Dostał 15 lat za to, że wepchnął dziewczynę do Wisły
Do tragedii doszło w marcu ubiegłego roku. Piotr M. wraz z dziewczyną z którą się spotykał wybrał się nad Wisłę w okolicach Puław. Wcześniej oboje uczestniczyli w imprezie z innymi znajomymi. Już samotnie udali się w okolice starego mostu na Wiśle. Zeszli na ostrogę wodną przecinającą w poprzek rzekę.
Tam między parą doszło do sprzeczki. Kobieta stała tyłem do rzeki. Wtedy mężczyzna wepchnął ją do wody. Nurt rzeki szybko ją porwał i dziewczyna nie miała żadnych szans na ratunek.
Rodzina 21-latki zgłosiła zaginięcie. Tymczasem Piotr M. udawał, że nic się nie stało. Policjantom nie puścił pary z ust. Pozostali znajomi, którzy brali udział w imprezie nie wiedzieli co się stało. Dopiero po miesiącu jej ciało znalazł wędkarz, który łowił ryby na Wiśle w Borowej. To aż 19 kilometrów od Puław.
Na ciele dziewczyny nie było żadnych śladów obrażeń, jednak policjanci podejrzewali, że śmierć może nie być przypadkowa. Jedną z osób typowanych jako potencjalny podejrzany był Piotr M.
Sprawa wyjaśniła się dopiero przy innej okazji. Mężczyzna był przesłuchiwany w sprawie, w której był podejrzany o kradzież psa. Przy tej okazji policjanci zapytali go ponownie o Małgorzatę M. I dopiero wtedy mężczyzna przyznał, że to właśnie on wepchnął ją do rzeki.
Piotr M. do wszystkiego się przyznał, a podczas wizji lokalnej pokazał dokładnie, co się wydarzyło na tamie. Jak mówił, w momencie zdarzenia był mocno pijany. W sądzie tłumaczył potem, że wprawdzie wepchnął dziewczynę, ale zrobił to nieumyślnie. Jeszcze w trakcie śledztwa mężczyzna został przebadany przez biegłych psychiatrów, którzy orzekli, że jest zdrowy.
Prokurator domagał się dla oskarżonego 25 lat więzienia. Lubelski sąd zdecydował jednak w czwartek, że odpowiednią karą będzie 15 lat pozbawienia wolności.
Wyrok nie jest prawomocny. Być może sprawa wróci do sądu w apelacji, bo z rozstrzygnięcia nie jest zadowolona rodzina zabitej dziewczyny. – Powinien dostać przynajmniej 25 lat – powiedział dla Radia Lublin po ogłoszeniu wyroku jeden z członków rodziny.
























Kontakt:
i jak tu takiego..
nie powiesic? dlaczego nie pokazuja twarzy? co powinni robic z takimi bydletami?