Dary z Puław docierają do powodzian
– Byłam tu kilka dni temu, widziałam jak ludzie cierpią, słyszałam czego teraz potrzebują. To była chwila, żeby podjąć decyzję o zorganizowaniu pomocy dla nich. Dorośli mężczyźni płakali, proszę mi wierzyć – mówi Anna Matraszek z Puław.
W Przedszkolu Miejskim nr 7, w którym pracuje – ogłosiła zbiórkę darów. Dzieci przynosiły środki czystości, artykuły do higieny osobistej, a ona wraz z kolegami i znajomymi z Klubu Samochodów Terenowych EXTREM Puławy 4X4 zorganizowali składkę pieniędzy. Kupili koce, pościel, śpiwory, ręczniki, mydła. Zbiórkę wśród kolegów i koleżanek z klasy zorganizował również 7-letni syn Anny Matraszek, uczeń Szkoły Podstawowej w Gołębiu.
– Ich wychowawczyni wypisała dzieciom na kartce artykuły, jakie powinny przynieść. Dzieciaki zorganizowały się naprawdę wspaniale. Były skarpetki, majtki, pampersy, nawet chusteczki nawilżające dla niemowląt – wylicza Anna Matraszek.
Wszystkie dary zawieźli powodzianom. W ciągu pół godziny pięć samochodów wypełnionych workami po dach były już puste.
– Ja bym chciał dla żony spodnie i buty jakieś, może bieliznę by pani miała dla niej, a dla mnie chociaż skarpety – pytał pan Janusz. – Zaczynamy powoli sprzątać, nie wiem kiedy się z tym uporamy. Zalany był cały parter i piwnica – dodaje mężczyzna i odchodzi ze spuszczoną głową.
Takich osób jak pan Janusz w czwartkowe popołudnie spotkaliśmy wielu. Siedzą w przydrożnych rowach, pilnują swoich domów i wyczekują na kolejny samochód, który przywiezie im nie tylko kołdry, śpiwory, proszki do prania. Przywiezie im nadzieję, a może i ludzi do pomocy przy sprzątaniu.
– Sami tu zostaliśmy. Syn wyjechał dawno temu, żona jest chora, a ja już nie mam siły. Ale co mi pozostało? Zawinę rękawy i tyle ile będę mógł to zrobię – mówi pan Zenon. Ja mam prawie 70 lat i na stare lata taka tragedia mnie spotkała – dodaje.
O tym, jakie są potrzeby dla mieszkańców tej miejscowości Anna Matraszek dowiedziała się od pani sołtys. Ona najlepiej zna mieszkańców swojej wsi. Wie, kto ile i w jakim wieku ma dzieci. Rozmawiała także osobiście z powodzianami, którzy wręcz zamawiali sobie najbardziej potrzebne w tym momencie dla nich rzeczy.
– Dostawaliśmy SMS-y. A w nich lista tego, czego potrzebują. Od butów, skarpet po podpaski dla kobiet i ubranka dla 8-miesiecznego dziecka – wylicza Matraszek.
– Do większości domów trzeba było dopłynąć, poprosiliśmy kolegę, żeby zorganizował nam łódki, tego dnia nie poszedł do pracy. – Pływałem z darami od rana do nocy – dodaje Piotrek. – Kolega utopił samochód, dziś będziemy go wyciągać. Ale to nic, damy radę – dodaje Jacek.































Kontakt: