej przyrody, przyjechała generałowa Łucja z ks. Giedroyciów Rautenstrauchowa – zaczyna opowieść Mikołaj Spóz. – Przypuszczalnie bywała w świecie dama wiedziała już coś o tym miejscu, ponieważ nazwisko Czartoryskich było głośne, a pamięć o ich pobycie i dokonaniach świeża. Generałowa była znakomitością swoich czasów. Jej obecność tutaj odnotowano w 1847 roku, a więc kilkanaście lat po tym, kiedy po powstaniu listopadowym wyjechali stąd Czartoryscy, a represje i rusyfikacja dawały się we znaki. Ona była jedną z tych dam, które postanowiły ożywić życie kulturalne Aleksandrii, skupić wokół krąg towarzyski i młodzieży tak dla intelektualnej wymiany myśli, jak ze względów patriotycznych.

Tak, generałowa była osobowością. Do upadku Cesarza przebywała na francuskim dworze Józefiny w Paryżu, pisała powieści sentymentalne, podróżowała. Spisywała wrażenia i notatki z peregrynacji po Europie.

– Właśnie do Puław przyjechała taka niezwykła postać, znana i podejmowana przez europejskie dwory – opowiada Spoz. – Wyszła za mąż za generała Józefa Rautenstraucha, ale małżeństwo wkrótce znalazło się w separacji. Generał miał wprawdzie za sobą piękną przeszłość u boku Napoleona, ale podobno był przeciwny Powstaniu Listopadowemu i służył później w wojsku rosyjskim. Małżonka nigdy tego nie zaakceptowała. Ona ostatecznie osiadła w Puławach, on birbant, kobieciarz i utracjusz używał życia gdzie indziej.

Może bardziej powodu jego miłostek i rozwiązłego trybu życia generałowa postanowiła być jak najdalej od męża, chociaż względów patriotycznych też nie można wykluczyć – taka była epoka. A powinnością arystokratycznych dam było szerzyć oświatę i milość do uciemiężonej ojczyzny.

Zimno i wilgotno

Między dwoma wąwozami, na terenie bagiennym, w miejscu gdzie spotykały się dwa cieki wodne, postawiono budowlę zwaną „Samotnia".

– Moja babcia, która urodziła się w 1866 roku i żyła 99 lat opowiadała, że ta tajemnicza, ośmioboczna wieża wzniesiona została jako domek myśliwski – wspomina Mikołaj Spóz. – Do niej dobudowany był zadaszony taras z którego myśliwi bez żadnego wysiłku strzelali do kaczek. Nie musieli zmoczyć nóg, a teren był bagnisty, nie darmo do dziś nazywa się „Mokradki". Za to widok był piękny, rozległy aż het, pod Skowieszyn. Przecież Puławy dawniej inaczej wyglądały, nie tak jak dziś, kiedy są asfaltowe alejki i elektryczne latarnie. Nie darmo też willę postawioną w ustronnym miejscu nazwano „Samotnią".

W akcie notarialnym czytamy, że nieruchomość „...składała się z domu w połowie murowanego, a w połowie drewnianego „Samotnią" zwanego, oraz dwóch domków drewnianych dworkami zwanych. Zabudowań gospodarczych tj. wozowni i placu w granicach dróg wiodących do Włostowic, Skowieszyna i Mokradek".

Mąż Łucji Rautenstrauchowej bawił się z baletniczkami, ona osiadła w tejże puławskiej „Samotni". Tak było romantycznie, zgodnie z duchem mijającej epoki. Zamieszkała w wieży, która powstała u schyłku XVIII wieku w stylu obowiązującego neogotyku z dachem w kształcie ostrosłupa. Żyła w dość ponurej budowli, otoczonej wysokimi drzewami w których jesienią przeciągle wył zimny wiatr. „Samotnia" była zimna, zawilgocona, w nieustających przeciągach gasły woskowe świece, pokojówka pościel musiała rozgrzewać gorącym żelazkiem, aby jaśnie pani nie przemarzła do szpiku. „Samotnia" w żadnym momencie nie kojarzyła się z dzisiejszym pojęciem komfortu jaki przynależał arystokracji. W tym tajemniczym domostwie przez jakiś czas mieściła się także siedziba loży masońskiej, gdyż generał-małżonek był jej mistrzem i co tam dużo mówić – separacja separacją, ale do Puław przyjeżdżał. Zresztą Czartoryscy też byli masonami, więc nawet była jakaś tradycyjna ciągłość.

Nowy dom

– Mieszkała tam osiem lat mówi Spóz. – Jednak naprzeciwko „Samotni" budowała piękną willę „Cienista" otoczoną wspaniałym ogrodem przypominającym park w miniaturze. To „Cienista" stała się później ośrodkiem życia kulturalnego i towarzyskiego. Wokół generałowej skupiała się młodzież chłonąc jej znajomość Europy, wielkiego świata, ucząc się od niej manier. Zaproszenie na salony do niej było bardzo pożądane choć – jak mówią świadectwa, nie wyróżniała nikogo ze względu na jego pochodzenie. Przyjmowała studentów i młodych ludzi tych biedniejszych i bogatszych, organizowała patriotyczne pogadanki, rozmowy o historii narodowej i przyszłości, a także wieczorki tańcujące i naukę savoir vivre'u. Można powiedzieć, że „matkowała" tutejszej młodzieży. Prowadziła też działalność filantropijną, społeczną. Dla wzniesionego w 1803 roku puławskiego kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny podarowała włoską kopię „Madonny" Rafaela
„Samotnia" na przestrzeni lat zmieniała właścicieli. Przez Puławy przetoczyła się historia powstań, wojen. Jedni stąd uciekali, drudzy przybywali, nadeszło następne powstanie, które wymiotło stąd wielu młodych, inteligentnych ludzi. Generałowa zmarła w 1886 roku. Zabytkowe obiekty wzniesione przez arystokrację trafiały w ręce zwykłych obywateli, zmieniały swój charakter.

