Czy będą nowe miejsca w przedszkolach dla najmłodszych mieszkańców Puław?
Do napisania poniższego artykułu skłoniła mnie niezmienna od lat sytuacja puławskiej oświaty związanej z najmłodszymi obywatelami. Jestem wciąż żywo zainteresowana problemem, bo być może niebawem znowu będzie mnie dotyczył.
1,5 roku temu wystosowałam pismo do Urzędu Miasta, a dokładniej 3 jego kopie do Wydziału Edukacji, Komisji Edukacji i Prezydenta Miasta (złożone w biurze podawczym). Na żaden z nich niestety nie doczekałam się odpowiedzi pisemnej. Po dwóch miesiącach oczekiwania zadzwoniłam do Wydziału Edukacji i Sportu. Zapytano mnie ze zdziwieniem czy oczekuję odpowiedzi na piśmie?! Nie ukrywam, iż byłam zaskoczona, ale umówiłam się z Panią z Wydziału, że jeśli wyjaśni mi pewne sprawy dotyczące problemów przedszkolnych to wystarczy.
Główny problem dotyczył zbyt małej liczby miejsc w przedszkolach – szczególnie w grupach żłobkowych. Na ok. 50 tys. miasto mamy 75 miejsc w 3 oddziałach żłobkowych (przedszkola nr 13, 16, 18), gdzie mogą uczęszczać dzieci w wieku 1,5-3 lata. Po likwidacji ostatniego żłobka na ulicy Krańcowej nie ma ani jednej tego typu placówki w naszym mieście.
W urzędzie powiedziano mi, iż nie ma potrzeby uruchamiania nowych oddziałów. Nie ma żadnych sygnałów związanych z zapotrzebowaniem na tego typu oddział/placówkę. Czy rzeczywiście?
Odparto również mój argument związany z rosnącą liczbą urodzeń związanych z opóźnionym rodzicielstwem wyżu demograficznego z lat 70. W Urzędzie Miasta nie odnotowano tego wzrostu – na podstawie danych Urzędu Stanu Cywilnego i Wydziału Spraw Obywatelskich (gdzie nadawany jest PESEL dla nowego obywatela. Trudno było dyskutować z tymi argumentami, ponieważ przeciętny obywatel nie ma na bieżąco dostępu do tego typu danych.
Dane GUS rzeczywiście nie potwierdzają znaczącego wzrostu liczby małych obywateli naszego miasta, ale czy przyczyną nie są przypadkiem spore trudności związane z opieką nad nimi? Czy 75 miejsc na ok. 440 małych mieszkańców to wystarczająca liczba (wg GUS w 2008 r. w Puławach było zameldowanych 442 roczniaków). Wynika z tego, iż jedynie 17% maluchów ma szanse na miejsce – oczywiście nie wszyscy rodzice będą się starać, ale szanse na miejsce są przecież bardzo mocno ograniczone.
Nieuczciwym byłoby, gdybym nie wspomniała o życzliwości ze strony Urzędu Miasta. Po mojej „interwencji” uruchomiono stronę internetową, na której co kilka miesięcy publikowano informacje o wolnych miejscach w przedszkolach. Niestety zapał osób generujących te informacje skończył się w 6 marca 2009r. – od 9 miesięcy strona nie jest aktualizowana - http://www.um.pulawy.pl/artykul/5319_1241.html, nie ma też informacji, że od tego czasu nie ma żadnych nowych miejsc w oddziałach. Dodatkowo nawet w archiwalnych danych nie znalazłam ani jednego wolnego miejsca w przedszkolnych grupach żłobkowych. Z moich doświadczeń wynika, że przez cały rok lista oczekujących maluchów jest bardzo długa.
Należy wspomnieć również o prywatnym przedszkolu, które istnieje w Puławach. Niestety nie każdego rodzica stać na miesięczny wydatek w wysokości 600 zł za ok. 8 godzinny pobyt dziecka (w przedszkolu państwowym ok. 200 zł).
Zupełnie nie pojmuję logiki, którą kierują się miejscy radni i puławscy urzędnicy. Z jednej strony miasto chce zachęcić młodych mieszkańców do pozostania w Puławach, a z drugiej nie robi nic, aby stworzyć sprzyjające warunki dla młodych rodziców. Mnóstwo moich kolegów ze szkoły średniej wyjechało do stolicy, większych miast czy na Wyspy, bo tu mimo dobrego wykształcenia, nie mając kontaktów, nie mogli znaleźć żadnej sensownej pracy. Dziś wielu z nich myśli o powrocie, ale…czy coś się zmieniło na lepsze.
Szukając pracy i zaglądając na strony PUP są oferty pracy - wynagrodzenie w większości ofert to ok. 1276 zł brutto (czyli ok. 950 zł na rękę). Temat rynku pracy to oczywiście sprawa na osobny artykuł, ale należy wziąć pod uwagę, że nie każdy mieszkaniec Puław ma szanse pracować w ZA "Puławy", gdzie kryteria przyjęć pozostają nadal w sferze czarnej magii, a płace są znacząco wyższe niż przeciętne w Puławach.
Pytanie retoryczne: Jak młoda mieszkanka Puław ma powrócić po kilku miesiącach do pracy kiedy nie ma z kim zostawić dziecka? Nie każdy pracodawca ochoczo będzie czekał na pracownicę po ponad 2-3 letnim urlopie wychowawczym lub zatrudni ją ponownie po tak długiej przerwie.
Oczywiście wielu rodziców ma alternatywę w postaci dziadków. Tyle, że nie każdy ma taką możliwość. Dodatkowo nowe zapisy prawne zmieniły w znacznym stopniu warunki przejścia na tzw. wcześniejszą emeryturę. Wiele babć i dziadków również musi pracować zawodowo. Duża część mam pracuje praktycznie za darmo, aby utrzymać miejsce pracy – nie mając szans na miejsce w żłobku zatrudnia się nianię w szarej strefie, bo bardzo niewiele osób stać byłoby na legalne zatrudnienie pracownika.
Automatycznie nasuwają się pytania:
- Czy rzeczywiście miasto nie dostrzega tych problemów?
- Czy koszty otwarcia oddziału żłobkowego (nie śmiem wspominać o żłobku) są rzeczywiście tak duże, że nie stać na nie średniej wielkości miasta powiatowego?
Mogłabym po raz kolejny napisać pismo do UM, jednak obawiam się, że znowu nie doczekam się odpowiedzi, a jeśli nawet to i tak niewiele ona zmieni. Dodatkowo troszkę prowokacyjnie chciałabym zorientować się czy rzeczywiście mieszkańcy Puław nie dostrzegają braku miejsc w przedszkolach, a szczególnie w grupach żłobkowych? Czy w żaden sposób nie komplikuje to Wam życia w naszym mieście?
Może zamiast kolejnych działań związanych z promocją miasta poprzez znaki graficzne, warto byłoby przystosować choć jeden dodatkowy oddział w puławskim przedszkolu dla potrzeb grupy żłobkowej w ramach promocji wśród najmłodszych obywateli Puław?
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dane GUS o urodzeniach w powiecie puławskim:
http://www.stat.gov.pl/bdr_n/app/wykresy_cechczas.nowe_okno?p_wykr_id=49180
i inne dane demograficzne dla miasta Puławy dot. najmłodszych obywateli:
http://www.stat.gov.pl/bdr_n/app/dane_cechter.nowe_okno?p_zest_id=555213&p_typ=HTML

























Kontakt:
Z całego serca współczuję.
Z całego serca współczuję. Znam te dylematy i problemy z autopsji i jedyne co mogę powiedzieć , a właściwie zapytać to : GDZIE JEST OBIECYWANE PRORODZINNE PAŃSTWO POLSKIE?
Tym bardziej, że obawy mam związane z utrzymaniem pracy nie mijają wraz z biegiem lat. Praktycznie od przedszkola do końca szkoły podstawowej dzieci często chorują ( układ immunologiczny człowieka "uczy się" przeciwdziałać chorobom się do ok. 12 r. ż.) i każde zwolnienie lekarskie na dziecko jest traktowane bez mała jak przestępstwo przez wielu pracodawców.
Przykre jest też to, że wiele kobiet, które mają te problemy za sobą, zamiast wspierać, udają, że nie rozumieją tematu.
Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki
UM zapewne czeka aż problem
UM zapewne czeka aż problem sam się rozwiąże - a tak może sie stać jesli 6 latki pójdą do szkół, wtedy w przedszkolach zrobi się więcej wolnych miejsc i bardzo możliwe, że będą powstawać grupy złobkowe aby zapełnić lukę, ale to tylko moje przypuszczenia- a czy tak będzie- niewiadomo.
Ja byłam na tyle w komfortowej sytuacji, że dzieci mogłam zostawić babci, która prawie w ostatnim momencie załapała się na wcześniejszą emeryturę. Ale jak wiemy nie wszyscy mają taką komfortową sytuację i tym rodzicom naprawdę współczuję.
6-latki już poszły do szkół
@Mela:Ten pomysł został zrealizowany już w zeszłym roku (oczywiście nie bez oporu rodziców i nauczycieli przedszkolnych).
Wszystkie 6-latki w przedszkolach, gdzie były grupy żłobkowe poszły do szkoły w roku 2008/2009. Teraz poszła druga tura.
W wyżej wymienionych 3 przedszkolach, które miały grupy żłobkowe, nie ma już 6-latków - są w pobliskich szkołach podstawowych. Nieoficjalnie wiem, że podobne pomysły mogą dotyczyć jeszcze przed 2012 r. innych przedszkoli - nie wiem jak to wygląda w tym roku.
Miejsca, które zwolniły 6-latki są raczej przeznaczane dla 3,4 - latków. Utworzenie dodatkowych oddziałów żłobkowych wymaga sporych nakładów finansowych, zatrudnienia dodatkowej obsługi (pomocy), przystosowania sali.
Czy w 50tys miasta rzeczywiście nie jest na to stać? Mnie osobiście trudno w to uwierzyć. Czy nie ma potrzeby utworzenia takiego oddziału - wystarczy spojrzeć na archiwalne listy wolnych miejsc w przedszkolach.
Ja uważam ze to tylko dobra
Ja uważam ze to tylko dobra wola Um , bo przecież miejsce w przedszkolach chyba jest po grupach 6-latków. może należy wystosować jakąś petycje gdzie będą sie podpisywali rodzice i to zmusi w jakiś sposób UM. Poza tym nie ukrywam, że słyszałam jak się robi by twoje dziecko znalazło miejsce w przedszkolu czy grupie żłobkowej, i mówię wam że nie jest to czyste agranie. Z drugiej strony babcia?? ok ale o ile lepiej dziecko się rozwija wśród rówieśników niż z babcią, ma więcej abawy, nauki i kontakt z innymi dziećmi co jest bardzo ważne wrozwoju naszych pociech.pozdrawiam
Do 3 roku zycia dziecko nie
Do 3 roku zycia dziecko nie ma świadomości społecznej tz. dla niego jest tylko ono i mama ( opiekun). Dlatego żłobek to zło konieczne, które w pełni rozumiem ze względu na naszą ( matek, kobiet, Polek) sytuację ekonomiczną. Ale przedszkole jest bardzo ważne, wręcz konieczne do poznawania i kształtowania prawidłowych postaw społecznych. Żadna mama, babcia czy niania nie zastapi kontaktu z rówieśnikami.
Jak już wyzej wspomniano
Jak już wyzej wspomniano miejsca po zerówkowiczach nie sa przeznaczane dla grup żłobkowych. W puławach przydałby się ŻŁOBEK z prawdziwego zdarzenia a nie jakieś doróbki na kolanie po przedszkolach. Dlaczego w innych miastach mogą być żłobki, do których są przyjmowane nawet malutkie dzieci(bez względu na odczucia rodziców w tej kwestii, ale takie sa wymogi naszych czasów)? A u nas robi się coś na pół gwizdka czyli bylejak. Dlaczego? Bo tam nie ma takiego wiceprezydenta, który miesza byle mieszać, bo nie chodzi o to żeby polepszyć. Nie w kazdym przedszkolu da się utworzyć oddział żłobkowy choćby ze względu na rozmieszczenie sal i inne warunki, które dla takich maluchów muszą być wyjątkowe. Przenoszenie 6-latków do szkół tez nie jest dobre dla dziecieków i satysfakcjonujące dla rodziców. Wiem, bo interesuje mnie bardzo kwestia i żłobka, i zerówek, więc staram się być na bieżąco w pomysłach UM.Potrzebne jest trzecie rozwiązanie, które będzie brało pod uwagę dobro dzieci, a nie....
Miejsc pewnie nie będzie jak
Miejsc pewnie nie będzie jak zwykle. Jakoś w ostatnim czasie UM nie jest zainteresowany aby zadbać o naszą przyszłość czyli dzieci. Przepychanki pomiędzy rodzicami a urzędnikami i Prezydentami są co roku. Przytoczę pewne fakty które miały miejsce w 2008 r. kiedy to likwidowane był oddział 6 latków w przedszkolach. Niby po to aby zapewnić miejsca dla maluchów. Czy zostały zapewnione nie wiem. Ale argumentacja jest jak zwykle: mniejsza liczba urodzin i brak sygnałów aby tych miejsc brakowało. Jak się okazało ani Pani Prezydent ani Pan Kierownik wydziału oświaty nie byli wystarczająco poinformowani. Okazało się ze do UM wpływają pisma o potrzebie zwiększenia liczby miejsc w żłobkach. I to od paru lat. UM nie potrafi szacować liczby dzieci które będą zapisywane do przedszkoli. Mimo corocznych problemów. O tym czy urzędnicy mają szacunek do rodziców niech świadczy fakt że o decyzji likwidacji grup 6 latków rodzice dowiedzieli się dopiero w kwietniu po zamknięciu tzw. rekrutacji w przedszkolach i to pocztą pantoflową. Zerówki zostały przeniesione do szkół które nie były do tego przygotowane. I tu wielki ukłon w stronę nauczycieli. Dużym zaangażowaniem i wkładem niejdnokrotnie własnych funduszy ratowali sytuację. A były zapewnienia o tym że dzieci będą w pełni zabezpieczone w szkołach. Finałem rozmów i przedstawiającym cały obraz sytuacji niech będzie pytanie Pani Prezydent na jednym ze spotkań rodziców w UM.
" Którego rocznika dotyczy problem?"
Historia się powtarza więc i tym razem pewnie będzie jak zwykle.