drukuj

Historia Puław: Nasz dworzec widział wiele

Kategorie:
Tagi:
Historia dworca w Puławach

fot. Reprodukcje ze zbiorów Mikołaja Spóza

Mikołaj Spóz sięga po stare czasopismo. Bardzo stare. To „Kłosy” z 1877 roku. I czyta: „Droga Żelazna Nadwiślańska, na której ruch rozpoczął się przed dwoma miesiącami, przebiega kraj z północo zachodu ku południowo wschodowi."

"Od Lublina zaś do Kowla ma kierunek prawie z zachodu na wschód. Wisły dotyka ona w czterech punktach: pod Nowo Aleksandryją, Iwangorodem, Warszawą i Nowym Dworem. Jest ona z dróg Królestwa największą, obejmuje bowiem wiorst 491”.

 

– Obliczyłem, że linia kolejowa wynosiła wtedy 523 kilometry – dodaje pan Mikołaj. – Pamiętajmy, że Iwangorod to dzisiejszy Dęblin.

 

Ruszył po szynach

 

Przez nadwiślańskie ziemie, żyzne, zielone, poprzetykane chałupami krytymi strzechą, poorane błotnistymi drogami w lessowych wąwozach, w ten sielski, zacofany krajobraz wryła się cywilizacja – kolej żelazna. Rumiane dziewczyny pasące gęsi żegnały się znakiem krzyża, kiedy sypiąc iskry czarny smok pędził po torach, stare babki z powagą obwiniały go o to, że krowy tracą mleko. Tylko młodzi i wykształceni wiedzieli, że nadszedł wiek pary i elektryczności, że to nieuchronne zmiany.

 

W Puławach, w 1877 roku z udziałem miejscowych notabli, uroczyście otwarto dworzec kolejowy, po którym pędził pociąg w kierunku Warszawy albo Lublina.
– Wraz z uruchomieniem drogi żelaznej został oddany do użytku budynek z poczekalnią i zapleczem – mówi Spóz. – Był zbudowany w stylu rosyjskim – podobne budowano w wielu miejscowościach – w Nałęczowie, Klementowicach, Sadurkach. Drewniany, piętrowy, z licznymi ozdobami, był oddalony od miasta około 2 kilometry. Zresztą podobnie było w Nałęczowie i Dęblinie, gdzie stacje znajdowały się w daleko od centrum.

 

Salonki i ławki

 

Prowincjonalne miasteczko uzyskało łączność z wieloma innymi miastami, z centrum Królestwa. Kolejarze zaliczali się do służb mundurowych z wysokimi zarobkami – powstała nowa elita robotnicza i urzędnicza. Już w okresie międzywojennym maszynista mógł zarobić sporo powyżej 500 złotych, co było kwotą niemal astronomiczną, równą uposażeniu dyrektora poważnej placówki.

 

– Ech, te międzywojenne pociągi – wzdycha Mikołaj Spóz. – Według nich ludzie mogli sobie zegarki regulować. Nie było do pomyślenia, żeby się spóźniały. Pasażerom starano się zapewnić maksimum wygód. Puławski, czy jeszcze nowoaleksandryjski dworzec był obszerny. Mieszkał tam zapewne dróżnik i zawiadowca stacji. Wewnątrz były kasy i bufet, w którym szumiał samowar i można było wypić herbatę. Serwowano przekąski i słodycze dla najmłodszych podróżnych. Zimą poczekalnia była opalana kaflowymi piecami.
Wagony miały salonki dla zamożnych z firankami, z kanapami wyściełanymi aksamitem. Chłopak roznosił herbatę do wagonów, zimne napoje, prasę. Biedniejsi siedzieli w przedziałach na drewnianych ławkach i często odór czosnku mieszał się z oparami piwa, a w klasie trzeciej, tej dla pospólstwa z niejednego koszyka gęś wystawiała szyję, albo króliki uciekały pod ławkę.

 

Puławy, a także Kazimierz i Nałęczów były coraz chętniej odwiedzane przez mieszkańców Warszawy, Lublina, którzy zaczęli je traktować jak letnisko.

 

Historie z różnych lat

 

Wtedy, w XIX w. na dworcu znajdowało się także pomieszczenie dla telegrafisty.
– Wówczas jeszcze stacje między sobą porozumiewały się alfabetem Morse’a – dodaje pan Mikołaj.

 

Kolejarze byli zawsze grupą zawodową bardzo patriotyczną. W burzliwym roku 1882 zaczął się silnie rozwijać ruch socjalistyczny i dotarł on do Puław, głównie do studenckiej braci. Ale też zaczęły się wkrótce donosy, rewizje, przesłuchania, aresztowania. Pewnej nocy, studentom którzy przypadkiem byli na stacji kolejowej telegrafista zdradził, że ma przyjechać specjalna komisja wysłana przez Apuchtina i zaczną się rewizje. Natychmiast wrócili do miasta i dali znać wszystkim, którzy w jakiś sposób byli zaangażowani w konspiracji.

 

– Pamiętajmy, że wtedy kursowały parowozy. Obok dworcowego budynku wzniesiono wieżę, która była zasilana wodą ze specjalnego ujęcia z Kurówki, aż z Rudy pod Końskowolą – wyjaśnia pan Mikołaj. – Opowiadał mi pewien pan, że w czasie wojny ujęcia pilnowali własowcy, żeby partyzanci go nie wysadzili. I podobno mieli oni na sumieniu wiele gwałtów na okolicznych kobietach. I stało się tak, że partyzanci zlikwidowali ten posterunek. Wydaje się to prawdopodobne – mówi Spóz, bo Niemcy – kiedy zorientowali się o co poszło – nie ukarali mieszkańców wsi, ani tamtejszej ludności.

 

Jak przypuszcza Mikołaj Spóz, w międzywojniu musiały tędy przejeżdżać pociągi towarowe. Zbudowano bocznice, a było co z Puław wozić – nieopodal był olbrzymi tartak, wywożono żywiec z dużej farmy trzody chlewnej, w Puławach funkcjonowało wiele cegielni, kwitł handel.

 

Nowy przystanek

 

– Przed wojną tym pociągiem dojeżdżała do szkoły młodzież z okolicznych miejscowości – opowiada Mikołaj Spóz. – Puławy miały charakter letniskowy i tam był obok las. Na pewno nie było przyjemnie biednym sztubakom wędrować jesienią czy zimą do szkoły. Sprawę nawet w Sejmie postawił poseł Władysław Szczypa.

 

Władysław Szczypa był niezwykle aktywnym działaczem, patriotą. To człowiek o chlubnej i niezwykłej przeszłości.

 

– Pochodził z Mokradeł. W 1911 roku był uczniem w aptece w Krasnymstawie. Wstąpił do Legionów, służył w POW. W maju 1918 r. – za napad na skład broni – był aresztowany i wywieziony na lubelski Zamek. Wtedy Puławy były pod okupacją austriacką. Zwolniony w listopadzie rozbroił w Puławach austriacką komendę. Jako ochotnik wstąpił do wojska i walczył na Wołyniu, gdzie został ranny. W 1920 r. walczył z bolszewikami. W 1935 r. został posłem Ziemi Puławskiej. To właśnie on podjął inicjatywę zbudowania przystanku kolejowego, żeby młodzież miała bliżej do szkoły. I dzięki niemu powstał taki przystanek w Rudzie Czechowskiej, później nazwany Puławy Miasto. To była budka z okienkiem kasowym, mała, prymitywna z lasem za plecami. Drogę tam wybudowali dopiero Niemcy, którzy szykowali się do ofensywy na wschód. No, ale uczniowie mogli wysiadać tutaj i mieli bliżej.

 

Tragiczny był los Władysława Szczypy. We wrześniu zmobilizowany, ranny pod Kowlem trafił do niewoli sowieckiej.

 

– 29 listopada 1939 roku rodzina dostała list, że czuje się lepiej, że jest już zdrowy – nie ukrywa wzruszenia Spóz. – Następny, króciutki list dostali w kwietniu. Ze Starobielska. I koniec. Jego nazwisko jest pod numerem 3846 na liście zamordowanych w Katyniu.

 

Kilka strzałów

 

Dworzec był świadkiem wielu wydarzeń. Radosnych spotkań, rozpaczliwych rozstań, przyjazdów w interesach i wyjazdów na wojnę. Dworzec był świadkiem łez szczęścia i rozpaczy. Widział rzeczy niezwykłe, tajemnicze, przemilczane.

 

– Pewnego razu, tuż po wojnie, kiedy zaczęło się polowanie na akowców, pewien szczególnie aktywny pracownik UB dostał telefon, że ma jechać do Warszawy, gdzie będzie odznaczany – opowiada Mikołaj Spóz. – Pojechał w dobrym humorze na dworzec – może dorożką, a może poszedł tylko, bo kto tam wtedy miał auto? W poczekalni w świetnym humorze zaczepiał bufetową, a nawet wszedł za ladę, schylił się po coś, gdy raptem otwierają się drzwi, staje w nich dwóch ludzi i pytają o niego. On się wyprostował i mówi – to ja jestem. Padają strzały, tych dwoje znika. Ubowiec pada ciężko ranny. Nie udaje się go uratować, umiera. Skąd o tym wiem? Wiele lat temu dzwoni do mnie jeden z księży i mówi, że jest u niego człowiek, który szuka grobu kogoś z rodziny, jakiegoś oficera. Pamięta tylko, że był to wtedy pogrzeb z orkiestrą i na cmentarzu rosły wysokie drzewa. Ksiądz przypuszczał, że może chodzić o cmentarz włostowicki, który ja bardzo dobrze znam. Ten człowiek przyszedł do mnie i opowiedział mi tę całą historię. Pozwolił mi ją spisać, a nawet nagrać na magnetofon. Ten jego krewny został pochowany gdzie indziej. Pomogłem mu odnaleźć grób, na którym był napis – „zginął za utrwalanie władzy ludowej”.


Ratować zabytek

Mikołaj Spóz ubolewa, że starym budynkiem dworcowym nikt się nie zainteresował.
– To byłoby świetne miejsce na stylową restauracje, kluby, na muzeum kolejnictwa. W kasie można by sprzedawać pamiątkowe bilety, przy bufecie herbatę z samowara. Ktoś operatywny z pewnością zrobiłby na tym biznes. Miasto powinno wykupić od kolei ten obiekt. Stare budynki dworcowe wkrótce mogą zniknąć z naszego krajobrazu. To byłaby niepowetowana strata.

Zdjęcia

  • Historia dworca w Puławach
  • Historia dworca w Puławach
  • Historia dworca w Puławach

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
grzegorz_sykut
grzegorz_sykut śr., 2010-04-28 14:46

Mamy wiele zabytków kolejowych w okolicy, warto w nie inwestować

To prawda piękny mamy dworzec i niestety strasznie zaniedbany.
Dużym problemem jest jego lokalizacja, ale niestety w tamtych czasach władze carskie tak budowały linie kolejowe aby omijały większe skupiska ludzkie i jeśli nawet docierały do większych miast i miasteczek to raczej na jego obrzeża a nie do centrum. Widać to po Puławach, Gołębiu, Nałęczowie i paru innych mniejszych miejscowościach.
Dworzec jest piękny pod względem architektonicznym. Podobne mamy na tej linii w Gołębiu, Sadurkach oraz jeśli dobrze pamiętam Życzynie. W Klementowicach dworzec jest pewną modyfikacją projektu puławskiego jedynie bez bocznych przybudówek.
W okresie przed wojennych spod dworca biegły tory kolejki wąskotorowej, zbudowanej pierwotnie aż do mostu, następnie częściowo rozebranej. Do końca lat 30-tych XX wieku zachował się jedynie odcinek od dworca do centrum (gdzieś pomiędzy kasynem wojskowym a hotelem Izabella) po którym kursował wąskotorowy tramwaj konny!

A dziś? Szkoda mówić. W końcu lat 90-tych dworzec wystąpił w reklamie sieci komórkowej ERA - pamiętacie? A potem było już tylko gorzej. Nie pilnowany popadał w coraz większą ruinę, został zmarginalizowany do przystanku osobowego gdzie zatrzymują się tylko nieliczne pociągi osobowe. A przecież on ma rangę stacji kolejowej! Opuszczony budynek straszy i coraz bardziej biednie wygląda.
Najlepszym rozwiązaniem byłoby przejęcie budynku z działką przez miasto i przekazanie jej w użytkowanie przez powołane stowarzyszenie/organizację. Miasto sprawowałoby gospodarczy i finansowy nadzór nad obiektem, a stowarzyszenie mogłoby się zająć prowadzeniem muzeum/galerii może innej działalności ale w obrębie tematyki okołokolejowej. Takie partnerstwo miałoby szanse powodzenia jednak medialnie jest niezbyt popularne. Zawsze prym wiodą sprawy służby zdrowia, edukacji, bezpieczeństwa, bezrobocia itd. Zawsze temat zabytków, szczególnie techniki jest na szarym końcu zainteresowania. A szkoda, bo mamy choćby w regionie wiele do pokazania.

pulawiak46
pulawiak46 śr., 2010-04-28 15:53

Czy na ostatnim zdjęciu, z napisem "Puławy Miasto"

widać stary budynek "Dworca" przy końcu ulicy Partyzantów?

zenek
zenek śr., 2010-04-28 19:31

Era

Kiedyś nawet nagrano na nim reklame ERY :)

_________________________________________________________________
tomtom
tomtom czw., 2010-04-29 11:50

Zdjęcie - sądząc po lampie ulicznej

z lat 70 -tych XX wieku. Na pewno nie z XIX w. To tak uściślając przekaz.

tom-tom
Niezapominajka
Niezapominajka czw., 2010-04-29 21:33

Epizod z filmem

W roku 1974,5 na dworcu w Puławach kręcony był polski film obyczajowy DOKTOR JUDYM Reżyseria: Włodzimierz Haupe. Dworzec przyjmował wtedy takich gości jak: Jan Englert , Henryk Bąk i wiele innych znanych. Szkoda, że niszczeje, bo w latach jeszcze 80 był piękny

Niezapominajka
MamaMi
MamaMi sob., 2010-05-01 22:30

Ja też bojeję nad stanem tego dworca

...w przeciwieństwie do naszego "Głównego" dworca ten ma charakter. Czasem spaceruję w tamtych okolicach. Ul. Kolejowa (w pobliżu dworca) ma świetną nawierzchnię, super dojazd i niestety zabytkowy Dworzec w opłakanym stanie.
Z roku na rok jest coraz gorzej. PKP w ogóle o ten budynek nie zadba - nie mają funduszy na bieżącą działalność a co dopiero remont zabytku. Coraz więcej szyb powybijanych, Niebezpieczne, rozbite szkoło na ziemi. Walające się pozostałości po wałęsającej się młodzieży, która znalazła tam oazę spokoju. Napisy sprajem no i ten odór moczu wszędzie...czynią, że spacerek tam jest coraz mniej przyjemny. Nadzór nad niszczejącym i ciągle dewastowanym budynkiem zerowy.
Głos pani zapowiadającej nadjeżdżające pociągi umilkł chyba na zawsze...

Nie wiem czy jakiś "superbiznesmen" z okolicy zobaczyłby w tym wspaniałym budynku szybką KASĘ- wątpię, aby muzeum było wystarczająco dochodowe, ale może rzeczywiście jakiś projekt unijny na renowację + dobry pomysł na przyszłą działalność (niepodal ma być hala sportowa jak niosą jaskółki), dałby nowe życie temu zabytkowemu dworcowi.

~mamaMi