drukuj

Dyrektor zatrudnia kogo chce

Krzysztof Bernaś, dyrektor Środowiskowego Domu Samopomocy w Puławach.

Związkowcy ze Środowiskowego Domu Samopomocy w Puławach alarmują: nasz szef zatrudnia rodzinę i znajomych. Dyrektor Krzysztof Bernaś: Nie ma żadnego nepotyzmu.

 

Związkowcy są oburzeni. Napisali list w tej sprawie do wojewody Genowefy Tokarskiej o zwyczajach panujących w ich pracy. – Nepotyzm i zatrudnianie po znajomości nie należą tutaj do rzadkości – stwierdza Ryszard Szubstarski przewodniczący międzyzakładowego związku zawodowego „Solidność”, który podpisał list w ich imieniu.

 

Szubstarski wylicza: w ŚDS i w Puławskim Stowarzyszeniu Ochrony Zdrowia Psychicznego (Bernaś jest jego wiceprezesem) pracują lub pracowały: żona, ojciec, teściowa i jej siostra, siostrzenica, dwóch szwagrów oraz znajomi, „zatrudniani niekiedy bez względu na brak kwalifikacji.”

 

– To nieprawda. W ŚDS nie ma nikogo z mojej rodziny. A w stowarzyszeniu rzeczywiście pracuje moja żona. To organizacja pozarządowa, więc może zatrudniać kogo chcę – mówi Krzysztof Bernaś.

 

Stowarzyszenie prowadzi Centrum Interwencji Kryzysowej (działa na terenie ŚDS). Okazuje się, że w centrum zatrudnieni są mąż wiceprezydent Puław, były wiceprezydent miasta oraz zastępca komendanta straży miejskiej, a prywatnie szwagier Bernasia. Za pracę dostają pieniądze z kasy miasta. W ubiegłym roku 70 tys. zł. Dotacje miejskie na wszystkie działania stowarzyszenie wyniosły niespełna 390 tys. zł.

 

– W zatrudnieniu tych osób nie dostrzegam niczego złego. Jesteśmy organizacją pozarządową i możemy dowolnie dobierać pracowników. Moje stowarzyszenie stanęło do konkursu. Miasto zdecydowało, że da nam pieniądze – tłumaczy Bernaś. Dodaje: – Praca jest niełatwa, a pieniądze nieduże: muszą dyżurować co drugą noc, a za miesiąc dostają 1100 zł netto.

 

Bernaś zapewnia, że zatrudnione przez niego osoby są fachowcami. Zajmują się m.in. kobietami prześladowanymi przez mężów. – Pracują już dwa, trzy lata i nie było dotychczas zastrzeżeń do ich pracy – stwierdza.

 

Wiceprezydent Puław nie widzi niczego niestosownego w tym, że jej mąż pracuje w dofinansowanym przez miasto Centrum Interwencji Kryzysowej. – Mogłoby tej sytuacji nie być. Ale to, że jest nie jest żadnym nadużyciem ani przejawem kumoterstwa – uważa Ewa Wójcik wiceprezydent Puław.

 

– Stowarzyszenia nie podlegają naszej kontroli. Nie mamy zatem żadnego wpływu na to, kto jest w nim zatrudniany – decyzje w tych sprawach podejmują wyłącznie prezes, zarząd lub inne organy stowarzyszenia – rozkłada ręce Magdalena Zarychta, rzecznik prasowa puławskiego magistratu.

 

Urzędnicy wojewody szykują się do kontroli, ale tylko Środowiskowego Domu Samopomocy w Puławach. – Tylko do tego mamy prawo. Kontrola i tak była zaplanowana, ale po piśmie związkowców przyspieszymy ją – zapowiada Małgorzata Trąbka, rzecznik prasowa Urzędu Wojewódzkiego.

 

Nie tylko ta sprawa oburza część pracowników ŚDS. Twierdzą, że podpadli dyrektorowi, kiedy w grudniu ubiegłego roku zapisali się do związków. – Spotkało się to z bardzo ostrą, nieprzychylną reakcją pana dyrektora. Rozpoczął prześladowanie, zastraszanie i utrudnianie działalności organizacji związkowej, które doprowadziło do wystąpienia ze związku pięciu pracowników – mówi Szubstarski.

 

– Nikogo nie szykanuję. Sens zakładania związków widzę w zakładach pracy gdzie jest podział zysków. U nas jest spokojnie – stwierdza Bernaś. I dodaje, że na 25 pracowników ŚDS w związku są 4–5. – Problemem jest to, że sami pracownicy są skonfliktowani.

– Chcemy tylko zadbać o warunki pracy m. in. zmniejszyć liczbę godzin pracy, otrzymać dodatek za pracę z osobami niepełnosprawnymi. Liczyliśmy na współpracę z dyrektorem i się zawiedliśmy – mówi jedna z osób pracujących w ŚDS.

 

Rafał Panas

 

 

Zdjęcia

  • Krzysztof Bernaś, dyrektor Środowiskowego Domu Samopomocy w Puławach.
redakcja
Autor:redakcjagg: GG2231337

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać