drukuj

Historia Puław: Każdy modlił się po swojemu

Cerkiew wybudowana w 1909 r dla żołnierzy rosyjskich stacjonujących w Puławach

O wielowyznaniowych Puławach opowiada Mikołaj Spóz, regionalista.

Z ośrodka, który emanował kulturą i wyznaczał trendy w sztuce, Puławy po wyjeździe Czartoryskich stały się prowincjonalną mieściną. Jednak w zgodzie żyły tu obok siebie różne nacje, a ci z najniższej drabiny społecznej i tak nie mieli wpływu na to, co działo się na szczytach władzy. Niegdyś świetny pałac książęcy obrabowany, zdewastowany 9 lat stał pusty.

Wiele wyznań

– Dobrze, że Czartoryscy przed wyjazdem zdążyli wiele cennych zbiorów wywieźć, najpierw do zaboru austriackiego, później do Paryża – mówi Mikołaj Spóz. – Jednak sam pałac, niegdyś świetny, tętniący życiem, zabawą, ściągający najświetniejsze towarzystwo, przedstawiał smutny widok. Klęska Powstania Listopadowego była klęską Puław.

Jednak warunki stawiały władze carskie. I tak w 1842 roku zmieniły nazwę miejscowości na Nowa Aleksandria, wprowadziły swoją administrację. Mimo wszystko Polacy, Rosjanie, Żydzi egzystowali obok siebie, modlili się w swoich świątyniach, handlowali, uczyli się.

Żydzi w swojej dzielnicy mieli bożnicę, w której modlili się, obchodzili swoje święta. Została spalona w pierwszych dniach wojny podczas któregoś z nalotów. Później Niemcy dokonali ostatecznej zagłady ludzi tam mieszkających i po całej dzielnicy zostały tylko jakieś niewielkie ślady.

– Tak, Rosjanie modlili się z cerkwi, Polacy w kościele, Żydzi w bożnicy i życie toczyło się zwyczajnym torem – dodaje Spóz. – Myślę, że wzajemna tolerancja była dość duża. Mieszkańcy Puławy przyzwyczajeni byli do tego, że miasteczko jest wielonarodowe.

Szkoła dla panien

W 1844 roku władze carskie postanawiają przenieść z Warszawy do Puław Instytut Wychowania Panien. Ale przedtem pałac należało przebudować i dostosować do potrzeb nowej placówki. W końcu miało w nim zamieszkać wiele wychowanek z całego terytorium podległego carowi.

– Zadanie przebudowy powierzono Józefowi Góreckiemu – mówi Mikołaj Spóz. – To wychowanek wydziału sztuk pięknych Uniwersytetu Warszawskiego, który pracował razem ze sławnym Marconim. Przebudowa była bodaj jego pierwszym, tak dużym samodzielnym zleceniem i podjął się jej z zapałem. Postarał się nadać budowli charakter pseudoklasycystyczny. Usunął reprezentacyjne schody zewnętrzne od strony dziedzińca i zbudował wewnętrzną klatkę schodową. Dobudował jednopiętrowe oficyny załamane pod kątem prostym w stosunku do głównej bryły pałacu. I tak wygląda to do dziś.

Dziewczęta, które przyjechały do Nowej Aleksandrii dla pobrania nauk i ogłady miały w tym obiekcie wszystko – można powiedzieć, że była to duża szkoła z internatem. Czy ekskluzywna? Według dzisiejszych standardów z pewnością nie, ale wtedy, znaleźć się w szkole pod patronatem małżonki cara to był prestiż. W pałacu urządzono sypialnie i sale w których odbywały się jakieś zajęcia, było zaplecze gospodarcze. Zapewniono też rozwój duchowy poprzez zbudowanie kaplic dla dwóch różnych obrządków – katolickiego i prawosławnego.

Dwie kaplice

– Dla wychowanic tej placówki na pierwszym piętrze była kaplica katolicka, a na najwyższym, drugim powstała kaplica cerkiewna – opowiada Mikołaj Spóz. – Korzystali z niej wszyscy prawosławni mieszkający w Nowej Aleksandrii, nie tylko panny, bo w mieście nie było cerkwi. Ale czasem sprawiało to kłopot. Z upływem lat ksiądz prawosławny zwrócił się do swojego zwierzchnika w Lublinie o postawienie kaplicy na tutejszym cmentarzu, bo wnoszenie zmarłych na samą górę było niewygodne no i panny się lękały.

W 1858 roku pożar doszczętnie strawił pałac. – Mówi się, że to któraś z panien zaprószyła ogień – opowiada Spóz. – Czy ja wiem? Pamiętam, że jeszcze po wojnie pod klatką schodową był potężny, stary piec, który tak funkcjonował, że ogrzewane przez niego powietrze rozchodziło się specjalnymi otworami po salach pałacu. Jeśli był on zbudowany wtedy, kiedy mieścił się tu instytut panien, to pamiętajmy, że była nad piecem klatka schodowa drewniana. Różnie to mogło być – zastanawia się Spóz. – W tym piecu paliło się potężnymi kłodami drewna.

Zniszczeniu uległy obydwie kaplice i na dobrą sprawę dziś nie wiadomo, jak wówczas wyglądały.
– Wiemy, że na dziedzińcu pałacowym była sadzawka w której podobno prawosławni udzielali sakramentu chrztu, oraz stała dzwonnica, która obwieszczała uroczystości religijne – mówi pan Mikołaj. – Jeden z dzwonów podczas I wojny był ukryty przez osobę prawosławną, a później przekazany do kościoła na górce co współwyznawcy podobno mieli za złe temu mężczyźnie. W czasie II wojny Niemcy go zrabowali i przetopili.

Kaplice przeniesione

Po pożarze przebudowy i odbudowy pałacu podjął się Julian Ankiewicz. W miejscu sali złotej zbudowanej przez Góreckiego stworzył kaplicę katolicką w stylu gotyckim, a na drugim piętrze, tam gdzie dziś jest sala rycerska, wybudował kaplicę prawosławną

– Wspomnę, że Ankiewicz zaprojektował unikalną wówczas klatkę schodową wykonaną z żelaza w Warszawie na Solcu w Rządowej Fabryce Machin. Był to cud techniki o którym pisano w „Dzienniku Politechnicznym" – opowiada Mikołaj Spóz. – Prawosławna świątynia była tu do I wojny światowej. Wtedy, podczas działań wojennych na dach pałacu spadły bomby i nieco uszkodziły przepyszny ikonostas. Co się z nim stało po wojnie? Któż to wie. Mówi się, że został wywieziony w głąb Rosji, słyszałem też, że być może jest w którejś świątyni prawosławnej w Polsce.

Przeniesiona też została kaplica katolicka. – Ołtarzowy tryptyk z pałacowej kaplicy jeszcze przed I wojną został umieszczony w kościele na górce – opowiada Mikołaj Spóz. – Tam też trafiło całe wyposażenie kaplicy oraz dwa konfesjonały.

Gdzie jest tryptyk?

W 1909 roku zakończono budowę i wyświęcono nową cerkiew. W Nowej Aleksandrii stacjonował rosyjski pułk piechoty i świątynia powstała głównie z myślą o wojsku.

Pierwsza wojna światowa poczyniła duże straty, druga jeszcze większe. – Podczas II wojny światowej zbombardowany został kościół na górce – opowiada Mikołaj Spóz i pokazuje fotografie wnętrza, na której widać tylko ramę tryptyku, ale bez obrazów. Nie ma też rzeźb ani figur, nie ma tabernakulum. – Zaczynam się zastanawiać nad tą fotografią – mówi. – Skoro był pożar, to powinien także strawić ramę. Czyżby obrazy zostały z niej wycięte, albo wyrwane i ktoś je zabrał? Może ratując przed spaleniem? W każdym razie wygląda to tak, jak by obrazy spłonęły, a ramy nie. To dziwne. Została fotografia z ok. 1900 roku wykonana przez Adelę Żychowicz, i to jest chyba jedyne źródło naszej wiedzy o tym, jak ołtarz pierwotnie wyglądał. Tak, to bardzo dziwne – mówi jeszcze raz Spóz i dodaje – już się chyba nigdy nie dowiemy, jak było.

Zdjęcia

  • Cerkiew wybudowana w 1909 r dla żołnierzy rosyjskich stacjonujących w Puławach
  • Wnętrze cerkwi
  • Bożnica żydowska

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać