Harcerstwo może być przygodą. Rozmowa z Romanem Śliwczyńskim
• Co jest takiego fascynującego w tym, co Pan robi?
– Oprócz zamiłowania do harcerstwa, to praca z młodzieżą. To budujące, gdy widzę jak młodzi ludzie chcą się rozwijać, kultywować tradycję, jak zdobywają wiedzę historyczną i kolejne stopnie harcerskie.
• Jak Pan trafił do harcerstwa?
– Wszystko zaczęło się w latach 1944–1950 gdy zaczął istnieć Związek Harcerstwa Polskiego. W PRL-u władze zlikwidowały ZHR, żądano nadzoru sowieckiego, ciężko było się z tym pogodzić. Zaczął się tworzyć tajny związek harcerstwa polskiego. Ja należałem do Pierwszej Trawnickiej Drużyny im. Stefan Czarnieckiego z okręgu lubelskiego.
• Co Pan myśli o dzisiejszym harcerstwie?
– Młodzi ludzie nie za bardzo garną się do harcerstwa, nad czym ubolewam. Coraz częściej na pierwszym planie jest komputer czy inne rzeczy. Jest to przykre, jak mówi się o harcerzach, że tylko biegają po lesie w krótkich spodenkach i nic więcej. A to bardzo powierzchowne podejście. Harcerstwo to przede wszystkim wspaniała szkoła życia, uczy jak postępować moralnie, kształtuje charakter. Poza tym z harcerstwem wiąże się nieodłącznie obcowanie z naturą, wspólne wycieczki i rajdy. Człowiek, gdy otacza się przyrodą nabiera wrażliwości.
• Co jest dla Pana największym osiągnięciem w dotychczasowej pracy?
– Sukcesem było dla mnie to, że zaistniała chorągiew lubelska ZHR. Ja, jako przewodniczący okręgu wyszedłem z propozycją na organizację kombatancką „Jaworzniacy” (1944–1956), chodziło o nawiązanie łączności. Napisałem pismo do ZHR w imieniu dawnych harcerzy o podjęcie współpracy z nowymi. Moją propozycję przyjęto, a zarząd ufundował nam sztandar.
• Czy jest coś, co chciałby przekazać młodym ludziom?
– Chciałbym, aby wykazali większe zainteresowanie harcerstwem. Naprawdę warto zaangażować się w coś, co może dać wam ogromną satysfakcję, radość, spełniając się w czymś, co ma znaczenie. Uwierzcie mi, harcerstwo może być przygodą życia.

























Kontakt: