Były zakonnik i animatorka kultury z Kazimierza: Sprawa skończy się w sądzie
Zaczęło się od publikacji w jednym z lokalnych tygodników, który napisał, że "Kazimierz żyje skandalem obyczajowym, którego głównymi postaciami są dwie znane w miasteczku postacie – animatorka kultury i publicystka oraz przełożony miejscowego klasztoru Franciszkanów". Zdaniem autorki artykułu, "Gwardian W. (...) zrzucił habit i poszedł za głosem serca, zostawiając w poważnych tarapatach podległych mu zakonników".
Dotarliśmy do wspomnianej pary. Okazało się, że rzeczywiście żyją razem. Mężczyzna nie jest już zakonnikiem i – jak twierdzi – jego odejście zostało formalnie załatwione z władzami klasztoru. Zdaniem jego partnerki, całego zamieszania nie byłoby, gdyby nie miejscowy radny Janusz Kowalski.
Kiedyś oboje współpracowali w kampanii wyborczej do samorządu, ale ich drogi się rozeszły. Kowalski stwierdził, że przez cały "skandal" kobieta powinna zrezygnować z redagowania biuletynu wydawanego przez Urząd Miasta. Ale ta uważa, że to, z kim żyje, jest jej prywatną sprawą i nie ma związku ze współpracą z Ratuszem. Bohaterowie artykułu zamieszczonego w tygodniku pojawili się wczoraj u prawnika. – Sprawa skończy się dla gazety w sądzie. Nie pozwolimy się oczerniać – mówi Bożena Gałuszewska.
Tymczasem burmistrz Kazimierza Dolnego zapowiedział, że nie ulegnie żądaniom radnego Janusza Kowalskiego. Choć przyznał, iż stoi teraz przed wyborem, czy dalej współpracować z Gałuszewską przy wydawaniu miejskiej gazety.
– Nie wynika to bezpośrednio z tej całej sytuacji, ale z faktu, że umowa zawarta była na trzy miesiące i właśnie się kończy – mówi Grzegorz Dunia. – Na pewno podejmując decyzję będę się kierował względami merytorycznymi, a nie tym, co mówi radny. Pani Gałuszewska została zatrudniona do pomocy, kiedy gazeta ruszała. Być może teraz będziemy w stanie poradzić sobie już sami.



























Kontakt:
Może i nie ma nic wspólnego, jednak...
... będąc osobą publiczną takie "sytuacje" też mają znaczenie.
Z drugiej strony czy ta Pani jest osobą publiczną i czy POMOC przy tworzeniu gazety jest aż tak ważna, że wymaga nienagannej reputacji? Myślę, że jednak nie!
Pani Bożeno czekam na sprawę.
Pani Bożeno animatorko (anty)kultury czekam z niecierpliwością na to, jak wytoczy Pani sprawę o rzekome zniesławienie w lokalnej gazecie. Ciekawe co też Pani powie w sądzie? Gazeta Panią zmusiała do wskoczenia do łóżka zakonnika, czy też miejscowy Radny, jak to Pani przedstawia mści się w ten sposób... Smiech na sali...Sprawy z pewnością by nie było gdyby nie fakt, że ta Pani jest redaktorką Gazety Kazimierskiej oraz osobą lansowaną przez otoczenie Burmistrza do objęcia funkcji Dyrektora Domu Kultury. Żenujące.
:(
Ale ludzie mają problemy ... XXI wiek.. żenada