drukuj

"Ateny, Rzymie! skąd tu przyszły wasze tchnienia?"

"Ateny, Rzymie! skąd tu przyszły wasze tchnienia?"

Jan Piotr Norblin, Świątynia Sybilli w Puławach, ok. 1804 r.

Zaprojektowany przez księżnę Izabelę Czartoryską ogród puławski, który kolejny raz uległ poważnym zniszczeniom na skutek wichury, uchodził za jeden z najpiękniejszych w ówczesnej Europie. Piewcami jego powabów było wielu poetów, wśród nich słynny Jacques Delille.

Jacques Delille (1738-1813), ceniony francuski poeta, członek Akademii, opublikował w 1780 roku czteroczęściowy poemat dydaktyczno-opisowy, zatytułowany Les Jardins (Ogrody). Opisał w nim uroki najpiękniejszych ogrodów europejskich. Ponad dwadzieścia lat później, w roku 1801, wydał nową edycję dzieła, którą uzupełnił na prośbę księżnej Izabeli Czartoryskiej o obszerny fragment poświęcony ogrodowi puławskiemu. Delille nigdy do Puław nie dotarł, jednak dostarczone przez księżnę sugestywne opisy, pozwoliły mu w pełni oddać charakter ogrodu. Francuz uwzględnił w swym dziele jego lokalizację, topografię, rozplanowanie i najważniejsze obiekty architektoniczne – Świątynię Sybilli i Dom Gotycki.

Opisując Świątynię Sybilli poeta przywołał jej pierwowzór, czyli starożytną świątynię Westy w Tivoli pod Rzymem. Jego okrzyk: "Ateny, Rzymie! skąd tu przyszły wasze tchnienia?" stanowił wyraz podziwu dla Pani na Puławach, która zlecając Christianowi Piotrowi Aignerowi budowę pierwszego polskiego muzeum postanowiła odwołać się bezpośrednio do kanonu architektury starożytnej.

Unaocznioną przez Delille'a recepcję form antycznych w Puławach podkreśla w ciekawy sposób akwaforta wykonana przez Johana Gottloba Schumanna wg rysunku Zygmunta Vogla w 1807 r. Ukazuje ona umiejscowiony na wiślanej skarpie puławski pałac z czasów książąt Czartoryskich, a obok, w miejscu gdzie powinna znajdować się Świątynia Sybilli, zamiast niej dostrzegamy ruiny świątyni Westy w Tivoli! Symboliczne przywołanie dziedzictwa kultury starożytnej i podkreślenie jego roli w Puławach stanowią doskonałą ilustrację słów Delille'a i nadają dodatkowy sens określaniu tego miejsca mianem Polskich Aten.

Księżna Izabela powodowana zapewne z jednej strony powszechnie panującą modą na upamiętnianie Jacquesa Delille'a pomnikami, z drugiej zaś szczerą przyjaźnią z poetą, kazała umieścić w puławskim ogrodzie kamień, na którym widniała inskrypcja poświęcona Francuzowi. Również na terenie parku otaczającego Marynki znajdował się relief z napisem mówiącym o tym, który kochał wieś i uczył ją kochać innych. Ludwik Dębicki, monografista życia towarzyskiego w Puławach, przytacza fragment listu księżnej Izabeli skierowanego do Delille'a, w którym tak oto opisała wspomniane pomniki: "Nie będę Pana nużyć dłuższym opisem, dodam tylko, że za laskiem kasztanowym i wodotryskami odpoczywamy w szalecie, gdzie piękny strumyk płynie po kamieniach ku Wiśle. Tam umieściłam wielki kamień poświęcony autorowi poematu o ogrodach. Topola go ocienia, strumyk go oblewa – łąka służy do gier dla młodzieży i balów dla dzieci, co niedziela. W ten sposób przypominam poetę wszystkim, co mnie otaczają. U mej córki jest źródło świeżej wody ocienione akacjami. Obok fontanny bas-relief Tobie poświęcony z tym napisem: Il aimait la campagne et sut la faire aimer".

Opis księżnej potwierdza zachowany do naszych czasów rysunek autorstwa Jana Piotra Norblina. Widzimy na nim ów "wielki kamień", który rzeczywiście odbijał się w wodach leniwie płynącego strumienia. Dziś nie ma już niestety po nim żadnego śladu.

Popularny w Polsce poemat Ogrody tłumaczony był na nasz język m.in. przez Franciszka Karpińskiego i Marię Annę Czartoryską (późniejszą Wirtemberską). Czynili to w ramach lekcji poświęconych literaturze i językowi polskiemu, których Karpiński udzielał młodej Czartoryskiej raz w tygodniu w Pałacu Błękitnym w Warszawie. My natomiast proponujemy zapoznać się z fragmentem poematu dotyczącym ogrodu puławskiego w późniejszym, uwspółcześnionym tłumaczeniu Michała Mariana Poznańskiego, opublikowanym w "Kurierze Warszawskim" w 1935 r. Niech strofy poezji przypomną nam o wyjątkowym pięknie tego miejsca i skłonią do refleksji nad sposobami przywrócenia mu pierwotnego splendoru...

O, czyż zdołam zapomnieć waszą okazałość,
Wy, których wdzięk z bogactwem zgodną tworzy całość,
Wy, o szczęsne Puławy, którym bogi w darze
Dały wszystkich powabów odległych miraże.
Jakiż obraz uroczy tworzą wasze sioła,
Jakąż ramą pagórki wieńczą je dokoła,
Z Kazimierza Wielkiego, bez dworu i straży
Zamkiem, który samotny nad polami marzy.
Ścieżyny tajemnicze, aleje dostojne,
Śliczne gaje, wzgórz zbocza, niziny spokojne,
Czy z obcych krajów rodem, czy z tej ziemi chęci
Wszystko wewnątrz zachwyca, wszystko z zewnątrz nęci.
Któż gęstwę waszych lasów, co z pagórków spada,
Opisze, albo dąb ów, borów prapradziada,
Lub tę pyszną topolę, której pień ogromny
Wichurom urągliwy, setek zim nie pomny,
Cały w sękach, skąd liści tryska ruń bogata,
Zdaje się czas ozdabiać, a odmładzać lata?
Ku większej nadobności, tuż u waszych zboczy
Wisła w skrętach szerokich wody swoje toczy;
Waszym szlakiem jej łono, bróżdżone przez łodzie,
Ona czar waszych gajów i wysp pieści w wodzie.
Co za radość, gdy blaski ściele zmierzch ostatnie,
Widzieć razem pod wirów jej rzucone matnię,
Którą krwawi purpura i biel srebrzy drżąca,
Słońca stos pogrzebowy – kołyskę miesiąca.
Tam traktu szerokiego rojna biegnie wstęga,
Z tak daleka, jak oko podróżnego sięga,
Patrzy ona i podziwia; wasz czar za nim goni.
Lasy, gaje, strumienie, roztocz rzecznej toni,
Łuki mostów dalekie, wieżyc znów migoty
Wabią oko naprzemian; skały wasze, groty
To pałace, co wzięły strop z natury ręki;
Inne, z kunsztu zrodzone, różne zdobią wdzięki.
Tu – kwiaty, pomarańcze, mirty, wciąż zielone
Piją wiosnę, a zwodzą zimy uprzykrzone;
Daremnie pod portykiem czuwa drzwi zawora,
Bo zapach wkrąg obwieszcza, że panią tu Flora.
Ówdzie stoi muzeum; skrzętność tam jednoczy
Bronzy, księgi, obrazy – wszystko ciągnie oczy;
Tam, nawet po Meropie, Athalii, Zairze,
Uśmiech może przypadnie i wątłej mej lirze.
Ateny, Rzymie! skąd tu przyszły wasze tchnienia?
Oto Westy świątynia wychyla się z cienia,
Tam skała, gdzie Sybilla gromem zwała ciszę;
Jej ręka już na liściu chwiejnym dziś nie pisze
Wyroków – i przyszłości mgły nie zwiewa z twarzy;
Tu dziś już przeszłość ze wspomnieniem gwarzy.
Jej pomniki z historji dziejów skarbiec czynią,
A świątynia ta dla nas pamięci świątynią;
Niebrak króla dobrego tu, ni gwałciciela,
Obok rysów Henryka sroga twarz Cromwella,
Stuarta łańcuch, książka, w której już niestety
Modlitwy nie poszuka ręka Antoinetty.
O, stadło nieszczęśliwe, tylu łez przyczyno,
Na dźwięk li imion waszych serca w żalu giną.

