Czemu w Kazimierzu Dolnym jest tak drogo?
Mieszkańcy Kazimierza są zgodni: drożyzna w miasteczku daje się we znaki. Zwłaszcza miejscowym. Niektórzy już nawet nie zachodzą do miejscowych sklepów.
– Te ceny są dla turystów, a nie mieszkańców – mówi zbulwersowana Anna Kubiś. – Jesteśmy zmuszeni do robienia zakupów w odległych o 15 km Puławach i w supermarkecie w Bochotnicy.
Pan Jan, rolnik z Kazimierza zakupy robi w pobliskiej Dąbrówce. – Tam jest dużo taniej – stwierdza. – Mimo, że muszę kawałek dojechać, to i tak mi się bardziej opłaca niż kupować na miejscu – dodaje.
– Ceny w Kazimierzu są dla mnie nie do przyjęcia – skarży się pani Irena, emerytka. – Zakupy robią mi dzieci w Puławach lub sama je tam robię, jak jadę do lekarza.. Mam niedużą emeryturę, muszę oszczędzać.
Podobnego zdania jest pan Adam mieszkający pod Kazimierzem. Zakupów w miasteczku nie robi. – Mimo, że za dojazd też płacę, to i tak wychodzi mi taniej, gdy wybieram się do Puław na zakupy niż gdybym robił je tu na miejscu. – tłumaczy.
Nikt nie ukrywa, że Kazimierz jest miastem turystycznym i nastawionym na klienta z zewnątrz. Szczególnie tego z Warszawy, zasobnego w gruby portfel. Ale i oni często kręcą głową na widok np. ceny za pomidory, która jest nawet wyższa niż w stolicy.
Właściciele kazimierskich sklepów tłumaczą, że nie ma co porównywać cen w niedużym sklepie z cenami w sieciowych supermarketach. Ze względu na większą ilość towaru, jaka jest sprzedawana w supermarketach mogą sobie one pozwolić na nałożenie niższej marży na produkty. Zwykłe sklepy nie. Dlatego niewielką ilość sprzedawanego towaru rekompensują sobie wyższymi marżami.
– Zarabiamy jedynie w sezonie – wyjaśnia jedna z właścicielek sklepu. – To raptem kilka miesięcy. W pozostałym okresie zarabiamy tyle, że ledwo wystarcza na koszty. Nikt nie chce dopłacać do interesu.

























Kontakt:
Czyli podobnie jak w
Czyli podobnie jak w Nałęczowie. Klasyczna paranoja. Ale naszczęście jest Lublin gdzie jest o wiele taniej. Na miejscu kupuje się tylko niezbędne produkty do egzystęcji a nie nadające się do zmagazynowania na dłurzej. Pozdrawiam
P.S. Często te sklepiki mają obroty wielkie w sezonie i kozystają na tym że nikomu się nie chce dalej jechać. Fakt poza sezonem mają krucho ale...
Ceny "euro"pejskie - a Kazimierz tylko polski
"Ze względu na większą ilość towaru, jaka jest sprzedawana w supermarketach mogą sobie one pozwolić na nałożenie niższej marży na produkty." - odpowiedź na bolączki sklepikarzy z Kazimierza zawiera się w tym zdaniu - obniż cenę - sprzedasz więcej! Nawet turyści przyjeżdżający do Kazimierza przez cały rok, nie tylko w sezonie, wolą robić zakupy w Puławach. I nawet miasteczko holenderskie [sic!] im nie straszne! A ceny w Kazimierzu faktycznie są kosmiczne, jak na możliwości finansowe lokalnej społeczności.
Wszystko ma swoje plusy i minusy
W Kazimierzu mamy już "małą Warszawkę". Niestety tak jak w Zakopanem czy innych miastach turystycznych większość mieszkańców utrzymuje się z turystyki czy handlu. Ceny dostosowane są do popytu, a ten przez cały rok jest całkiem spory, choć wcale nie generowany przez lokalnych mieszkańców.
Trzeba jednak zauważyć, że większość mieszkańców Kazimierza i okolic jest posiadaczami nieruchomości w mieście i okolicach. Ruch turystyczny tak nakręcił zainteresowanie ziemią, że ceny ziemi (nawet rolnej) są kosmiczne. Warto zauważyć, że wielu skromnie żyjących rolników po sprzedaży niewielkiej działki mogłoby spokojnie pozwolić sobie na kupno mieszkanka w Puławach czy kilku ha ziemi w okolicy, o czym mieszkańcy podobnych miasteczek i ich okolic mogą tylko marzyć.
Do mnie letnicy nie przyjadą, a w Kazimierzu czy okolicach w każdej, nawet skromnej chatynce, z ochotą zatrzymają się goście, z czego w końcu jest dodatkowy dochód. Nie oszukujmy się - to 3,5 tys miasto nie jest typową gminną mieściną i ma o wiele większe możliwości niż Kurów czy Końskowola.
...
Niech sie zwali jeszcze wiecej warszawiakow w te okolice to napewno bedzie taniej ...
a ja się nie zgadzam
Mieszkam w Kazimierzu od ponad 20 lat. Zakupy robię w sklepie "Jedynka" na ul. Czerniawy. Co prawda pieczywo, wędliny i warzywa są droższe niż w Puławach ale część produktów mają dużo tańsze. Przed Świętami robiłam większe zakupy w Puławach ( no bo wiadomo że się niby bardziej opłaca) w kilku supermarketach. Nie dosyć, że spędziłam tam kilka godzin przedzierając się przez tłumy ludzi, to w dodatku nie kupiłam wszystkiego co chciałam np. suchych wafli (może na szczęście), bo albo nie było albo kosztowały dużo drożej (w Carrefour 3.69zł). Natomiast w sklepiku na Czeniawch kupiłam po 2zł. No trzeba tu również dodać o kulturze obsługi klienta, która jest niporównywalna. Składam ukłony w kierunku właścicieli i obsługi sklepów w Kazimierzu.
P. S. Co do pieczywa to nawet w samej piekarni u p. Sarzyńskiej jest drożej niż w innych sklepach spożywczych.
To normalne.
Dlaczego autorze tak Cię to dziwi, że w Kazimierzu drożej? To normalne że w miejscowościach turystycznych jest w sklepach drożej.
Miejscowi wiedzą gdzie ceny są przyzwoite a po większe zakupy - jak wszędzie do supermarketu do Puław.
Agrobiznes nie dla każdego
MamaMi, a może nie dla wszystkich mieszkańców Kazimierza i okolic, szczytem marzeń jest sprzedaż ziemi czy ugoszczenie w swojej skromnej chatynce Warszawiaka ;) Zauważ, że jednak nie wszyscy żyją tam z turystyki. Ech...