– Ostatnim przed wojną właścicielem „Samotni" było małżeństwo żydowskie Gilda i Izaak Kurzbard – dodaje Mikołaj Spóz.

Tajemnica studni

Kurzbardowie przebudowali „Samotnię". Obok starej wieży o ośmiu ścianach postawili drugą, okrągłą, wypełnioną wiórami bukowymi. U szczytu „Samotni" umieścili metalowy zbiornik na wodę. Co jakiś czas podjeżdżały fury z balonami wypełnionymi spirytusem. Zmieszany z wodą kapał powoli przez bukowe wióry. Kurzbardowie produkowali ocet. To dziś mówi się o „Samotni" w kategoriach zabytku. Wtedy był to zwyczajny obiekt użytkowy.

– Przyszła wojna. Zły czas dla wszystkich, ale dla Żydów szczególnie – mówi Spóz. – Nie pamiętam, może Kurzbardów wygnano, może wywieziono do obozu, albo uciekli? Dość, że w „Samotni" po wyzwoleniu mieszkało kilka rodzin. Puławy były mocno zniszczone, brakowało mieszkań.

Któregoś, powojennego lata w mieszkaniu Spóza dzwoni telefon. Z Izraela. – Rozmówca pyta mnie, czy wiem gdzie jest willa Oktawnia i czy ją znam. – Odpowiadam, że nie mam pojęcia – uśmiecha się Spóz. – Jednak nie dawało mi to spokoju. Po jakimś czasie uświadomiłem sobie, że chodzi nie o Oktawnię, a o octownię.

Wkrótce okazało się, że starą „Samotnią", a późniejszą octownią zainteresowany był bratanek właściciela.
– Za jakiś czas znów mam telefon – nie kryje zdumienia Spóz, bo pytanie, jakie mu zadano, było dość dziwne. – Zwracają się do mnie, czy wciąż istnieje studnia obok wieży. Aż poszedłem zobaczyć. Ani śladu. Wszystko zostało zasypane, wybrukowane, nawet nie widać, w którym miejscu mogła być.
Po otrzymaniu tej wiadomości nikt już nie dzwonił.

– To dziwne, prawda? – zauważa Spóz. – Może gdy wypędzano Żydów z Puław, coś cennego do studni wrzucili? Kto wtedy, na początku wojny wiedział o obozach śmierci, kto myślał, że powinien żegnać się z życiem, a nie chować cenne rzeczy? Taki scenariusz jest możliwy, prawda?

Dziś „Samotnia" jest jednym z ciekawszych obiektów w Puławach. Dlaczego uważa się ją za budynek „tajemniczy"? Już sama nazwa jest niezwykła w naszych czasach, kiedy żyje się „stadnie" i społecznie. Jej neogotycka sylweta ma w sobie pewną surowość i niezwykłość. Była tam loża masońska, do dziś postrzegana jako stowarzyszenie bardzo hermetyczne.

Teraz „Samotnia" należy do Towarzystwa Przyjaciół Puław i mieści się w niej również kawiarnia, organizowane są spotkania i koncerty, imprezy kulrturalne. Czyli – można powiedzieć, że zostało coś „z ducha" generałowej Rautenstrauchowej.

Zdjęcia

  • Z wielkiego świata do Puław

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Gruby
Gruby ndz., 2011-11-20 10:40

" Za to widok był piękny, rozległy aż het, pod Skowieszyn"

W takim razie  generałowa patrząc w stronę Skowieszyna na pierwszym planie widziała posiadłości mojej rodziny, do której wtedy należała znaczna część  obecnej ul. Skowieszyńskiej ;-)))

„Gruby” - * - CETERUM CENSEO KACZYZM ET ZIOBRYZM ESSE DELENDAM!!!
gin
gin ndz., 2011-11-20 11:30

trzeba było nie sprzedawać gruby.....

Jedna uwaga. Generał Rautenstrauch  zmarł w 1842.
Generaława osiadła w Puławach w 1853 i poza jednym wyjazdem do Drezna, żyła aż do śmierci w 1886.
Generał nie mógł jej odwiedzać w Puławach. Mógł ją nawiedzać, ale to już inna hiostoria.

gin-niezależny radykał bez sztandaru
Gruby
Gruby ndz., 2011-11-20 11:46

Słuszna rada, ale spóźniona ;-)))

@gin:

Działkę przy ul. Skowieszyńskiej, która po licznych podziałach przypadła  mnie i siostrom, sprzedaliśmy gdzies w połowie lat 90-tych ubiegłego wieku.
Wtedy nawet przez myśl mi nie przeszło, że będę żył tak długo i  wrócę do Puław  ;-)))

„Gruby” - * - CETERUM CENSEO KACZYZM ET ZIOBRYZM ESSE DELENDAM!!!