Po wyjściu z tej świątyni, gdzie wskrzesają wieki,
Inne miejsce mnie mami w widzeń kraj daleki;
Wyobraźnio! ty, którą lutni mojej dźwięki
Wielbiły, w tym przybytku nie cofaj mi ręki,
Gdzie z murów Bizantyjskich, z chramu, kędy w darze
Bóstwu – druid krwią ludzką kalał swe ołtarze,
Ze szkockiego pałacu i z Paryża bramy
Zdziwione tem sąsiedztwem zbiegły się odłamy.
Roma, Roma tu nawet, w szczerby tak bogata,
Gruzy swoje rzuciła na stos gruzów świata,
I świat tu jest pomszczony – z Kapitolu głazem.
Zaś świątynia powstała z tych okruchów razem;
Jest świata wizerunkiem, gaj swą gracją stroi,
A czas niszczyciel nad nią dziwu pełen stoi.

W głębinę tego gaju, w cichy kraj pamiątek
Idę i znów odkrywam droższy jeszcze szczątek;
Pójdźcie tutaj, wy wszyscy, których myśl w zadumie
Upojeń melancholii smętnych szukać umie.
Oto grobowiec, kędy brzoza żałobnica,
Cmentarnej wierzby Wschodu chybotna siostrzyca,
Swych liści warkoczami ziemi głaszcząc pyły,
Ze zwisłemi ramiony płacze u mogiły.

A ty, coś tyle dała ku miejsc tej ozdobie,
Jakże bardzo to gniazdo jest pomnikiem tobie.
Tutaj dobremu ojcu dobrą córką byłaś,
Tu, szczęśliwa małżonka, dziecię swe tuliłaś.
Twa córka też tu pięknu składa hołd powinny,
Stroi gaj, strumień, klomby w powab coraz inny.
Milszemi czyni miłe przodkom twym dąbrowy.
Najsłodszą wam radością festyn jest wioskowy;
Wspólne tu szczęście wasze w każdej swej iskierce,
Parki macie oddzielne, ale jedno serce.

Zaś, ja, pól malarz, który, ufny w swe rzemiosło,
Roi, iż żyć da dziełu, co wam w rękach rosło,
Me imię, w głazie ryte, mieszka tu – choć imię,
Dumne ze spojrzeń waszych, na łąk tych kilimie!
Tłum pasterzy, powiewnych korowód pasterek
Zboczy tutaj niekiedy, taneczny gnąc szereg
I niby rój motyli siądzie przy kamieniu,
Czytając me nazwisko, odbite w strumieniu.
O, czemuż nic milczenia głazu nie rozkruszy!
Pieśń niósłby wam w podzięce, a dla czułej duszy
Jakież struny targane ręką umiejętną
Wdzięcznego naśladować serca mogą tętno?
Słuchajcie jego głosu; niech jak lip szemranie
Będzie on mi radością, hołdem dla was, panie.

Wybrana bibliografia tematu:

- Jacques Delille, Les Jardins, en quatre chants, Paris 1801.
- L. Dębicki, Puławy 1762-1830. Monografia z życia towarzyskiego, politycznego i literackiego na podstawie Archiwum ks. Czartoryskich w Krakowie, T. IV, Lwów 1888, s. 134.
- "Kurier Warszawski", 1935, nr 295, s. 9.
- A. Aleksandrowicz, Izabela Czartoryska. Polskość i europejskość, Lublin 1998 (szczególnie rozdz. I).

                                                                              Seweryn A. Kuter

Zdjęcia

  • "Ateny, Rzymie! skąd tu przyszły wasze tchnienia?"
  • "Ateny, Rzymie! skąd tu przyszły wasze tchnienia?"
  • "Ateny, Rzymie! skąd tu przyszły wasze tchnienia?"
  • "Ateny, Rzymie! skąd tu przyszły wasze tchnienia?"
  • "Ateny, Rzymie! skąd tu przyszły wasze tchnienia?"
  • "Ateny, Rzymie! skąd tu przyszły wasze tchnienia?"
  • "Ateny, Rzymie! skąd tu przyszły wasze tchnienia?"
  • "Ateny, Rzymie! skąd tu przyszły wasze tchnienia?"
Muzeum Czartoryskich w Puławach, ul. Czartoryskich 8
Muzeum_Czartoryskich
Autor:Muzeum_Czartoryskich

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać