Bohater wyniósł mężczyznę z płonącego mieszkania przy ul. Piłsudskiego
Paweł Abramek nie wahał się ani minuty. Wszedł do zadymionego pomieszczenia i wyniósł z niego mężczyznę.
– Gdyby nie ten młody człowiek to mogłoby dojść do tragedii. Z dymem poszłoby pół bloku, gaz mógł wybuchnąć. Co za szczęście, że chłopak to w porę wszystko zauważył – wzdychają sąsiedzi w bloku, w którym w poniedziałek wybuchł pożar.
Jeszcze dziś, kiedy wchodzi się do klatki schodowej czuć spaleniznę. Okna na korytarzu klatki schodowej otwarte są dzień i noc.
Sąsiedzi z pewnością długo zapamiętają to poniedziałkowe popołudnie, ale i Paweł będzie miał, co wspominać.
– Poczułem spaleniznę, zbiegłem na dół i pchnąłem drzwi z całej siły. W mieszkaniu z którego wydobywał się dym było aż czarno. Na podłodze znalazłem tego pana, był bezwładny. Podniosłem go i wyniosłem na dwór – mówi Paweł Abramek.
– Pukałem do sąsiadów, ale nikt nie otwierał, dopiero od sąsiadki z pierwszego piętra wziąłem miski z wodą i z jej piętra na to trzecie piętro biegałem i gasiłem pożar. To ona zadzwoniła po straż, bo ja chciałem jak najszybciej ugasić ogień, żeby nie zapaliło się w kuchni, bo wiadomo tam jest gaz. Zrobiłem to, co każdy zrobić powinien. Nie uważam się za bohatera. Trzeba sobie pomagać. Chciałbym, żeby, kiedy mi będzie działa się krzywda też mi ktoś pomógł – dodaje Paweł.
Paweł od chwili tego zdarzenia nie widział człowieka, któremu uratował życie. Nie wie, co z nim się dzieje. Sąsiedzi też niewiele o nim wiedzą.
Mama Pawła kilka dni po tym zdarzeniu jeszcze nie może wyjść z podziwu, co zrobił jej syn. Że tak bardzo narażał swoje życie i zdrowie ratując innego człowieka.
– Nie było mnie w domu, kiedy to się stało. Wracając zauważyłam pod naszą klatką dwa samochody strażackie i karetkę pogotowia, a potem dowiedziałam się, że to mój syn wyprowadził sąsiada, który mieszka piętro niżej, bo ten zaprószył ogień w swoim domu – opowiada mama Pawła.
– Kiedy Paweł wrócił do domu był cały brudny w sadzach, usmolony od góry do dołu i strasznie kasłał. Dusił się tą spalenizną, zapytałam nawet, dlaczego nie poprosił nikogo z karetki pogotowia o podanie mu tlenu. Ale jest młody i silny, więc szybko uporał się z dusznościami – dodaje kobieta.
W poniedziałkowej akcji gaszenia pożaru udział wzięły dwie jednostki straży pożarnej. Lekarze z karetki pogotowia zaopiekowali się poszkodowanym.
– Na szczęście okna w domu były otwarte. To dzięki temu, kiedy ten młody chłopak wszedł do środka ogień nie uderzył wprost na niego, a pomieszczenie nie było zbyt mocno zaczadzone. Szybko wyprowadził z domu jego właściciela i to właśnie uratowało mu życie – mówi Krzysztof Morawski, rzecznik Komendy Powiatowej Straży Pożarnej w Puławach.
Dzięki szybkiemu przybyciu straży pożarnej ogień nie zdążył się szybko rozprzestrzenić. Spaleniu uległ fotel, ława i dywan. To sugeruje, że przyczyną pożaru było zaprószenie ognia.
– Gdyby nie szybka interwencja sąsiada to by mogło się źle skończyć. Ogień mógłby zająć kolejne kondygnacje bloku – dodaje Morawski.


























Kontakt: